Menu Region

Rodzice w blasku fleszy: jak gwiazdy wychowują dzieci?

Rodzice w blasku fleszy: jak gwiazdy wychowują dzieci?

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Sonia Ross

1Komentarz Prześlij Drukuj
Gwiazdy nie tylko błyszczą, ale też wychowują dzieci. Między Złotymi Lwami, telewizją, planem filmowym i bywaniem na rautach starają sie zapewnić im poczucie bezpieczeństwa i przygotować do samodzielnego życia. Czego możemy się od nich nauczyć.
Hiszpańska plaża. Do opalającej się Katarzyny Dowbor podbiega 9-letnia córeczka Marysia. - Mamusiu, mogę wejść do wody? Znajomi znanej prezenterki, którzy przyjechali z nią na wakacje, są zdumieni, jaka jest grzeczna! - Marysia taka po prostu jest - uśmiecha się Katarzyna. - Nie zrobi nic, co mogłoby mi sprawić przykrość. I wie, że jej ufam, bo jest rozsądna.

Marysia Dowbor nigdy jeszcze nie wyjechała na wakacje bez mamy.
Nawet na obozie narciarskim były razem. Katarzyna wspomina, że jej dorosły dziś syn Maciej już jako 7-8-latek jeździł sam na kolonie. Z Marysią jest inaczej. I to wcale nie dlatego, że Katarzyna trzęsie się nad najmłodszą pociechą. Po prostu Marysia wciąż wydaje się jej za mała na spędzanie czasu bez świadomości, że gdzieś w pobliżu jest mama. - Wolności Marysia zażywa teraz sporo. Nie jest sama, bawi się z dziećmi znajomych - mówi Katarzyna. - Ale wszędzie jeździ ze mną, bo my po prostu lubimy ze sobą być.

Zawsze z mamą

Od maleńkości Marysia Dowbor podróżuje z mamą, i to nie tylko po Polsce, ale po całej Europie. - W końcu czujemy się jej obywatelkami - uśmiecha się Katarzyna. Na jutro wynajęły samochód, żeby wyskoczyć do Portugalii. Katarzynie Dowbor zależy, aby Marysia otrzaskała się z obcymi kulturami, chłonęła języki. To najlepsze przygotowanie do dorosłego życia. W przyszłości liczy jednak na to, że córka sama będzie zarabiała na swoje wakacje. - Uważam, że to fajny pomysł - mówi. - Nie mówię o jakiejś harówce fizycznej. Wyobrażam sobie, że Marysia będzie pracować gdzieś za granicą. Ze znajomością języka obcego przeżyje wszędzie.

Aktorka Renata Dancewicz jeszcze nie myśli o tym, by jej syn zarabiał na swoje wakacje. Jurek ma dopiero pięć lat, więc po co wybiegać w przyszłość. Na razie bardzo chroni prywatność syna. Nie zabiera go na plan filmowy, nie chodzi z nim na pokazy mody, modne warszawskie imprezy. Zawsze odmawia, kiedy kolorowe magazyny proponują jej okładkowe sesje z synem: - Nie chcę, by Jurek był postrzegany jak dziecko gwiazdy - jasno określa swoje stanowisko. - To nie jest dobre dla dzieci. One powinny mieć normalne dzieciństwo. Poczucie bezpieczeństwa, rytuały, czytanie bajek, przytulanie na dobranoc, kontakt z rówieśnikami.

Paparazzim zdecydowane nie

Renata Dancewicz do dziś pamięta incydent z nachalnym paparazzi. Zaraz po urodzeniu Jerzyka do szpitalnej sali, gdzie leżała, wdarł się fotograf. - Strasznie się wtedy wściekłam - wspomina.
- Akurat czytałam kryminał Agathy Christie. Kiedy on wycelował we mnie obiektyw aparatu, odruchowo cis-nęłam w niego książką. Zdjęcia chyba się nie udały, bo nigdzie się nie ukazały. O krok od wytoczenia procesów tabloidom była Małgorzata Foremniak.

- Za zamieszczanie nieprawdziwych informacji, a także zdjęć robionych z ukrycia mnie i moim dzieciom, 12-letniemu Patrykowi i 18-letnim córkom Oli i Milence. W końcu jednak zrezygnowałam, bo na procesy sądowe trzeba mieć i czas, i siłę. Mam świadomość, że uprawiam zawód, w którego ryzyko wpisane są plotki i podglądanie. Ale dzieci powinny być pod ochroną. W Polsce nikt tego jednak nie szanuje. Gdy Milena i Patryk dołączyli do nas, nie dość, że musiały się uporać z bagażem swoich doświadczeń, to jeszcze trafili do rodziny, która jest na świeczniku. My robiliśmy wszystko, by dzieci mogły zacząć normalne życie, media zaś grzebały w ich przeszłości, publikowały intymne fakty. Dzieci bardzo to przeżywały.

Ale w porównaniu z gwiazdami Hollywood dzieci polskich aktorek i gwiazd telewizji i tak mają względny spokój. Nie ma tygodnia, by Lurdes, córka Madonny, nie trafiła na okładkę jakiegoś tabloidu. Wiemy o niej niemal wszystko. Że nie ogląda telewizji, że nie może spotykać się z chłopakami, zanim nie skończy 18 lat. Ma też szlaban na słodycze i jest wychowywana w surowym duchu kabały. Ale za to nosi ciuchy od Dolce & Gabanny i jest razem z mamą na wszystkich muzycznych imprezach

Suri Cruise, mimo że ma tylko dwa lata, już wyznacza trendy mody. Kiedy rodzice kupują jej w Burberry nową kolekcję ubrań, wydają na nią 400 tysięcy dolarów. Dwuletnia Suri uczy się stepować, chodzi na przyjęcia z dorosłymi i nikt nie opowiada jej wieczorami bajek. Według scjentologów, których wyznawcami są Tom Cruise i Katie Holmes, Suri przeszła wiele międzygalaktycznych wcieleń i nie trzeba jej niczego uczyć. Rodzice traktują ją jak dorosłą.

Dziewczynka nie musi poznawać żadnych zasad i np. chodzić spać o określonej porze. Ale nie ma kontaktu z rówieśnikami i nie ogląda telewizji. Za to kilka miesięcy temu fryzjer stylista ufarbował jej włosy na ciepły odcień brązu. Na razie mała Suri się nie buntuje. Z uśmiechem pozuje do zdjęć i tak jak jej mama Katie niesie na zakupach kartonową torbę z napisem "Chanel".

Dzieci polskich gwiazd mają spokojniejsze życie. Ubierają się przeważnie w sieciówkach i nie potrzebują osobistych bodyguardów.

Ochroniarz niepotrzebny

- Nigdy nie przyszłoby mi do głowy, żeby zatrudniać dla Marysi ochroniarza - śmieje się Kasia Dowbor. - U nas ludzie nie są nachalni, nigdy nie czułam się zagrożona. Mieszkamy na strzeżonym osiedlu, wszyscy się tu znają, a ochrona pilnuje, żeby dzieci nie wyszły za bramę. Marysia ma tylko jedną koleżankę, która przychodzi na plac zabaw z ochroniarzem. Długo nie mogła zrozumieć, kim jest ten pan. Inne dzieci mówiły do niego wujku. Przyznaję, że dopiero kiedy się o tym powiedziałam, trochę się zaniepokoiłam. Zastanawiam się, czego boją się rodzice tej dziewczynki i czy Marysia w takim towarzystwie nie jest na coś narażona.

- Tylko raz prosiłam ochroniarzy o pomoc - mówi Ewa Pacuła, była żona Przemysława Salety. - Kiedy Nicole miała przeszczep. To było nie do zniesienia, gdy na szpitalnym korytarzu czatowali paparazzi. Dla nas to był najtrudniejszy moment w życiu, oni chcieli mieć dobre ujęcie. Powinno być zakazane fotografowanie chorych dzieci.

Jedynaczka Helenka Englert, córka aktorskiej pary, Jana Englerta i Beaty Ścibakówny, jeździ z mamą na rolkach w parku Saskim lub na rowerze nad Wisłą. Bez ochrony. - Nie czuję się gwiazdą - śmieje się Ścibakówna.

- Nie jesteśmy aż tak popularnymi osobami, żeby zatrudniać specjalistów do czuwania nad nami. Nikt nas nie zaczepia. Czasem ktoś poprosi o autograf. I jestem naprawdę zdziwiona, gdy mówi do córki: "To może i ty się podpisz, Helenko...". Córka wie, czym zajmują się rodzice, rozumie, dlaczego czasem przechodnie na ulicy proszą nas o autograf, i traktuje to zupełnie naturalnie. Kiedy pojawiają się jakieś nasze wspólne zdjęcia w gazetach i koleżanki jej o tym mówią, to jest jej miło. Ale to wcale nie znaczy, że często się fotografujemy.

Beata Ścibakówna tłumaczy, że sesja zdjęciowa z dzieckiem musi być jakoś uzasadniona. - Tak było w przypadku, gdy zachęcałam kobiety do zaszczepienia się przeciw rakowi szyjki macicy. Na zdjęciach wystąpiłam z Helenką, bo cel wydawał mi się ważny społecznie, a poza tym wiedziałam, że sfotografują nas profesjonaliści i zdjęcia będą piękne. I nie myliłam się.

Dzieciństwo w kamienicy

Renata Dancewicz twierdzi, że nigdy nie zamieszkałaby w apartamentowcu, gdzie lokatorzy są selekcjonowani. Sama na miejsce do życia wybrała zwyczajną kamienicę. Ma wokół dużo miłych ludzi. - Za chwilę Jurek podrośnie i sam będzie się bawił na podwórku za domem - mówi. - Na razie ja z nim wychodzę na spacery.

Kilka lat temu Renata Dancewicz głosiła publicznie odważne sądy na temat macierzyństwa. Nie ukrywała, że dzieci ją denerwują i nie tęskni do roli matki. Kilka dni temu, gdy do niej dzwoniłam, w tle było słychać chłopięce okrzyki. - To Jerzyk i jego kolega - wyjaśniła pobłażliwie. - Bawią się w park dinozaurów. - Więc jednak fajnie być mamą? - Fajnie jest dać sobie przestrzeń do życia. Renata nie zmieniła radykalnie poglądów: - Ani ja nie jestem dla Jurka w stu procentach, ani on dla mnie. Dziecko trzeba przede wszystkim kochać, dać mu poczucie bezpieczeństwa. I ja mu to daję.

Pytam, czy nie boi się, że kiedyś Jurek zapyta ją o głoszone w młodości poglądy. - Odpowiem mu uczciwie - mówi. - Rzeczywiście nie chciałam mieć dzieci, ale gdy okazało się, że jestem w ciąży, decyzja, że go urodzę, była świadoma. Jurek jest dzieckiem bardzo kochanym.

Czy polskie gwiazdy, podobnie jak Madonna, nie pozwalają dzieciom oglądać telewizji? - Helenka ogląda tylko wybrane programy - mówi Beata Ścibakówna. - Ma swoje ulubione. Do niedawna była to bajka o Cliffordzie, teraz "Syreny". Zanim włączy telewizor, zawsze pyta o zgodę. Na pierwszy odcinek się zgadzam, drugi jest w nagrodę.

- Nagroda dla Patryka to cola i kanapka z McDonalda - śmieje się Małgorzata Foremniak. - Mój synek cały tydzień czeka na piątkowe popołudnie. Wie, że w ciągu tygodnia nie wolno mu pić coli i jeść fast foodów. Nie pozwalam mu także na wysiadywanie przed komputerem. Najwyżej dwie godziny dziennie. Największy kłopot jest z zachęceniem go do nauki. Patryk jest dysgrafikiem i dyslektykiem, w lekcjach pomaga mu korepetytorka. Trzeba go pilnować, bo w jego wieku najważniejsi są koledzy i komputer.

Renata Dancewicz pozwala jeść Jurkowi słodycze i lody, ale w rozsądnych ilościach. - Nie jestem fanatyczną matką - mówi. - Nie wydzielam synowi niczego z aptekarską dokładnością. Staram się tylko, żeby o ósmej był w łóżku, bo chodzi do przedszkola i rano wstaje. Dbam także, żeby zjadł o właściwej porze obiad. Dużo go przytulam, okazuję miłość. Cieszę się, gdy fajnie się bawi z rówieśnikami.

Moim zdaniem to zupełnie wystarczy, żeby dziecko w jego wieku dobrze się rozwijało. Kasia Dowbor chwali Marysię, że jest bardzo posłuszna. Zawsze pyta o pozwolenie, gdy chce obejrzeć film czy wyjść, aby pobawić się z koleżankami.

- Ona wie, że jesteśmy przyjaciółkami, ale to ja jestem mamą i stawiam granice - wyjaśnia Kasia Dowbor. - Uwielbiamy ze sobą rozmawiać. Marysia jest bystra i zabawna. Ze swoją córką nie może się też nagadać Beata Ścibakówna. - I to nie tylko w drodze do szkoły i ze szkoły - zaznacza aktorka. - Często w domu siadamy i gadamy. Jak kumpelki, przyjaciółki. Ona mi się zwierza. Wczoraj, na przykład, rozmawiałyśmy o uczuciach. Były właśnie imieniny taty i to nas zainspirowało do rozmowy o miłości w rodzinie.

- Lubię być z moim synkiem, jest fajnym dzieckiem - opowiada Renata Dancewicz. - Teraz przechodzi etap fascynacji dinozaurami, czytam mu o nich książki, kupuję figurki, rozwiązujemy o nich quizy.

Pytam o problemy wychowawcze. Jak gwiazdy radzą sobie w sytuacji, gdy ich dziecko tupie nogami, rzuca się na ziemię i żąda nowej zabawki?

- Kiedyś Jurek dostał amoku i rzucił się na chodnik, niemal prosto do kałuży. Nie interweniowałam - wspomina Renata Dancewicz. - Usiadłam na krawężniku. Przechodziła jakaś pani. Była oburzona, że nie podnoszę dziecka. A ja chciałam mu pokazać, że jego gierki na mnie nie działają. W końcu sam się uspokoił. Renata Dancewicz nie ulega swojemu dziecku tylko dlatego, żeby był grzeczny, gdy w sklepie na nią patrzą. - Gdy darł się w supermarkecie, że chce loda, a ja uważałam inaczej, po prostu go nie kupowałam. Byłam stanowcza, a do ludzi wokół uśmiechałam się przepraszająco...

Wykształcenie najważniejsze

Gwiazdy bardzo dużą wagę przykładają do wykształcenia dzieci. Są gotowe zapłacić duże pieniądze, by uczyły się w dobrych szkołach. - To nie snobizm, tylko znak czasów - tłumaczy Beata Ścibakówna. - Helenka już w wieku czterech lat chodziła do kanadyjskiego przedszkola. Chciałam, żeby jak najszybciej uczyła się języka obcego. Teraz chodzi do kanadyjskiej szkoły.

Ma także lekcje francuskiego, a po południu zajęcia z baletu. Kasia Dowbor zapisała córkę do szkoły amerykańskiej. Za naukę płaci się tam miesięcznie od 1,5 do 2 tys. złotych. Dzieci Małgorzaty Foremniak, podobnie jak Nicole Saleta, chodzą do szkoły społecznej. - Ale wcześniej były w zwykłej podstawówce - wyjaśnia Małgorzata Foremniak. - Teraz jest znacznie lepiej.

Mniej liczne klasy to lepszy kontakt nauczyciela z uczniem. Wiedziałam o tym, ponieważ zanim Patryk i Milena trafili do takiej szkoły, szlaki przecierała Ola. Przekonałam się - między innymi na szkolnych wywiadówkach - że w szkołach publicznych nauczyciele nie mają takiej wiedzy na temat uczniów z problemami. A ponieważ taki właśnie jest Patryk, wolę zapłacić tysiąc złotych miesięcznie czesnego i wiedzieć, że moje dziecko jest w dobrych rękach. Małgorzata Foremniak dodaje, że za naukę wszystkich dzieci płaci miesięcznie trzy tysiące złotych. - To nie jest mało, ale w końcu pracuję również po to, aby zapewnić dzieciom dobre wykształcenie.

Renata Dancewicz odprowadza synka do państwowego przedszkola. Deklaruje, że Jurek pójdzie także do takiej szkoły. - Chyba że będzie miał jakieś kłopoty - zastrzega. - Na przykład adaptacji w licznej klasie lub problemy z nauką. Na pytanie, czy chciałaby, żeby poszedł w jej ślady i został aktorem, Renata Dancewicz kręci głową. - To niemęski zawód - ocenia. Podobnego zdania jest Małgorzata Foremniak: - Czekanie na telefon, na rolę, zależność od reżysera, to nie jest łatwe.

Trzeba mieć żelazną psychikę. - Jeśli Helenka miałaby być aktorką, to tylko taką jak Nicole Kidman - mówi Beata Ścibakówna, pół żartem pół serio. - Chciałabym, żeby tworzyła i grała równie niezwykłe role. Kasia Dowbor zdecydowanie jest na nie. - Na decyzje syna, który również jest prezenterem, nie miałam wpływu.

Jaki zawód wybierze Marysia, jeszcze nie wiadomo. Ale ja próbuję ją odwieść od pracy w mediach. Umiejętności w tym zawodzie są niewymierne. Można być świetnym fachowcem, ale na przykład nowy pan prezes nie lubi rudych i trzeba się żegnać z posadą. Z zazdrością patrzę na moją przyjaciółkę dentystkę. Jej profesja jest konkretna. Plomba kosztuje tyle i tyle. Ma zapewniony byt do końca życia. Mówię o tym Marysi, ale widzę, że ją ciągnie do strojów, scenografii. Pięknie przybiera stoły, dekoruje desery. Nie protestuję, każdy ma swoją drogę. Może będzie polską Marthą Stewart?
1

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

Marysia Dowbór

+96 / -94

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Kenaj (gość)  •

A co z tatusiem małej Marysi Dowbór? Nie zajmuje się córeczką? Nie wychowuje? Nic o nim nie piszecie. Jakaś dziwna tajemnica istnieje wokół tego pana. Czyżby należało się go wstydzić? Czy córka w ogóle zna ojca?

odpowiedzi (0)

skomentuj