Menu Region

Syn warszawskiej Niobe

Syn warszawskiej Niobe

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Marcin Zasada

5Komentarzy Prześlij Drukuj
65 lat temu Powstanie Warszawskie wydało na świat swoje dziecko. Urodzony w bólu i cierpieniu Mścisław Lurie został naznaczony tym wszystkim, co samobójczy zryw zostawił Polsce. Heroiczną dumą i ranami - pisze Marcin Zasada
Piękny, słoneczny dzień 5 sierpnia 1944 roku. Pod bra-mę fabryki Ursus Niemcy spędzili jak bydło kilkuset mieszkańców Woli i Śródmieścia. Z mieszkań i piwnic wywlekali ludzi ogniem i granatami. Wśród stada prowadzonego na rzeź szła Wanda Lurie, wyprowadzona z piwnicy przy Wawelberga, razem z trójką małych dzieci. Była w ostatnim miesiącu ciąży.

Zza płotu słychać było błagania, jęki, potem strzały.
Wanda trzymała się z tyłu, wycofywała się w nadziei, że kobiet w ciąży nie zabiją. Zabijali.

Ona była w ostatniej grupie. Na dziedzińcu fabryki hitlerowcy z niemiecką dokładnością dzielili ludzi na czwórki i tak rozstrzeliwali, taśmowo, jedną po drugiej. Wanda próbowała się ratować. Mocno trzymała dzieci. Błagała o pomoc jednego z Ukraińców z oddziału tzw. hiwisów, dała mu trzy złote pierścionki. Niemieckiemu żandarmowi bezskutecznie przypominała o honorze oficera.

Pierwszy kulę dostał 11-letni syn Wandy. Potem ona i dwójka młodszych dzieci. Wanda wylądowała wśród setek trupów. Pocisk przeszedł przez dolną część czaszki, wyszedł przez lewy policzek. Razem z kulą wypluła zęby, dostała krwotoku ciążowego. Na pół przytomna, leżąc, widziała kolejne egzekucje, które ustały dopiero o zmierzchu. Przywalona czterema ciałami słyszała, jak oprawcy bawili się, pijąc wódkę i śpiewając piosenki.

Jak rabowali zmarłych i dobijali tych, którzy się jeszcze ruszali. Kolejne kule raniły ją w nogę. Ktoś zdjął jej z ręki zegarek. Po dwóch dniach samotnego konania wydostała się spod trupów i poczuła, że dziecko, które nosi w brzuchu ciągle się rusza. Wyczołgała się na ulicę, gdzie ponownie wpadła w ręce Niemców. Żandarmi popędzili ją do kościoła św. Wojciecha przy Wolskiej. "Kościół był już zapełniony ludnością Warszawy z różnych dzielnic. Leżałam przez parę dni przy głównym ołtarzu. Żadnej pomocy nie udzielono. Jedynie współtowarzysze niedoli podali mi tylko trochę wody. Po dwóch dniach zostałam przewieziona furmanką z ciężko rannymi lub chorymi do obozu przejściowego w Pruszkowie, stąd do szpitali w Komorowie i Podkowie Leśnej" - zeznawała po wojnie przed Okręgową Komisją Badania Zbrodni Niemieckich w Warszawie. W Podkowie 20 sierpnia urodził się jej syn, którego uratowała nadludzkim wysiłkiem. Nazwała go Mścisław. On po latach nazwie ją Polską Niobe.
1 3 4 5 »
Reklama
5

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

znowu propaganda

+3 / 0

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Przemek (gość)  •

Powstanie Warszawskie nie było samobójczym zrywem.

odpowiedzi (0)

skomentuj

Wzruszajace...

+7 / -5

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Kulawa (gość)  •

Piekne i wzruszajace.Lza sie w oku kreci czytajac artykul o tym co ludzie przezyli w czasie wojny i
powstania.Ci nieliczni sa zywym swiadectwem historii dla mlodego pokolenia.Musimy o tym mowic
i pamietac,bo nigdy Niemiec czy Ruski nie byl dla nas przyjacielem.
Wspaniale,ze Pan o tym pisze.

odpowiedzi (0)

skomentuj

kihff

+60 / -80

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

nsdgewyu (gość)  •

jdiri

odpowiedzi (0)

skomentuj

kihff

+52 / -80

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

nsdgewyu (gość)  •

jdiri

odpowiedzi (0)

skomentuj

...

+97 / -100

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

bess (gość)  •

Brak mi słów. Jak można mówić o pojednaniu, przebaczaniu, kiedy w Niemczech nie ma świadomości ogromu zbrodni. Z moich bliskich nikt nie zginął w wojnie, ale mocno przeżywam tragedie innych i nie odnajduję w sobie przebaczenia.

odpowiedzi (0)

skomentuj
Reklama
Reklama