Na tę wiadomość czekaliśmy bardzo długo. Od kwietnia 2009 roku można było jeździć na odcinku od Doliny Służewieckiej do ul. Sobieskiego tylko w stronę Wilanowa. Jadąc w drugą stronę, trzeba było korzystać z uciążliwych objazdów: ul. Sobieskiego, Śródziemnomorską, Karczocha do al. Wilanowskiej lub ul. św. Bonifacego do al. Sikorskiego.
Warszawiacy poruszający się własnymi samochodami znajdowali zastępcze trasy. Ci, którzy korzystali z komunikacji miejskiej, byli skazani na kilkudziesięciominutowe postoje w korkach. Utykały w nich autobusy linii 117, 139, 700, 710, 724, 725.
- Kilka dni temu wracałam późnym popołudniem autobusem
710 z Bielawy - opowiada pani Krystyna Ossowska. - Do Śródziemnomorskiej dojechaliśmy w 15 minut. A ponad pół godziny staliśmy w korku przed włączeniem się do ruchu na ul. Bonifacego. Żar lał się z nieba, autobus nie miał klimatyzacji, w środku było chyba z 50 st. ciepła. Gdybym wiedziała, że tak będzie, poszłabym pieszo do Dolinki Służewieckiej - mówi pani Krystyna.
Nasza czytelniczka jeździła tą trasą sporadycznie. - Wyobrażam sobie, co czuli ci, którzy byli zmuszeni pokonywać ją codziennie - dodaje.
Inwestycja od początku była pechowa. Umowa między ratuszem a firmą Pol-Aqua, wykonawcą robót, została podpisana w październiku 2008 r. Aleja Wilanowska miała zostać oddana do użytku po 14 miesiącach, czyli w grudniu 2009 r.
Zaraz po rozpoczęciu prac pojawiły się konflikty z właścicielami gruntów, które trzeba było przejąć, by poszerzyć ulicę. Potem roboty wstrzymano z powodu konieczności przesunięcia odcinka wodociągu.
Kiedy wydawało się, że zmierzają ku końcowi, okazało się, że na przeszkodzie stanęły ulewne deszcze. Termin przesunięto na lipiec. I tym razem udało się go wreszcie dotrzymać.