PolskaTimes.pl

Stwórz własną społeczność!

Serwis powstaje we współpracy z The Times

niedziela 01 sierpnia 2010 r. imieniny obchodzą: Nadia, Justyna, Piotr

Warszawa » Pieniądze » Artykuł

Teraz została nam tylko odważna prywatyzacja

Teraz została nam tylko odważna prywatyzacja

Polska rozmawia Tomasz Ł. Rożek

2009-09-03 11:16:59, aktualizacja: 2009-09-03 11:18:20

Z Andrzejem Rzońcą, ekonomistą, wiceszefem Forum Obywatelskiego Rozwoju, rozmawia Tomasz Ł. Rożek

Przyszłoroczny budżet, którym rząd zajmie się we wtorek, ma być budżetem potu i krwi, najtrudniejszym po 1989 roku. Co musi zrobić władza, by nie rozgniewać społeczeństwa, a jednocześnie systematycznie pompować pieniądze do kasy państwa w środku kryzysu?
To niebywale trudne zadanie. Rząd Tuska będzie musiał jak reduty bronić finansów publicznych, bo jeśli choć na chwilę popuści, doprowadzi do kolejnego poważnego zwiększenia długu państwa. Premier powinien dziś przede wszystkim trzymać w ryzach wydatki, rozpędzić prywatyzację i wreszcie zabrać się do poważnej reformy finansów publicznych, ograniczonej przynajmniej do ścięcia niektórych

wydatków sztywnych, które dziś stanowią trzy czwarte budżetu i mogą być zmienione tylko w drodze ustawy.

O reformie finansów mówi się zawsze, kiedy chce się dać dobrą radę rządzącym. Ale sam Pan dobrze wie, że trudna kohabitacja rządu z prezydentem wyklucza podstawowe reformy - KRUS czy likwidację przywilejów emerytalnych górnikom i mundurowym.
O reformie finansów trzeba przypominać, bo przez to jej nie zrobiono w latach hossy, czyli w latach 2003-2007, musimy teraz wykonywać ekwilibrystyczne ruchy, by nie załamały się finanse państwa. Jeśliby rząd PiS w szczytowym momencie prosperity zdecydował się na obniżenie deficytu budżetowego, dziś moglibyśmy być w zupełnie innym miejscu. Ale stało się. Zgadzam się, że ze względu na groźbę weta, która wisi nad rządem jak miecz Damoklesa, niewiele można dziś zrobić. Ale np. można prywatyzować i trzeba to robić śmiało - tego prezydent nie zablokuje.

Ale związkowcy tak. A poza tym, czy wierzy Pan w to, że premier Tusk w roku wyborów prezydenckich powie związkowcom: sprzedajemy wasze zakłady?
Minister skarbu Aleksander Grad założył, że w ciągu dwóch lat - 2009 i 2010 r. - wpływy z prywatyzacji sięgną 36,7 mld zł. To jest plan ambitny, ale nie jest niewykonalny. Przecież cały majątek Skarbu Państwa wart jest około 170 mld zł. Niespełna 40 mld zł to jedynie ułamek i nawet w okresie silnego spowolnienia gospodarczego znajdą się nabywcy z takim portfelem. Mam wrażenie, że siła związków zawodowych jest mitologizowana. Oni bardzo często dużo krzyczą, ale społeczeństwo, a nawet ich załogi wcale nie muszą ich poprzeć. Proszę popatrzeć na dane: 1200 firm znajduje się w rękach państwa, a co trzecia jest albo w stanie upadłości, albo w likwidacji. Ponadto w spółkach i przedsiębiorstwach państwowych szybciej zmniejsza się zatrudnienie. Więc kto lepiej zarządza firmą? Państwo czy prywatny właściciel? Jeżeli pracownicy słabo prosperujących państwowych zakładów zobaczą, jak rozwija się prywatna firma z konkurencji, na pewno nie będą za wszelką cenę bronić racji związkowców.

To wszystko jest prawdą, ale czy minister Grad jest wystarczająco zdeterminowany, by wyssać z inwestorów prawie 40 mld zł i w ten sposób zasilić budżet? Na razie uzyskano z prywatyzacji 4 mld zł, a Grad chwali się sprzedażą resztówek.
Zgadzam się, że minister nie pokazał jeszcze determinacji, ale być może w przyszłym, bardzo trudnym roku dla budżetu nie będzie miał innego wyjścia, jak tylko masowa wyprzedaż państwowego majątku. Zawsze można sprzedać udziały państwa na giełdzie i uzyskać za to rozsądną cenę. I mam tu na myśli także tzw. spółki strategiczne, jak PKN Orlen czy PGNiG. Nie zawsze należy szukać inwestora strategicznego czy branżowego. Odnoszę wrażenie, że w przyszłym roku związkowcy staną przed alternatywą: albo prywatyzacja, albo podniesienie podatków. Co by pan wybrał?

Prywatyzację, ale taką, na której państwo nie straci. A w okresie kryzysu sprzedaż państwowego majątku zawsze obarczona jest pewnym ryzykiem.
Zgoda, ale sam pan widzi, że pole manewru jest niewielkie, i mam nadzieję, że premier Tusk, mimo wszystkich politycznych ambicji, to zrozumie. Spodziewam się, że rząd będzie robił wszystko, by po pierwsze, nadmiernie nie zwiększać w przyszłym roku deficytu budżetowego i nie podwyższać podatków, bo to siłą rzeczy spowoduje ograniczenie konsumpcji.
strona: 1 z 2 »

Wszystkie komentarze »

Komentarze (3)

Sonda

Czy prowadziłeś kiedyś samochód pod wpływem alkoholu?

Reklama

Warszawa»

Copyright © Polskapresse Sp. z o.o.
Realizacja serwisu: Gratka Technologie Sp. z o.o.

Mapa serwisu | Dla prasy | Kontakt | O nas | Regulamin | Prywatność | Reklama | eGazety | Sklep internetowy