Ileż ja się w życiu nasłuchałem głupot o Tadeuszu Dołędze-Mostowiczu. O tym, że grafoman, idol kucht i ciućmoków, że literacki oszust cynicznie igrający emocjami czytelniczek, goniący za szmalem sprzedajny hochsztapler i tak dalej i w ten deseń. Poczytajcie, co o Mostowiczu wypisywali przeróżni spece od wszystkiego, moralne autorytety byłe i obecne, a włos wam się zjeży. Więcej pomyj wylano tylko na Janusza L. Wiśniewskiego, ale akurat w jego przypadku słusznie. »
Mariusz Grabowski Polska Aktualizacja 2012-04-01 18:22:25
Karol May swoje poczciwe indiańskie gawędy o Winnetou napisał, odsiadując w niemieckim więzieniu kary za kradzieże, a do Stanów pojechał dopiero jako sędziwy weteran pióra w roku 1908. Podobno zdziwił się, że Dziki Zachód wcale nie wygląda tak dziko jak ten z jego powieści, a poza tym było mu przykro, że jankesi pukają się w czoło na jego widok. Ale też May musiał komicznie wyglądać wystrojony w wielkie sombrero, buty z ostrogami i pas z coltem. »
Mariusz Grabowski Polska Aktualizacja 2012-03-23 13:49:31
Dawno temu, gdy jeszcze chciało mi się podróżować po świecie, najbardziej uteologicznionym miastem wydała mi się Marsylia. To tam w dzielnicy portowej widziałem zakład fryzjerski o nazwie Origenes. Właściciel siedział przed swoim przybytkiem na koślawym krześle i jadł rybę z frytkami, nie zwracając uwagi na rój fotografujących go japońskich turystów. Odziany bardzo biblijnie w lniane giezło i ozdobiony imponującą brodą, dokładnie taką samą, jaką miał starożytny patron jego zakładu. Poszukiwaczom ciekawostek służę stosownym zdjęciem. »
Mariusz Grabowski Polska Aktualizacja 2012-03-02 11:59:16
Wybaczam Marcinowi Wrońskiemu wszystko: że publikował w "Lampie i Iskrze Bożej", że założył kabaret Osoby o Nieustalonej Tożsamości, że swego czasu upadł tak nisko, iż został nauczycielem, że podjął próbę podrasowania Andersena w dramacie "Pasterka i kominiarczyk", że wreszcie - jak odnotował na Facebooku - lubi Świetliki, muzyczne straszydło z Krakowa. Po przeczytaniu "Skrzydlatej trumny" jestem mu gotów wybaczyć nawet groteskowy zarost, który nosi chyba tylko po to, żeby prześladował fryzjerów w nocnych koszmarach. Od kiedy Marek Krajewski zaszył się gdzieś po wydaniu cokolwiek przekombinowanych "Liczb Charona", to Wroński wyrasta - moim zdaniem - na lidera polskiego kryminału. »
Mariusz Grabowski Polska Aktualizacja 2012-02-23 19:16:41
Z Morskiego Oka, jak wiadomo, do schroniska w Dolinie Pięciu Stawów w najelegantszy sposób można się dostać przez Świstówkę. Ponoć żyją tam świstaki, ale to raczej bujda. Nawet bez tych świstaków to półtorej godziny malowniczego spaceru niebieskim szlakiem. I właśnie na Świstówce spotkałem kiedyś zimą dwóch Anglików. Spotkanie było wyjątkowo absurdalne. »
Mariusz Grabowski Polska Aktualizacja 2011-12-29 21:39:32
Zaprosili mnie przed laty do Radia Bis na dyskusję o literaturze. Tematem było pisarstwo Filipa Rotha, ale że zaoceaniczny Roth niespecjalnie mnie interesuje, więc odmówiłem. Pani redaktorka od książek była telefonicznie wielce zdumiona, że ktoś nie chce na antenie popisać się złotymi myślami na temat żelaznego kandydata do Nobla. Ona: "Wie pan, że do studia przyjdzie nawet Wiesław Chełminiak?". Ja: "Zamiast o Filipie, wolałbym porozmawiać o Józefie Rocie". Ona: "Jaki znów Józef Roth? Nie słyszałam". »
Mariusz Grabowski Polska Aktualizacja 2011-11-13 13:49:10
Z Henningiem Mankellem ideowo zupełnie mi nie po drodze. Nie przekonują mnie jego socjalistyczne ideały, na które zamienił młodzieńczy zachwyt filozofią Mao, publiczne wyznania wiary w sprawiedliwość społeczną ani cielęce zauroczenie wielokulturowością. A już jego zamustrowanie się rok temu na pokład Flotylli Wolności, którym pisarz dał wyraz miłości do palestyńskich terrorystów, przekonało mnie ostatecznie, że umiejętność fabrykowania poczytnych kryminałów nie zawsze musi iść w parze z polityczną roztropnością. »
Polska Aktualizacja 2011-10-02 12:22:26
Zdarzyło mi się przed laty pracować, szczęśliwie krótko, w pewnym miesięczniku dla panów lubiących goliznę i inne męskie uciechy. W takich miejscach roiło się w tamtych czasach od przeflancowanych esbeków i wszelkich sierot po socjalizmie. W tamtym piśmie moim przełożonym był H., sfrustrowany były dziennikarzyna "W Służbie Narodu", którego kumple zaangażowali do redagowania tekstów o sztuce podrywu. Mniejsza o nazwisko, facet zajmował się głównie popijaniem z flaszki schowanej w biurku (lubił Old Smugglera), pomstowaniem na kobiety, które wystawiły go do wiatru, i wyklinaniem solidaruchów. Namiętnie czytał też peerelowskie kryminały. »
Mariusz Grabowski Polska Aktualizacja 2011-07-31 18:32:44
W nieistniejącym już dziś antykwariacie na Pięknej kupiłem przed kilkunastu laty "Miriam" Trumana Capote'a, z wielce mówiącą przestrogą poprzedniego właściciela, wykaligrafowaną flamastrem na stronie tytułowej: "Nie czytaj tego, bo napisał to pedał, pijak i Żyd!". Czyż trzeba lepszego dowodu, że literatura potrafi wywołać prawdziwą eksplozję emocji? »
Reklama
Copyright © Polskapresse Sp. z o.o.
Realizacja serwisu: Gratka Technologie Sp. z o.o.
Polskapresse sp. z.o.o informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie PolskaTimes.pl podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.
Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.