Większe powody do zmartwienia...
zzeus
12.02.09, 17:06:46
Chciałbym poruszyć temat bardziej palący dla Polaków, niż problemy emigracji. Mianowicie problem ludzi, którzy z emigracji wrócili.
Spędziłem w Anglii pięć lat, wróciłem w kwietniu ubiegłego roku. Będąc na emigracji rzadko spotykałem się z przejawami dyskryminacji. Faktem jest, że wyjechałem przed największą falą kryzysu, ale było już dobrze po upadku North West Bank i w Anglii fala niepokojów zaczęła narastać. Wyjechałem z powodów osobistych, ale i głos tęsknoty za ojczyzną miał w decyzji o powrocie spory udział. W pracy robiono wręcz wszystko, by mnie zatrzymać: oferowano podwyżkę, chciano wprowadzić udogodnienia w godzinach pracy. Niestety swojej decyzji nie zmieniłem. Czemu piszę "niestety"? Bo w Polsce, jak nauczyłem się już ironizować, zamiast obiecywanej drugiej Irlandii, zastałem drugie Peru. Rząd, który miał zrobić wszystko, aby Polaków z emigracji ściągnąć z powrotem do kraju, robi obecnie chyba wszystko, aby ich za granicą zatrzymać. Od roku siedzę w Polsce, nie mogąc nigdzie dostać pracy. A z każdym miesiącem, będzie gorzej. Nie tylko dlatego, że bezrobotnych przybywa, ale także i dlatego, że potencjalni pracodawcy, niechętnym okiem patrzą na "dziury w życiorysie". Jedną już taką miałem, dzięki nieuregulowanej służbie wojskowej (w 2001r. zgłosiłem się na ochotnika, a usłyszałem, że nie ma pieniędzy na pobór. Na przeniesienie do rezerwy musiałem czekać dwa lata), obecnie mam już kolejną, trwającą blisko rok.
Słynne słowa JFK: "Nie pytaj, co twój kraj może zrobić dla ciebie, zapytaj, co ty możesz zrobić dla swojego kraju." nabierają dla mnie strasznie gorzkiego znaczenia. Bo choćbym dla swego kraju chciał zrobić tak wiele, nie mogę zrobić nic.