Pan Mirosław nie chce pieniędzy. Chce usłyszeć "przepraszam" (© fot. archiwum)
Jakub Kusiak
2010-03-09 07:23:55, aktualizacja: 2010-03-09 14:03:04
- Byłem na rauszu. Nie wypieram się. Kłóciłem się z bratem - temu też nie zaprzeczam. Może i byłem niekompletnie ubrany, bo nie miałem butów. Ale czy to upoważniało policjantów do brutalnego pobicia mnie? Chcę tylko, żeby powiedzieli do mnie: "przepraszam". Kiedy wczoraj usłyszałem, że prokuratura po raz drugi umorzyła sprawę, załamałem się - mówi Mirosław Brzeźniak z Łodzi.
Mężczyzna oskarża policjantów, że dwa lata temu podczas interwencji rozbili mu głowę, złamali nogę i nie chcieli udzielić pomocy.
Postanowił podjąć ostatnią próbę - napisać skargi do Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka oraz Trybunału w Strasburgu.
Dwa lata temu na łódzkiej Dąbrowie Brzeźniak świętował z bratem urodziny. Obaj wyszli przed blok, żeby zaczerpnąć świeżego powietrza. Mężczyźni byli pod wpływem alkoholu i głośno sprzeczali się o telefon komórkowy.
Pan Mirosław wspomina, że podczas szorstkiej wymiany zdań z bratem zauważył patrolujących osiedle policjantów. Twierdzi, że poprosił ich o pomoc w odzyskaniu telefonu.
Łodzianin był bez butów, w podkoszulku i spodniach dresowych. - Policjanci początkowo lekceważyli moje prośby. Zdenerwowało mnie to i, przyznaję to ze wstydem, użyłem wobec nich niecenzuralnych słów. Chcieli mnie wylegitymować, ale ja nie miałem przy sobie dokumentów - wspomina Brzeźniak. Policjanci, którzy interweniowali feralnego dnia nadal pozostają w służbie
Mężczyzna twierdzi, że po chwili nadjechały jeszcze dwa policyjne radiowozy, z których wyskoczyli agresywni policjanci. Nie pomogły tłumaczenia, że zostawił dokumenty w mieszkaniu. Zapewnia też, że zapraszał funkcjonariuszy do domu, chciał pokazać im dowód tożsamości. Przekonywał policjantów, że mieszka w bloku, pod którym stoją i pokazywał swoje nazwisko na domofonie. Nic to nie pomogło. - Jeden ze stróżów prawa kopnął mnie w piszczel, obalając na ziemię, skuł kajdankami i uderzał głową o krawężnik - opowiada pan Mirosław.
Jak przekonuje łodzianin, policjanci nie chcieli mu udzielić pomocy, choć się jej domagał.
- Bardzo bolała mnie prawa noga, krzyczałem z bólu- mówi Brzeźniak. - Wtedy wsadzili mnie do radiowozu i odwieźli na pogotowie przy ul. Sienkiewicza.
Pan Mirosław miał złamania kości podudzia. Karetka zawiozła go na ortopedię do wojewódzkiego szpitala w Zgierzu. Mężczyzna przeszedł skomplikowaną operację, podczas której lekarze próbowali zespolić odłamki kostne. Pięć dni później został wypisany do domu. Z nogą w gipsie, zaleceniem chodzenia o kulach i zakazem obciążania chorej nogi.
- Od lekarzy w zgierskim szpitalu usłyszałem, że nigdy nie odzyskam pełnej sprawności ruchowej. Nie mogę biegać, stać w miejscu dłużej niż pięć minut, nosić ciężkich przedmiotów i uprawiać sportu. Z trudem utrzymuję firmę, którą samodzielnie zarządzam - mówi Mirosław Brzeźniak. - Zamierzam starać się o rentę.
Co na to policja? Radosław Gwis z biura prasowego KWP w Łodzi odpowiada: - Skoro sprawa jest w prokuraturze, policja nie będzie tego komentować.
W aktach sprawy można wyczytać, że sześciu policjantów, którzy interweniowali, gdy pan Mirosław kłócił się z bratem, uważa, że sam jest sobie winien utraty zdrowia.
- Policjanci przekonywali, że mój klient sam sobie złamał nogę o betonowy schodek od klatki schodowej. Użycie siły wobec mojego klienta tłumaczą jego agresywnym zachowaniem - mówi mec. Lech Brodniewicz.
Sprawa pobicia Brzeźniaka dwukrotnie była rozpatrywana w Prokuraturze Łódź-Górna. Mec. Brodniewcz mówi, że za pierwszym razem prokurator bez weryfikacji dowodów dał wiarę zeznaniom policjantów i umorzył sprawę. W uzasadnieniu tej decyzji prokuratury możemy wyczytać, że policjanci zastosowali wobec Mirosława Brzeźniaka prawidłowy chwyt obezwładniający, a użyta siła była współmierna do sytuacji.
- Sąd nakazał ponowne rozpatrzenie sprawy, bo prokurator nie zweryfikował zeznań policjantów - mówi mec. Brodniewicz. - Wczoraj prokuratura znów umorzyła sprawę ze względu na niemożność jednoznacznego stwierdzenia okoliczności, w jakich Mirosław Brzeźniak doznał obrażeń. Będę się kolejny raz odwoływał.
Imię i nazwisko bohatera zostało zmienione na jego prośbę.
Wszystkie komentarze »
Komentarze (9)
Daleka, upokarzajaca i samotna droga po sprawiedliwosc, ktorej nie bylo i ciagle nie ma w Polsce
Geronimo
10.03.10, 04:06:22
...tylko mala poprawka w tytule.
Nawiasem mowiac, takie przypadki zdarzaja sie tez w krajach o solidnej okrzeplej demokracji jak Kanada, USA i Zachodnia Europa, tylko, ze nie taka skale i co najwazniejsze nie tak latwo jest je zamiesc po dywan.
Policjanci to tez "ludzie" i jest tam pewien procent ludzi o mentalnosci zlodziejsko, przestepczo, zbrodniczej, i trzeba z tym walczyc w kazdym kraju.
Łodzianin zaskarżył policję
zbulwersowana
09.03.10, 20:10:13
Przecież to oczywiste, że sąd, prokuratura da wiarę funkcjonariuszowi policji, a nie przeciętnemu śmiertelnikowi. Skoro został pobity, niech walczy o sprawiedliwość. Jestem za!!! Sprawiedliwość musi być.
lodzianin zaskarzy
antykler
09.03.10, 18:49:57
.rozni >ktorzy rowniez prawo drogowe olewaja,ale facet ublizajacy policjantom pisze skarge doStrasburga?moze razem z posrancami stadionowymi zenp.policja =strzelala gumowymi kulami ?to juz kpina i sk....wo !!!ludzie !gdzie my zyjemy?co dalej?
lodzianin zaskarzy
antykler
09.03.10, 18:42:58
niestety,nowobogacki moze sobie pozwolic na jazde z komorka przy uchu ,bez pasow TO REGULA OD BMW WZWYZ,sa jeszcze rozni<
lodzianin zaskarzy
antykler
09.03.10, 18:42:02
niestety,nowobogacki moze sobie pozwolic na jazde z komorka przy uchu ,bez pasow TO REGULA OD BMW WZWYZ,sa jeszcze rozni<