Kiedy gapie tylko się przyglądali nieprzytomnej kobiecie, nastolatka sama rozpoczęła resuscytację. 79-latka ocknęła się przed przyjazdem karetki. Dziewczyna prawdopodobnie uratowała jej życie.

Iza czekała akurat na przystanku na autobus, kiedy siedząca na ławce starsza kobieta nagle zasłabła, a jej ciałem zaczęły wstrząsać drgawki. Towarzyszący kobiecie mąż zaczął rozpaczliwie wołać o pomoc. Był przerażony i sparaliżowany strachem o małżonkę.

Na przystanku stało co najmniej kilka osób, ale tylko młoda dziewczyna zareagowała i podjęła się ratowania 79-latki.

- Jedni udawali, że nie widzą i nie słyszą, co się dzieje i wsiadali, jak gdyby nic się nie stało do autobusu. Inni byli równie przerażeni całą sytuacją i bezradni, jak ten mężczyzna - opowiada szesnastolatka.

Dziewczyna od razu zadzwoniła na pogotowie i opowiedziała w szczegółach o tym, co stało się na przystanku. Po chwili zajęła się leżącą bezwładnie kobietą. Ułożyła ją bokiem na ławce, sprawdziła czy oddycha i jakie ma tętno. Było ledwo wyczuwalne, co mogło wskazywać na to, że u poszkodowanej doszło do nagłego zatrzymania krążenia, czyli ustania czynności serca z utratą świadomości i bezdechem.

Iza bez zbędnej zwłoki przystąpiła do podstawowych czynności resuscytacji krążeniowo-oddechowej. To prawdopodobnie uratowało 79-latce życie. Kobieta w pewnym momencie ocknęła się i zaczęła miarowo oddychać.

- Wspólnie z mężem tej pani podnieśliśmy ją i posadziliśmy na ławeczce. Po chwili zajęli się nią ratownicy, Dzisiaj już wiem, że należało zostawić ją w pozycji leżącej. Ale to wszystko działo się tak szybko i w takich emocjach, że wówczas zapomniałam o tej regule - mówi 16-latka.

Krzysztof Krzemień z tarnowskiego pogotowia chwali postawę licealistki.

- Nieważne jak, ale liczy się to, że w ogóle podjęła się uratowania tej kobiety. Jakiekolwiek działania w tym kierunku są lepsze niż stanie z boku i patrzenie, jak ktoś umiera - podkreśla. W przypadku zatrzymania akcji serca czas gra decydującą rolę. - Mózg człowieka musi być stale zaopatrywany w tlen. Jego brak przez 3-4 minuty powoduje, że funkcjonowanie mózgu zaczyna zamierać. Po tym czasie zachodzą w nim zmiany, których nie sposób odwrócić i niejednokrotnie prowadzą one do zgonu - zauważa Krzemień.

Izabela Jarek pochodzi z Żurowej koło Szerzyn, gdzie od niespełna czterech lat należy do Młodzieżowej Drużyny Pożarniczej przy miejscowej jednostce OSP. - Sama poszłam do naczelnika i przekonałam go do tego, żeby taką drużynę założyć.

Jest nas kilkanaścioro, w tym cztery dziewczyny. Na razie do pożarów nie możemy jeszcze wyjeżdżać, ale uczymy się tego, jak pomagać ludziom - mówi szesnastolatka. Przyznaje, że swoje kroki do OSP skierowała za sprawą nieżyjącego już dziadka, zasłużonego dla miejscowej jednostki. To między innymi po rozmowie z nim, zdecydowała się złożyć dokumenty do XVI Liceum Ogólnokształcącego w Tarnowie, w którym funkcjonują tzw. klasy mundurowe. Dostała się do klasy policyjnej, realizującej program bezpieczeństwa ruchu drogowego, bo - jak mówi - w przyszłości bardzo chciałaby zostać policjantką.

- Podczas akcji na przystanku jeszcze jakoś trzymałam się. Emocje pojawiły się dopiero wtedy, gdy wracałam już autobusem do internatu. Wtedy uświadomiłam sobie tak naprawdę, co się stało i że uratowałam człowieka. Wpadłam zapłakana do pokoju i nie byłam w stanie słowa z siebie wydobyć, dopóki się nie uspokoiłam - opowiada. Bohaterką się nie czuje, bo - jak mówi - zrobiła to, co do niej należało. - Mam satysfakcję z tego, że nie odwróciłam się, jak inni i pomogłam tej pani - przyznaje.

Szkoła bohaterów

Izabela Jarek od września uczęszcza do XVI LO w Tarnowie. To wyjątkowa szkoła w Tarnowie, której uczniowie już wielokrotnie wykazywali się bohaterskimi postawami. Tak było m.in. rok temu, kiedy ekipa ze szkoły, która uczestniczyła w mistrzostwach ratowniczych PCK w Mszanie pomogła już po zawodach 60-letniej kobiecie, która zasłabła na ulicy.

Inny z uczniów szkoły pół roku temu bez wahania wskoczył do lodowatego Wątoku, aby uratować mężczyznę, który po ataku padaczki wpadł do potoku i tylko dzięki jego szybkiej i zdecydowanej reakcji nie utopił się. - Nasi uczniowie mają pomaganie we krwi - mówi z dumą Ewa Witecka, dyrektor XVI LO. Objawia się to na co dzień.

- Jak tylko widzą, że starsza osoba potrzebuje na przykład przejść na drugą stronę ruchliwej ulicy, przed szkołą, sami z siebie podchodzą i pomagają w tym. Raz zdarzyło się, że uczeń siedząc w klasie zauważył przez okno, iż ktoś przewrócił się na chodniku.

Wyskoczył przez okno, aby się zająć poszkodowaną kobiet ą. Działają spontanicznie i intuicyjnie. Są zawsze gotowi do pomocy - podkreśla Witecka.

WIDEO: Co Ty wiesz o Krakowie?

Autor: Gazeta Krakowska, Dziennik Polski, Nasze Miasto