W Krakowie po cichutku automaty zastępują ludzi. A to dopiero początek: w ciągu dekady z powodu cyfryzacji i robotyzacji zniknie w Polsce nawet 700 zawodów i milion miejsc pracy. Zagrożeni: kasjer, kierowca, spawacz, monter, telemarketer, bankowiec... Dobra wiadomość jest taka, że pojawi się cała masa innych profesji.

Krakus Janusz Malinowski usłyszał w zeszły piątek, że po 27 latach traci pracę. Kierownik otrzymał w tej sprawie e-mail „z centrali”. Załamany Janusz zabrał z biurka zdjęcie żony, niedojedzoną kanapkę i… wylądował za bramą. Bezrobotny. W poniedziałek wybuchła afera. Na komputer kierownika przyszedł e-mail o zwolnieniu… kierownika. Ten się wściekł, pobiegł na górę, a tam okazało się, że… „centrala” nic nie wie o zwolnieniach!

Spisek robotów

Decyzje o wylaniu z pracy Janusza, kierownika i wielu innych osób zostały sfałszowane i rozesłane w wyniku zmowy robotów dybiących od dłuższego czasu na ludzkie miejsca pracy. Gdyby jeden z nich nie popełnił kilku błędów w ludzkim stylu, spisek zapewne nie zostałby wykryty. Miejsce ludzi zajęłyby roboty.

Pięć lat temu start-up technologiczny Estimote, założony przez Jakuba Krzycha (po UJ) i Łukasza Kostkę (po AGH), zaczął rewolucjonizować handel na całym świecie przy pomocy niewielkich czujników: beaconów Andrzej Banas

Prawo dla robotów i sztucznej inteligencji.
Jakie prawa powinien mieć inteligentny robot lub samouczący się program (system) komputerowy? Kto ma odpowiadać za jego działania i błędy? Parlament Europejski przyjął właśnie sprawozdanie dotyczące ewentualnej przyszłej legislacji UE regulującej status i prawa robotów oraz sztucznej inteligencji. Zalecenia dotyczą głównie odpowiedzialności prawnej za działalność robotów, zapewnienia bezpieczeństwa osobom, które będą miały styczność z robotami oraz ochrony danych osobowych przetwarzanych przez roboty.
Sprawozdanie zawiera wskazówki dotyczące m.in. autonomicznych samochodów, robotów wykorzystywanych w medycynie, dronów i robotów wykorzystywanych w edukacji.
Oprócz odpowiedzialności cywilnej za działania i błędy robotów najwięcej kontrowersji wzbudziła kwestia nadania osobnego statusu prawnego najbardziej zaawansowanym formom sztucznej inteligencji. - Nie mówimy tu o science fiction, postęp w robotyce jest ogromny. Coraz częściej korzystamy z urządzeń sterowanych przez roboty - tłumaczy europoseł Tadeusz Zwiefka.

To na razie nie jest krakowska rzeczywistość, lecz wizja zaczerpnięta ze świetnego brytyjskiego serialu „Humans”. Oglądamy w nim świat niedalekiej przyszłości: ludzi dokładnie takich jak my, żyjących identycznymi problemami, używających podobnych sprzętów i aut. Jedyna różnica to wszechobecne, przypominające ludzi, roboty. Wykonują uciążliwe prace: sprzątają, kasują towary na kasie, kierują taksówkami, ale też opiekują się dziećmi i seniorami. Klasa średnia może sobie pozwolić na zakup robota: służy w domu jako gosposia (lub „gospoś”), sprząta, przynosi zakupy, czyta dzieciom bajki, kupuje i podaje leki emerytom.

Roboty w „Humans”, zwane „tworami”, sterowane przez specjalne oprogramowanie, podtrzymywane przy „życiu” dzięki codziennie ładowanym bateriom (jak smartfon), są inteligentne - w tym sensie, że potrafią się uczyć, wyciągać wnioski z naszych zachowań, życzeń, próśb, poleceń. Dostosowują się w ten sposób do potrzeb i oczekiwań właścicieli. Pan woli jajecznicę na masełku lekko ściętą - twór zrobi. Pani nie znosi smug na lustrze w łazience - twór zadba o to, by nigdy ich nie było.

Roboty są pod tym względem dużo dokładniejsze od ludzi. Robią, co trzeba i na nic się nie skarżą. A to dlatego, że obce są im uczucia, nie rozumieją ich. Z tego też powodu nie można porównywać ich „inteligencji” z ludzką, choć zasób posiadanej przez nie wiedzy jest (lub może być) większy niż jakiegokolwiek człowieka. Taki twór nie przeszedłby testu wymyślonego w 1950 r. przez genialnego matematyka Alana Turinga: w konwersacji z ludźmi szybko zostałby zdemaskowany jako maszyna. Nie śmiałby się z naszych dowcipów, nie reagowałby na próby nawiązania romansu.

Andrzej Banas / Polska Press

W „Humans” tajemniczy błąd algorytmu sprawia, że część tworów zyskuje emocje, zaczyna „po ludzku” czuć, lubić i nie znosić, kochać i nienawidzić. Myśleć. Poczciwa prawniczka (człowiek) podejmuje się obrony pięknej robotki o imieniu Niska. Właściciel chce ją wyłączyć, argumentując to tym, że się zepsuł, bo - czuje. Wielu Czytelnikom wizja ta wyda się czystym science fiction. Tymczasem dzisiejsza technologia pozwala już konstruować roboty o właściwościach opisanych wyżej „tworów”, a europejscy prawnicy zastanawiają się nad przepisami, które regulowałyby status takich urządzeń/istot.

Największe problemy są z naturalnym wyglądem „skóry” robotów i płynnością ich ruchów. Natomiast umiejętność uczenia się, wyciągania wniosków z naszych zachowań i życzeń, nieustannego dostosowywania się do naszych potrzeb - to już typowa cecha otaczających nas urządzeń. Zdolność samoczynnej personalizacji ma każdy smartfon; używane przez nas programy komputerowe, wyszukiwarki, portale społecznościowe nieustannie analizują wszystko, co robimy i zmieniają się w celu zadowolenia użytkownika. „Inteligencję” zyskują pralki, samochody, liczniki prądu, okna… A to dopiero początek.

Andrzej Banas / Polska Press

Rewolucja krakowska

Z laboratoriów badawczych wyszła już lodówka, która na bieżąco analizuje, czym ją wypełniamy, uczy się i po pewnym czasie zauważa, że brakuje śmietany lub warzyw. Zamawia produkty w internetowym spożywczaku, płaci za dostawę kartą. Towar dowozi dron, a w lodówce umieszcza go... robot na kształt Niski.

To mały fragment szerszego zjawiska, jakim jest Internet Rzeczy. Coraz liczniejsze urządzenia używane przez nas w domu i w pracy zyskują cechy inteligencji, gromadzą i analizują dane z otoczenia i potrafią się ze sobą komunikować. Weźmy inteligentne liczniki prądu, wody lub gazu, które niebawem całkowicie zastąpią inkasentów: w wyznaczonym terminie wysyłają do centrali dane o zużyciu, te są automatycznie księgowane. Inny automat wysyła nam fakturę. Coraz częściej elektroniczną. Jeśli zgodzimy się, by ta faktura szła bezpośrednio do naszego banku (jako polecenie zapłaty), kolejny automat przeleje należność. W całym procesie nie muszą brać udziału żadni ludzie. I w wielu wypadkach już nie biorą. Tak będzie niebawem ze wszystkim.

Nie do wiary? Polacy na to nie pójdą? Na początku tego stulecia bank PKO BP należał do najbardziej zapóźnionych technologicznie w Europie, przelanie pieniędzy z oddziału w Kielcach do oddziału w Krakowie było żmudne i trwało… tydzień (!). Dziś ten sam bank należy do najbardziej innowacyjnych na świecie. M.in. dlatego, że Polacy są rekordzistami w liczbie wykonywanych codziennie szybkich płatności zbliżeniowych. Na głowę bijemy Amerykanów, Japończyków, Niemców.

Rzekomo konserwatywny Kraków kroczy w awangardzie Internetu Rzeczy. Pięć lat temu start-up technologiczny Estimote, założony przez Jakuba Krzycha (po UJ) i Łukasza Kostkę (po AGH), z siedzibą na Kazimierzu, zaczął rewolucjonizować handel na całym świecie przy pomocy niewielkich czujników: beaconów. Umieszczone tuż przy towarach komunikują się one ze smartfonami klientów danego sklepu, wysyłają informacje o produkcie, przecenach, promocjach itp. Zastosowań jest masa, dlatego firma odniosła globalny sukces. Beacony działają w setkach sklepów w USA i Europie, m.in. we wszystkich amerykańskich salonach Apple, w Muzeum Guggenheima, na stadionie FC Barcelona, na lotniskach...

Marketing rewolucjonizuje krakowska firma Benhauer. Jej systemu SALESmanago, aktualizującego na bieżąco gigantyczną (czwartą na świecie pod względem zasobów!) bazę danych o zachowaniu, upodobaniach i potrzebach klientów, używają sklepy internetowe, banki, biura podróży na całym globie. SALESmanago jest jak oprogramowanie twora z „Humans”: pozwala ustalić, czego pragnie konkretny człowiek i pomaga spełnić jego oczekiwania.

Marketing rewolucjonizuje krakowska firma Benhauer. Jej system - SALESmanago- aktualizuje na bieżąco gigantyczną bazę danych o zachowaniu, upodobaniach i potrzebach klientów Anna Kaczmarz/Dziennik Polski/Polskapresse

Podobnie działają nowatorskie systemy i aplikacje krakowskiego Comarchu. Na niedawnej konferencji Finovate Europe w Londynie firma Janusza Filipiaka pokazała m.in. prototyp Myry, asystentki finansowej. Można z nią rozmawiać, uzyskując np. informacje albo wydając polecenia, np. dotyczące przelewów, zakupów.

Zamiast spawacza i kasjerki

Komunikacja głosowa z urządzeniami to najsilniejszy z nowych trendów. Giganci, jak Apple i Google, mają już gotowe rozwiązania. Podobnie jest z drugim przełomowym wynalazkiem - wirtualną rzeczywistością (VR). Każdy może jej zaznać w dowolnym sklepie RTV, zakładając niedrogie gogle. Fanaberia? A nie miałbyś, Czytelniku, ochoty (potrzeby?) sprawdzić przed zakupem np. biletu na mecz lub spektakl, jak wygląda stadion lub teatr i wybrać sobie miejsce? Albo obejrzeć dokładnie hotel w Grecji czy Władysławowie - oraz plażę, zanim się wykosztujesz na wczasy?

Te rozwiązania też już istnieją. Pokazał je ostatnio kierownik londyńskiego Centrum Innowacji VISA Bill Gajda. Nie zdejmując gogli, nie tylko zobaczył, co chciał, ale i głosem polecił bankowi zapłatę za bilety i wczasy. Dla bezpieczeństwa transakcji bankowa asystentka (automatka) zajrzała mu głęboko w oczy, sprawdzając tęczówkę.

Robotyzacja i automatyzacja

Zakłady Sprzętu Motoryzacyjnego POLMO SA długo szukały wykwalifikowanych pracowników, potrafiących sprawnie i bezbłędnie spawać sztandarowy produkt firmy: zbiorniki sprężonego powietrza.55 tysięcy rocznie. Chętnych z odpowiednimi umiejętnościami nie było: wyemigrowalilub okazali się zbyt drodzy. Zwłaszczaże trzeba im zapewnić zgodne z unijnymi normami warunki pracy i bezpieczeństwo. W tej sytuacji władze firmy postawiły na robotyzację i automatyzację.

Ludzi przy taśmie w POLMO prawie nie ma. W każdym razie nie spawają. Dostarczają materiały robotom, a potem odbierają gotowe produkty. Roboty bez narzekania i zagrożeń zdrowia mogą pracować 24 godziny na dobę, a wszystkie spawy wykonują w najwyższej możliwej kategorii B, co pozwoliło uzyskać superjakość. Przy niższych kosztach.

Robotyzacja i automatyzacja tego i wielu innych zakładów jest dziełem znakomitej krakowskiej firmy ASTOR, założonej na początku transformacji przez braci Życzkowskich (prezesuje Stefan, jeden z najciekawszych polskich menedżerów). To synowie genialnego prof. Michała Życzkowskiego, pierwszego doktora Politechniki Krakowskiej. Symboliczne, że przy ulicy jego imienia mieści się dziś Centrum Szkoleniowo-Konferencyjne Comarchu…

Pracownicy ASTOR-a, z automatykiem i robotykiem Jarosławem Gracelem na czele, przekazali właśnie Ministerstwu Rozwoju dwa arcyciekawe opracowania: „Przemysł 4.0. Rewolucja już tu jest” i „Inżynierowie Przemysłu 4.0. (Nie)gotowi do zmian?”. Czwórka w tytule obu publikacji oznacza kolejną technologiczną rewolucję: po upowszechnieniu maszyn parowych (XVII w.), taśm produkcyjnych (XIX w.) i komputerów (XX w.) nadszedł czas inteligentnych maszyn. Takich, jakie zastąpiły spawaczy (ale też trzy czwarte księgowych i wielu innych pracowników) w POLMO. I takich, jakie niebawem zastąpią niemal wszędzie prostych robotników, telemarketerów, kierowców czy kasjerki.

Polskie firmy robotyzuje i automatyzujeznakomita krakowska firma ASTOR, założona przez braci Życzkowskich (prezesuje Stefan, jeden z najciekawszych polskich menedżerów) Astor

Przybywa robotów - bezrobocie maleje

Już zastępują! W Krakowie! Hipermarket przy ul. Kapelanka jest pierwszym w Polsce miejscem, w którym brytyjska sieć handlowa Tesco wprowadziła Scan&Shop, nowy automatyczny system płacenia za zakupy. Po wejściu do sklepu klient bierze niewielki skaner. Skanuje nim produkty wkładane do koszyka. Po zakończeniu zakupów, idzie do automatycznej kasy i bez wypakowywania produktów - płaci. Np. zbliżeniowo. Trwa to sekundę. Inną opcją jest ściągnięcie aplikacji i użycie smartfona w charakterze skanera. Zapłacić za zakupy można też komórką, co dodatkowo skraca czas.

Pionierem tego rozwiązania jest… polska sieć supermarketów Piotr i Paweł, która już w 2014 roku uruchomiła podobną usługę - Scaneo. W zeszłym roku uzupełniła ją o aplikację na smartfony - Skanuj i Kupuj. Niebawem pozwoli ona na robienie zakupów i zamawianie dostaw do domu w internetowym sklepie. Głosowo. Wystarczy powiedzieć „OK, Piotr i Paweł, kupuję…” - i wymienić nazwy towarów. Asystent(ka) poinformuje o asortymencie i cenach. I to nie będzie człowiek.

Adam Rudowski z innowacyjnego krakowskiego Veracompu przyznał w jednym z wywiadów, że z powodu informatyzacji i automatyzacji w ciągu pięciu lat na świecie może zniknąć ponad miliard miejsc pracy. Zagrożonych jest około 700 zawodów. Uspokajamy jednak wystraszonych o swą przyszłość - ciężko harujących - pracowników: kasjerki, sprzątaczki, monterów, spawaczy itd. Z opracowań ASTOR, opartych na analizach renomowanych ośrodków naukowych oraz prognozach wizjonerów, wynika, że zanikaniu starych zawodów, a nawet całych branż, towarzyszy lawinowy rozwój nowych profesji i sektorów gospodarki. W efekcie tam, gdzie przybywa robotów, bezrobocie maleje. Idealny przykład: Niemcy, gdzie pracuje już ponad 300 robotów na 10 tysięcy zatrudnionych (w Polsce… 20), a ludzi bez pracy jest coraz mniej.

Inny przykład to… Tesco. Zwalnia kasjerki, ale do obsługi systemu Scan&Shop w każdym sklepie zatrudnia dodatkowo 8 osób.

WIDEO: Mówimy po krakosku - odcinek 12. Zróbże, idźże, weźże

Autor: Gazeta Krakowska, Dziennik Polski, Nasze Miasto