Menu Region

Stanko Svitlica: Żona i Legia do końca życia!

Stanko Svitlica: Żona i Legia do końca życia!

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Sebastian Staszewski, Polsat Sport

Prześlij Drukuj
Stanko Svitlica Stanko Svitlica

Stanko Svitlica (© Polska Press)

- W moim domu od razu widzisz, że mieszka tu legionista. Legia to mój klub do końca życia. Chcę w niej pracować. W Polsce powstały stadiony, są inwestycje, w Serbii wszystko stoi w miejscu - mówi Stanko Svitlica, były serbski piłkarz Legii i Wisły, w rozmowie z Sebastianem Staszewskim.
Co porabia dziś Stanko Svitlica, którego kiedyś kochała cała stolica?
Pracuję jako menedżer. Dużo podróżuję. Ostatnio byłem we Włoszech, choć głównie jeżdżę po Serbii. Moją bazą jest Belgrad.

Bywa Pan w Polsce?
Rzadko. Ostatni raz byłem trzy lata temu. A w 2011 roku odwiedziłem Łazienkowską i obejrzałem mecz ze Spartakiem Moskwa. W Warszawie zawsze czułem się jak w domu. Muszę pomyśleć nad kolejną wizytą.


Siada Pan czasami w swoim mieszkaniu w Belgradzie i wspomina czasy, gdy razem Legią królował Pan w Polsce?
Kiedy słyszę o Legii, wzruszam się. W mieszkaniu pełno jest koszulek, statuetek i pamiątek z tamtych czasów. Mam nawet buty, w których zdobyłem koronę króla strzelców polskiej ligi. Będąc w moim domu od razu wiesz, że mieszka tam legionista. Bo Legia to mój klub do końca życia. Kocham go jak żonę. Pasowałem do niej, a ona do mnie. Niby byłem obcokrajowcem, ale czułem się Polakiem. Nawet mojemu synowi Zvezdanowi, który urodził się w Warszawie, powtarzam, że musi być za Legią. Córce Andjeli zresztą też. Dzieci nie mają wyboru.

Co było siłą tamtej drużyny?
Ludzie. Jóźwiak, Surma, Kucharski, Kiełbowicz, Stanew, Boruc. To moi bracia. Graliśmy z sercem i sercem zdobyliśmy mistrzostwo Polski. Kluczem do sukcesu był także trener, Drago Okuka. To najlepszy szkoleniowiec z jakim pracowałem. Traktował nas wszystkich tak samo. Uczciwie. Mieliśmy tylko być drużyną i się go słuchać. To wystarczyło, aby wygrywać.

Dużo piliście?
Zanim przyjechałem do Polski w ogóle nie piłem piwa. W Warszawie spróbowałem Żywca i… lubię go do dziś. Możecie mi podesłać zgrzewkę? Z kolegami nigdy jednak nie przesadzaliśmy. Gdybyśmy pili codziennie, Okuka by nas zabił! Dlatego na szaleństwo pozwalaliśmy sobie tylko po wygranych meczach, szczególnie tych z Wisłą czy z Lechem.

A mecze się kupowało?
My nie. To było niemożliwe.

Dlaczego? Inni kupowali.
Ale my nie mieliśmy na to kasy. Legia była wtedy bardzo biedna. Skoro brakowało na nasze pensje, to skąd mieliśmy wziąć jeszcze dla rywali?

To prawda, że przez rok grał Pan prawie za darmo?
Nawet więcej, niż rok! Wszyscy praktycznie graliśmy za darmo. Zarabialiśmy grosze, tyle, żeby się utrzymać, coś zjeść. I nikt nie narzekał.

Klub się z Panem w końcu rozliczył?
Tak, po czterech czy pięciu latach. Zadzwonił dyrektor sportowy i mówi, że są dla mnie jakieś pieniądze. Już nawet o nich nie pamiętałem.

Żałuje Pan, że wyjechał Pan z Warszawy zimą 2004 roku? Transfer do niemieckiego Hannoveru to Pana największy błąd w karierze?
Nigdy w życiu niczego nie żałuję. Szczególnie, że ja w Legii chciałem zostać. Jerzego Engela, który był dyrektorem sportowym, prosiłem, aby dał mi kontrakt do końca życia. Nie chciałem nawet dużo zarabiać. Ale Legia potrzebowała gotówki. Mogłem zostać, poczekać trzy miesiące i odejść za darmo. Codziennie ktoś dzwonił z ofertą. Ale powiedziałem, że pójdę do klubu, który Legii zapłaci najwięcej. I Hannover dał 300 tysięcy euro.
1 3 »
 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się