Tajemnicza katastrofa w Gabare i strącone marzenia kolarzy

    Tajemnicza katastrofa w Gabare i strącone marzenia kolarzy

    Jakub Zimoch

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Witold Stachowiak (z lewej) udowodnił swoją wartość zdobywając medale i tytuły na mistrzostwach Polski

    Witold Stachowiak (z lewej) udowodnił swoją wartość zdobywając medale i tytuły na mistrzostwach Polski ©Fot. archiwum prywatne

    Komunistyczne władze Bułgarii szybko zatuszowały lotniczą katastrofę w Gabare w 1978. Zginęło w niej 39 Polaków, w tym reprezentacja Polski w kolarstwie torowym. Prawdziwych przyczyn katastrofy do dziś nikt nie wyjaśnił.
    Witold Stachowiak (z lewej) udowodnił swoją wartość zdobywając medale i tytuły na mistrzostwach Polski

    Witold Stachowiak (z lewej) udowodnił swoją wartość zdobywając medale i tytuły na mistrzostwach Polski ©Fot. archiwum prywatne

    Był marzec 1978 roku, kiedy w hotelu Zornitsa w Kazanłyku meldowała się grupa wysportowanych chłopaków w charakterystycznych czerwonych dresach. Reprezentacja Polski w kolarstwie torowym rozpoczynała właśnie kolejny etap przygotowań do sezonu.

    Panowie torowcy
    Historia biało-czerwonego kolarstwa torowego jest niezmiernie długa i bogata, a jej nieodłącznym symbolem był zawsze warszawski tor Dynasy.
    Po odzyskaniu niepodległości Polscy torowcy szaleli na welodromach całej Europy przywożąc do kraju niemal hurtowo medale i rekordy z kolejnych imprez. Jednak pomimo sukcesów, tuż przed wojną dyscyplina zamiast rozkwitać, zaczęła poważnie podupadać.

    Zaraz po drugiej wojnie światowej sytuacja nie uległa poprawie. Kolarskie środowisko żartowało, że w Polsce na jednego torowca przypada jeden tor. W pierwszym dziesięcioleciu PRL na 6 polskich torach zorganizowano zaledwie 9 imprez międzynarodowych. Tor musiał ustąpić miejsca szosie, nowej królowej kolarskich dyscyplin, rozpalającej serca i umysły tłumów. Wspierany przez partyjnych aparatczyków i aparat propagandy Wyścigu Pokoju był na samym szczycie. Elektryzujące torowe pojedynki Beka i Kupczaka nie mogły się mierzyć z siłą wielobarwnego peletonu przecinającego pola w drodze od miasta do miasta. Pomimo przeciwności losu i braku wielkiego zainteresowania ze strony związku, kolarstwo torowe nad Wisłą odbiło się od dna. Zawodnicy w biało-czerwonych strojach ponownie zaczęli odnosić sukcesy, a w 1972 roku w stolicy, po wielu latach starań, wybudowano i otwarto Nowe Dynasy!

    Gdy polskie kolarstwo szosowe przeżywało swoją „złotą erę”, torowcy nie pozostawali daleko w tyle. Worek z medalami ponownie zaczął się napełniać w niesłychanym tempie.

    Oto mknie młodzież
    Połowa lat 70. ubiegłego wieku przebiegała w Polskim Związku Kolarskim pod znakiem wielkich zawirowań. Wyglądało na to, że upojonym wielkimi sukcesami działaczom ster wypadł na chwilę z ręki. Gdy pomimo nieprzyjemnej atmosfery wydawało się, że na sosnowych deskach toru dogoniliśmy wreszcie światową czołówkę, okazało się, że inni znów byli okrążenie przed nami.

    Trzeba było działać. Starsi, obwieszeni medalami mistrzowie powoli schodzili ze sceny, ale w gotowości czekali już zdolni juniorzy gotowi zająć ich miejsce, a może nawet przyćmić własnym blaskiem. Na czele szkolenia torowców stanął Jerzy Kupczak, syn legendarnego Ryszarda i sam były kolarz torowy. Cel był prosty: wyrwać kolarstwo z zapaści i dać szansę młodym. Zbliżały się kolejne mistrzostwa świata i Igrzyska Olimpijskie w Moskwie, a nowe nazwiska co raz częściej przewijały się przez czołowe pozycje w tabelach wyników

    Sztab szkoleniowy robił wszystko, by zawodnikom zapewnić jak najlepsze warunki i zniwelować różnicę, jak dzieliła nas od najlepszych. Kupczak zebrał najlepszych zawodników nowej fali i wysłał ich do Doliny Róż. Bilet do Bułgarii dla przeciętnego człowieka mierzącego się z realiami socjalizmu oznaczałby wymarzone wakacje, dla kolarzy oznaczał czas wytężonej pracy, bynajmniej nie usłanej różami. W tym samym czasie w Bułgarii do długiego sezonu przygotowywały się różne frakcje biało-czerwonego kolarstwa. Na hotelowych korytarzach i krętych szosach mijali się legendarni szosowcy, utytułowani torowcy, średniodystansowcy, sprinterzy.
    1 3 4 »

    Czytaj także

      Komentarze (8)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Świetny artykuł

      zulus (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 4

      KubaWinter dobrze, fajnie że wziął się też za taki ciężki temat.

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      dziekuje

      siostra (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 12

      Dziękuję za ten artukul wspomnienia odzyly a niektóre fakty uświadomiły mi jak wspaniałego miałam brata. Miałam 7 lat jak zginął i wiem tylko ze wiózł mi w prezencie tornister do 1kl. Kocham cie Jacek

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Pomyłka

      Leo (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 1 / 1

      Jerzy Kupczak jest synem Józefa Kupczaka. Ryszard już nieżyjący był bratem Jerzego.

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Literowka

      MKS (gość)

      Zgłoś naruszenie treści

      Grzegorz RATAJCZYK

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Brawo

      Kibic (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 12

      Bardzo ważny tekst. Dobrze, że młode pokolenie dziennikarzy kolarskich interesuje się też przeszłością.

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Pomylka

      Marek (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 3

      To byl Janusz Wilhelmi a nie Jerzy ...


      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      Gabare

      Danailow Mikolaj (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 1

      Jestes z miasta wojewodzkiego Wraca, ni daleko Gabare. Skonczylem studia w Polsce-PWr. W 1978 Roku mialem leciec tym samolotem w delegacje do Polski-Unitra Bydgoszcz, ale w ostatnim momencie...rozwiń całość

      Jestes z miasta wojewodzkiego Wraca, ni daleko Gabare. Skonczylem studia w Polsce-PWr. W 1978 Roku mialem leciec tym samolotem w delegacje do Polski-Unitra Bydgoszcz, ale w ostatnim momencie zabraklo waluty i nie polecialem tym samolotem, lecz pare dni pozniej, co mnie uratowalo!zwiń


      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      zgadza sie

      ktos (gość)

      Zgłoś naruszenie treści

      Moj ojciec tez mial nim leciec - mial juz kupiony bilet, ale nie polecial, bo zabraklo waluty i zdecydowal wracac za dwa dni. Dokladnie to samo mowil co pisze Danailow - zgadza sie.

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Nie przegap

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama