Menu Region

Michał Kwiatkowski: Zapomniałem o tym, co było. Jestem...

Michał Kwiatkowski: Zapomniałem o tym, co było. Jestem gotowy do walki

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Arlena Sokalska, Twitter:@ArlenaSokalska

1Komentarz Prześlij Drukuj
Michał Kwiatkowski Michał Kwiatkowski

Michał Kwiatkowski (© Sylvia Dabrowa )

Muszę z rozwagą podejść do przygotowań do sezonu 2017. W ubiegłym roku zapłaciłem za nadmierne ambicje. Chciałem przenosić góry, a spadło na mnie wiele ciosów, w tym kłopoty ze zdrowiem - mówi Michał Kwiatkowski, były mistrz świata z 2014, kolarz brytyjskiej grupy Sky
Udało się już odpocząć, jakoś zresetować po sezonie?
Na razie odpoczywam, bardzo fajnie, że tyle czasu jestem w Polsce. Sezon skończyłem bardzo późno, więc mogłem sobie przesunąć czas odpoczynku. W zeszłym roku z wielkimi ambicjami, może nawet zbyt dużymi, podszedłem do sezonu w nowej ekipie i trochę za to później płaciłem. Teraz mam nadzieję, że zachowam zimną krew i zdecyduję, gdzie i kiedy być w najwyższej formie.

No właśnie, gdzie?
No właśnie, gdzie? (śmiech). Analizuję kalendarz startów, robi to też drużyna Sky. Nie chodzi przecież tylko o moje ambicje, ale o zgranie z ekipą i wyznaczenie wyścigów, w których będę walczył na siebie i tych, w których mam pomagać. Natomiast Ardeny (Amstel Gold Race, Walońska Strzała, Liège-Bastogne-Liège - red.) to jest to, co uwielbiam i co kocham. Chciałbym wystartować również w Tour de France, co w tym roku nie było mi dane. Natomiast szczegółowy kalendarz startów muszę jeszcze przemyśleć z drużyną, bo jest co analizować. Wyciągnąłem wiele wniosków z tego sezonu i nie chciałbym, żeby pewne sytuacje się powtórzyły.

To jakie są te najważniejsze wnioski z tego pierwszego sezonu w Sky?
Rok temu przed przyjściem do nowej drużyny powtarzałem sobie, że powinienem mniej się ścigać, bo na zmęczeniu nie potrafię jeździć na swoim poziomie. Podpisując kontrakt z nową ekipą oczywiście o tym... zapomniałem. To znaczy mówiąc precyzyjnie: myślałem o tym, ale zarazem chciałem niemal góry przenosić, trenować jak nigdy dotąd. To był to rok olimpijski, więc miałem ambitne cele. Ale jestem tylko człowiekiem i szybko zapłaciłem za te dystanse, które pokonałem zimą. Nie tylko formą, ale też zdrowiem. Muszę z rozwagą podejść do przygotowań.

Czy te analizy pomiarów mocy i treningów w Sky są inne niż te w Etixx-Quick Step, bardziej naukowe, bardziej skomplikowane?
Nie, są bardzo podobne. Fajnie, że w kolarstwie zbiera się te wszystkie dane. Natomiast one też nie wszystko pokazują. Ważne są odczucia, to, co myślałem ma wyścigu, jak mentalnie byłem do niego przygotowany. A tego się nie da zmierzyć ani wydedukować z pomiarów.

No właśnie: mentalność. Selekcjoner naszych piłkarzy, którzy wreszcie zaczęli odnosić sukcesy, jak mantrę powtarza zdania o przygotowaniu mentalnym. Jak się buduje taką mentalność zwycięzcy, mentalność, która pozwala wygrywać?
Na pewno nie można się poddawać. Miałem wiele trudnych chwil w tym sezonie i mam nadzieję, że myślenie cały czas do przodu, myślenie o tym, co jeszcze można osiągnąć, a nie roztrząsanie sukcesów i porażek, sprawia, że idę do przodu.

Rozważa Pan jakiś profesjonalny trening mentalny? Pomoc kogoś z zewnątrz do radzenia sobie ze stresem, z relaksacją?

Może to jest jakaś rezerwa. Do tej pory pomagali mi najbliżsi, moja dziewczyna i ogólnie ludzie, którzy mnie otaczają. To oni są najlepszym wsparciem mentalnym. Zawsze w trudnych chwilach, ale i w tych dobrych, miałem ich przy sobie. To nie byli tzw. „dobrzy wujkowie”, którzy poklepują po plecach tylko wtedy, gdy idzie dobrze. Nawet w tych gorszych momentach mam wsparcie ludzi, którzy we mnie wierzą.

Radość ze ścigania ucieka gdzieś podczas takich trudnych chwil, jakie były Pana udziałem w tym sezonie?
Uciekała radość, uciekała też ta chęć ścigania się na szosie. Otrzymałem kilka poważnych ciosów, ale sądzę, że potrafię się podnosić po niepowodzeniach. Odpocząłem teraz w domu, zresetowałem się i mam nadzieję, że zapomniałem o tym, co było. Jestem gotowy do walki w następnym sezonie.

Który moment tego sezonu był dla Pana najtrudniejszy?
Myślę, że wycofanie się z Vuelty. Przerwanie wielkiego touru jest zawsze bardzo trudne. Wiem o tym, że jeśli trafi się jakaś przypadłość w dzień wolny, to można ją przetrwać. Ale tutaj tak nie było. Myślałem, że już pokonałem wszystkie problemy, a po igrzyskach olimpijskich formę mam pod kontrolą. Ale nie byłem w stanie przewidzieć nagłej kontuzji.

1 »
1

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

liczy sie każda sekunda :)

+3 / 0

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

fan kolarstwa (gość)  •

Dobrze ,że głowa "silna", byle się nie poddawać . Chociaż według mnie błędem było przejście do SKY. Życzę w 2017 powrotu do formy z 2014 . No i do spotkania na Velo Toruń w 2017.

odpowiedzi (0)

skomentuj