Menu Region

Mecz Polska - Finlandia. Polacy rozgromili Finów aż 5:0!...

Mecz Polska - Finlandia. Polacy rozgromili Finów aż 5:0! [DUŻO ZDJĘĆ]

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Maciej Pietrasik, Gol24.pl (AIP)

Prześlij Drukuj
Mecz Polska - Finlandia. Podopieczni Adama Nawałki zaprezentowali we Wrocławiu prawdziwy pokaz siły, gromiąc reprezentację Finlandii aż 5:0. W składzie meczowym znalazło się kilku legionistów.
Choć na przedmeczowej konferencji prasowej Arkadiusz Milik zapowiadał, że nasza kadra od początku będzie chciała zepchnąć Finlandię do głębokiej defensywy, to pierwszy kwadrans był w wykonaniu biało-czerwonych niezwykle spokojny. Jedyne zagrożenie pod fińską bramką przyniosły dwa rzuty rożne. Najpierw mieliśmy ogromne zamieszanie w polu karnym, gdy piłka odbiła się od Milika i przeszła nad poprzeczką. Kilka minut później główkował natomiast Kamil Glik, lecz było to uderzenie niecelne.

Napastnik Ajaksu nie rzucał jednak słów na wiatr. Tysiące biało-czerwonych szalików powędrowało w górę w 18. minucie spotkania. Sporo miejsca po prawej stronie boiska miał Artur Jędrzejczyk, dośrodkował po ziemi w pole karne, a tam zupełnie niepilnowany był Kamil Grosicki. Pomocnik Rennes oddał mierzony strzał tuż przy słupku, a fiński bramkarz mógł tylko obserwować, jak piłka wpada do siatki. Pomocnik Rennes znów trafił więc we Wrocławiu, gdzie strzelał też w październikowym meczu z Czechami. Jeszcze nie zdążyły opaść emocje po pierwszej bramce, a Polacy prowadzili już 2:0. Niespełna trzy minuty po golu Grosicki popędził z piłką lewą stroną. Znów mieliśmy dośrodkowanie w pole karne, tym razem na dłuższy słupek. I znów skończyło się to pokonaniem Lukasa Hradecky’ego, gdy akcję wykończył wracający do reprezentacji po dłuższej przerwie Paweł Wszołek. Po objęciu dwubramkowego prowadzenia nasza kadra nieco spuściła z tonu, ale tylko na chwilę. Już w 32. minucie kibice mogli się bowiem cieszyć z trzeciego gola.

Sprawdziła się zasada, którą mieliśmy przy drugim trafieniu – ten który wcześniej strzelał, teraz asystował. Wszołek znalazł się z piłką na prawej stronie boiska, wycofał ją przed pole karne do Filipa Starzyńskiego, a pomocnik Zagłębia Lubin przyjął sobie futbolówkę, przymierzył i precyzyjnym strzałem zdobył swojego pierwszego gola w reprezentacji. W ostatnim kwadransie pierwszej połowy było jeszcze bardzo groźnie pod obiema bramkami. Najpierw z dośrodkowania Grosickiego omal nie wyszedł strzał, który wpadłby do siatki. Piłki nie zdołał przeciąć Milik, a ta trafiła w słupek fińskiej bramki. Po chwili pierwszą dobrą akcję przeprowadzili za to goście. Artur Boruc musiał daleko wyjść z bramki, piłka po jego wybiciu trafiła pod nogi jednego z Finów, lecz po strzale futbolówkę z linii bramkowej dobrze wybił Michał Pazdan.

Początek drugiej połowy był bardzo spokojny w wykonaniu obu zespołów. Nad bramką uderzał Robin Lod, niecelny był też strzał Bartosza Kapustki. Trybuny ożywiły się dopiero w 63. minucie, gdy na boisku pojawił się Robert Lewandowski. Nasz najlepszy strzelec zmienił Milika, a publiczność niemal natychmiast zaczęła domagać się od biało-czerwonych czwartego gola. I już trzy minuty później to życzenie zostało spełnione. Starzyński znakomitym prostopadłym podaniem uruchomił na prawej stronie Grosickiego, ten zupełnie niepilnowany wjechał z piłką w pole karne i dośrodkował w kierunku Lewandowskiego. Futbolówkę zdołał jeszcze lekko strącić jeden z obrońców, lecz dopadł do niej Wszołek i z bliska zdobył swojego drugiego gola w tym meczu. Niewiele brakowało, aby w 70. minucie spotkania na listę strzelców wpisał się Lewandowski. Po raz kolejny Finowie zostawili sporo miejsca Grosickiemu, który wypuścił „Lewego” oko w oko z Hradeckym. Tym razem bramkarz gości popisał się jednak skuteczną interwencją, po raz pierwszy ratując swój zespół przed stratą bramki.

Osiem minut przed końcem regulaminowego czasu gry pod fińską bramką znów się zagotowało. Bez piłki faulowany był wychodzący na pozycję Wszołek, dzięki czemu Polacy mieli rzut wolny 20 metrów przed bramką Hradecky’ego. Do piłki podszedł Lewandowski, a piłka po jego mocnym strzale trafiła w poprzeczkę, odbiła się jeszcze od murawy i wpadła w ręce fińskiego bramkarza. Lewandowski tego dnia trafić nie mógł, ale jego koledzy strzelali aż miło. W 85. minucie mieliśmy już 5:0. Cudownym podaniem na prawą stronę popisał się Bartosz Salamon, dzięki czemu Grosicki znalazł się w sytuacji sam na sam z fińskim bramkarzem. „Grosikowi” wychodziło dziś niemal wszystko, więc i tej okazji zmarnować nie mógł – minął z piłką Hradecky’ego i skierował ją do pustej bramki. Kibice we Wrocławiu domagali się jeszcze kolejnych bramek, ale na te nie starczyło już czasu. Ta sobota rzeczywiście była jednak w wykonaniu Polaków Wielka. Finlandia to nie światowy potentat, ale zwycięstwo 5:0 sprawia, że już nie możemy doczekać się mistrzostw Europy. To był świetny świąteczny prezent!
 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się