poniedziałek 15 marca 2010 r. imieniny obchodzą: Ludwika, Klemens, Longin

Polska » Polecamy » Artykuł

Banki bez sentymentów

Banki bez sentymentów

Szacuje się, że firmy straciły na opcjach walutowych 15 mld zł (© PAP)

Polska Konrad Dulkowski

2009-02-27 11:18:13, aktualizacja: 2009-10-15 08:07:47

Co miesiąc traciła 150 tys. zł. Bank zmusił ją do podpisania oświadczenia, że umowa o opcjach była zawarta poprawnie. Gdyby się nie zgodziła, musiałaby spłacić całość - 700 tys. euro. Maria, jak wielu przedsiębiorców, przechodzi brutalny i przyśpieszony kurs ekonomii - pisze Konrad Dulkowski

Przeczytaj też inne teksty z Magazynu

Właśnie jedziemy do banku. Pod przymusem - mówi Maria. W tle rozmowy telefonicznej słychać szum silnika samochodu. Co chwila głos zanika i nie jestem pewien, czy to słaby zasięg sieci komórkowej, czy głos więźnie jej w gardle. - Obiecali, że rozłożą nam dług na raty, ale pod warunkiem, że podpiszemy oświadczenie, iż umowa na opcje walutowe była zawarta poprawnie i że poinformowali nas o ryzyku.

Nie poinformowali, ale Maria podpisze, bo nie ma wyboru. Gdyby nie podpisała, bank wypowiedziałby jej umowę i zażądał spłaty całości od razu - 700 tys. euro. Taka kwota wykończyłaby firmę, którą prowadzą razem z mężem.

To niewielki (45 pracowników), ale prężny zakład na Pomorzu, produkujący części metalowe. Zaczynali od frezowania, spawania na zamówienie, a wreszcie kupili maszyny, zdobyli certyfikaty i zaczęli wytwarzać elementy samolotów. Bank ich hołubił. W małej miejscowości niewielu było takich klientów.

- Nawet na bankiety nas zapraszali, czuliśmy się niemal-że jak para królewska - opowiada Maria. Firma produkuje głównie na eksport. Niemcy, Austria, Dania. Kontrahenci płacili w euro. Ale złoty się umacniał, co dla eksportera oznaczało mniejsze zyski.

- Jak składaliśmy ofertę, euro było na poziomie 3,80 zł. A jak płacili nam za towar, to już było kilkanaście groszy taniej... Pracownicy banku odwiedzili firmę, gdy euro stało po 3,40.

Kaskada nieszczęść

Był maj 2008. Kryzys? Tak, w telewizji wspominali, że w Stanach coś złego dzieje się z gospodarką. W Polsce wydawał się tak samo realny jak huragan "Katrina" albo trzęsienie ziemi w Chinach. Tutaj problemem była silna złotówka.

Dlatego przedstawiciele banku zaproponowali produkt Forward: firma Marii zapłaci prowizję, ale w zamian będzie mogła sprzedać bankowi euro po z góry ustalonym, atrakcyjnym kursie.

- Spodobało mi się to, bo ratowało nas przed spadkiem wartości euro - mówi Maria. - Nie rozumiałam tylko, w jaki sposób bank wyjdzie na swoje. "I wilk będzie syty, i owca cała - tłumaczyli - bo po pierwsze, zarobimy prowizję, a po drugie, pani euro sprzedamy komu innemu po korzystnym dla siebie kursie". Tak naprawdę, to ja do dzisiaj tego nie rozumiem, ale wtedy uwierzyłam i faktycznie za pierwszym razem wyszliśmy na swoje.
strona: 1 z 5 »



Wszystkie komentarze »

Komentarze (4)

Sonda

Robert Kubica ma szansę na podium w tym sezonie Formuły 1?

Reklama

Polska»

Reklama

Copyright © Polskapresse Sp. z o.o.
Realizacja serwisu: Gratka Technologie Sp. z o.o.

Mapa serwisu | Dla prasy | Kontakt | O nas | Reklama | eGazety | Sklep internetowy