(© Marcin Obara/Polskapresse)
Tomasz Rożek
2010-02-05 21:16:14, aktualizacja: 2010-02-06 18:25:02
Niemal 4 proc. stracił wczoraj indeks największych spółek na warszawskiej giełdzie - WIG20, o kilka procent stopniała również wartość spółek na parkietach we Frankfurcie i Paryżu. Ekonomiści nie mają wątpliwości: indeksy lecą w dół kolejny dzień ze względu na mało pocieszające dane ze światowej gospodarki.
Wczesnym popołudniem gruchnęła informacja o tym, że w czwartym kwartale 2009 r. PKB Hiszpanii spadł o 0,1 proc. w porównaniu z trzecim kwartałem i o 3,1 proc. w ujęciu rocznym. Były to wprawdzie tylko szacunki hiszpańskiego banku centralnego, ale inwestorzy są szczególnie uwrażliwieni na dane z Półwyspu Iberyjskiego. Hiszpania i Portugalia z powodu kryzysu zmagają się z gigantycznymi deficytami w sektorze finansów publicznych - obligacje tych państw stają się coraz mniej warte. I nic dziwnego, skoro np. dziura w kasie Portugalii wyniosła na koniec ubiegłego roku 9,3 proc. PKB (dla porównania w Polsce nieco ponad 7 proc.) .
Międzynarodowy Fundusz Walutowy prognozuje, że PKB Hiszpanii w 2009 r. spadnie o 0,6 proc. wobec 1 proc. wzrostu gospodarki Eurolandu. Inwestorów nie przekonała determinacja rządu Hiszpanii, który ogłosił plan zmniejszenia wydatków o o 50 mld euro, który ma spowodować redukcję deficytu budżetowego do 3 proc. PKB do 2013 roku. W 2009 roku wyniósł on aż 11,4 proc.
Kolejną informacją, która przyprawiła inwestorów o dreszcze, był komunikat niemieckiego ministerstwa gospodarki o niespodziewanym spadku produkcji przemysłowej w grudniu 2009 r. - 0 2,6 proc. w porównaniu do listopada. Dane zaskoczyły analityków, którzy spodziewali się wzrostu produkcji w ujęciu miesięcznym o 0,6 proc.
- Taka garść negatywnych informacji może nas uprawniać do postawienia czytelnego wniosku: nadchodzi druga fala kryzysu, tym razem przenosi się on ze sfery finansów i banków do realnej gospodarki - uważa Roman Przasnyski, analityk Gold Finance. I dodaje: kończą się rządowe programy pomocowe w zachodniej Europie i Stanach Zjednoczonych - rządy nie wydadzą już w najbliższym czasie tak dużych pieniędzy na ratowanie gospodarek.
Większość analityków jest podobnego zdania, choć niektórzy unikają stwierdzenia "druga fala" i wolą mówić o kolejnym etapie kryzysu, który może potrwać jeszcze co najmniej kilka miesięcy.
- To tylko pokazuje, że ci, co mówili, że kryzys mamy już za sobą, nie mają racji. Teraz czeka nas co najmniej kilka miesięcy zmagań poszczególnych krajów z długami publicznymi i deficytami. Te kłopoty będą miały duży wpływ na zachowanie się rynków akcji - mówi prof. Witold Orłowski, główny ekonomista PricewaterhouseCoopers.
Wszystkie komentarze »
Komentarze (3)
kryzys to brednie
xtsym
11.03.10, 13:47:42
Tylko PO może nas uratować tylko Tusk i Komorowski. Już widać efekty i jesteśmy lepsi od Irlandii więc obietnica wyborcza wypełniona w 110%
inwestowanie
Josh
08.02.10, 18:05:40
eeee spekulacje, ja i tak zainwestowlaem w fundusze z noble i nie zamierzam dac sie manipulowac. Co by nie bylo po takich spadkach jakie byly rok i dwa lata temu musi byc teraz dobry moment na inwestycje
kryzys trwa !
zły
07.02.10, 10:12:42
No przecież min. Rostowski z PO-papranej i kombinującej kłamliwej jak sam lider Tusku partii niedawno autorytatywnie w TV przed kamerami stwierdził że w Polsce nie ma KRYZYSU ba nawet nie było a to co widzieliśmy to tylko były zawirowania a Polska dynamicznie się rozwija jako wyspa dobrobytu (chyba partyjnego) jesteśmy prawie tygrysem europy ! więc kto mówi prawdę a kto kłamie ? Bo ja tam tam wolę wierzyć prawdziwym fachowcom jak prof. W. Orłowskiemu ten człowiek przynajmniej wie o czym mówi i nie mówi pod publiczkę tylko realnie tak jak to wygląda !