Rafał Woś: Nasza praca to nie jest towar, jak każdy inny

    Rafał Woś: Nasza praca to nie jest towar, jak każdy inny

    Witold Głowacki

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Rafał Woś: Elity opowiadały o „bolesnych, ale koniecznych reformach”. Problem w tym, że ten ból rozchodził się od dołu

    Rafał Woś: Elity opowiadały o „bolesnych, ale koniecznych reformach”. Problem w tym, że ten ból rozchodził się od dołu ©imago stock&people/EAST NEWS

    - Zachód może się uczyć na błędach polskich neoliberałów - mówi Rafał Woś. Rozmawiamy o jego nowej książce „To nie jest kraj dla pracowników” o polskim rynku pracy.
    Rafał Woś: Elity opowiadały o „bolesnych, ale koniecznych reformach”. Problem w tym, że ten ból rozchodził się od dołu

    Rafał Woś: Elity opowiadały o „bolesnych, ale koniecznych reformach”. Problem w tym, że ten ból rozchodził się od dołu ©imago stock&people/EAST NEWS

    Twoja nowa książka „To nie jest kraj dla pracownika” to pełnowymiarowy portret polskiego rynku pracy, Ale zarazem to też chyba rodzaj aktu oskarżenia wobec polskich elit?
    Tak, zdecydowanie tak. Bo to przecież elity, choć nie zawsze chcą się do tego przyznać, są odpowiedzialne za to, jak nasz świat wygląda i jak jest urządzony. Dlatego nie widzę powodu, żeby ich z tego nie rozliczać. „Ich” albo też „nas” - bo przecież i my, jako ludzie mediów, jesteśmy jakąś częścią tych elit. Kiedy widzimy, że coś idzie w niewłaściwym kierunku, to także naszą rolą jest to korygować. Tak przynajmniej widzę debatę publiczną, tę bez której nie byłoby żadnego postępu.
    Wiem, że słowo „postęp” jest ostatnio niemodne, ale jednak postęp jako postulat bywał w przeszłości taką ideą, która potrafiła zapalać umysły, zmieniać sojusze i konstelacje polityczne. Jeśli miałbym jakoś nazwać swoje podejście do rzeczywistości, to chciałbym żeby było ono właśnie postępowe.

    Pokazałeś pewną wyjątkowość naszego kraju, to że jesteśmy swoistym „narodem wybranym”, forpocztą neoliberalnego eksperymentu.
    Dość mocno wybrzmiewa właśnie w debacie publicznej opowieść o zapóźnieniu. Polska jest w niej krajem zapóźnionym, będącym jakieś pół wieku za rozwiniętym Zachodem, więc teraz nie pozostaje nam nic innego niż ten Zachód gonić. To jest opowieść, którą lubią powtarzać neoliberałowie. Leszek Balcerowicz zawsze nam chętnie powie, że za ileś tam lat dogonimy w końcu Niemcy. Mateusz Morawiecki też już to przejął.

    CZYTAJ TAKŻE: Kornel Morawiecki: Polska to poletko dzikiego kapitalizmu. Układ polityczny jest zużyty

    A nie jest jednak trochę tak, że razem z nimi - o zgrozo - my obaj też byśmy troszkę chcieli te Niemcy dogonić?
    Zaraz możemy do tego dojść, bo to takie proste naprawdę nie jest. To jak ułożyły się w Polsce te neoliberalne przemiany od, powiedzmy, lat 80. - celowo nie mówię, że od roku 1989, bo to się wszystko zaczęło jednak ciut wcześniej, niektórzy nawet twierdzą, że od połowy lat 70. kiedy natura polskiego realnego socjalizmu i zarazem mentalność ówczesnych elit zaczęły się zmieniać w kierunku liberalnym - sprawiło, że obecnego sytuacja na polskim rynku pracy jest raczej zwiastunem tego, co może czekać kraje rozwiniętego Zachodu, jeżeli tam nie zadziałają pewne bezpieczniki. Weźmy na przykład bliski nam obu temat związków zawodowych. W Polsce w sposób konsekwentny, właściwie do pewnego stopnia wręcz przemyślany i przy sporym poparciu społecznym, wymontowaliśmy z systemu związki. Czyli właśnie bezpiecznik, gwarantujący, że rozwijająca się w naturalny sposób nierównowaga pomiędzy wpływami kapitału i pracy, nie zacznie się rozbudowywać w sposób nieopanowany, na korzyść kapitału oczywiście. Rolą związków zawsze było to, żeby ciągnąć rzeczywistość w tę drugą stronę. Po to oczywiście, żeby pracownik nie stawał wobec siły kapitału całkiem sam, upodlony, bezwolny czy dyskryminowany. My pozbyliśmy się tego bezpiecznika i między innymi właśnie dlatego znaleźliśmy się w położeniu, które nazywam „krajem złej pracy”.

    Podkreślasz w książce, że jesteśmy pod tym względem nie „za” lecz „przed” Zachodem.
    I właśnie tu dochodzimy do Niemiec. Bo kiedy szukamy lepszych dla naszej pracy kierunków rozwoju, lepszych punktów odniesienia, to łatwo może paść propozycja: „to idźmy tam, gdzie idzie Europa Zachodnia”. Problem polega jednak na tym, że Europa Zachodnia w ostatnich 20, 30, może nawet 40 latach, również przechodzi bardzo podobną chorobę. Zachód również się na potęgę liberalizuje i związki zawodowe ulegają tam znaczącemu osłabieniu. Nadal jest oczywiście tak, że pozycja pracownika w Niemczech czy we Francji jest strukturalnie znacznie silniejsza od tej, którą ma pracownik w Polsce. Ale jeżeli Zachód nie zejdzie z tej drogi, nie znajdzie jakiegoś sposobu przeciwdziałania, to siłą rzeczy wyląduje w tym samym miejscu, w którym jesteśmy my, Polacy. W tym sensie oni mogliby się na naszych błędach uczyć. Wystarczy, że zajrzą do Polski, a zobaczą, co się kryje za horyzontem zdarzeń.
    1 3 4 5 »

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Nie przegap

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama