Juliusz Windborski: Kolekcjonowanie jest pasją, ale to może...

    Juliusz Windborski: Kolekcjonowanie jest pasją, ale to może być biznes

    Agaton Koziński

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    "Rok temu sprzedaliśmy „Macierzyństwo” Wyspiańskiego za 4,5 mln zł. 10 lat temu ten obraz kosztował 600 tys. zł"

    "Rok temu sprzedaliśmy „Macierzyństwo” Wyspiańskiego za 4,5 mln zł. 10 lat temu ten obraz kosztował 600 tys. zł" ©MP

    Gdy kupi się jeden obraz, od razu nabiera się ochoty, żeby dowiedzieć się o nim czegoś więcej. Wchodzi się głębiej. I nagle oczy otwierają się na sztukę - mówi Juliusz Windborski, kolekcjoner, prezes Desa Unicum, w rozmowie z Agatonem Kozińskim.
    "Rok temu sprzedaliśmy „Macierzyństwo” Wyspiańskiego za 4,5 mln zł. 10 lat temu ten obraz kosztował 600 tys. zł"

    "Rok temu sprzedaliśmy „Macierzyństwo” Wyspiańskiego za 4,5 mln zł. 10 lat temu ten obraz kosztował 600 tys. zł" ©MP

    Lubi Pan „Poszukiwany, poszukiwana”?
    Lubię, ale nie jest to jeden z moich ulubionych filmów.

    Historia pracownika muzeum, próbującego odtworzyć obraz, który jego szef wyniósł do domu. Komedia wzięta z życia galerii sztuki?
    Nie wszystko w filmach jest elementem fantazji, pojawia się też elementy rzeczywistości. Rynek sztuki - jak i inne obszary biznesu - ma swoje absurdy, surrealistyczne zdarzenia.


    Czyli zdarza się Panu wypożyczać obrazy z galerii do domu?
    W czasach PRL-u, jak w filmie, naprawdę wiele rzeczy było możliwych, choć ja wtedy jeszcze nie funkcjonowałem na rynku sztuki. Ale teraz, przy skali operacji, które prowadzimy, nie jest możliwa taka sytuacja.

    Przed chwilą Pan mi opowiedział, że ten obraz Ryszarda Winiarskiego wart 500 tys, zł, który wisi w gabinecie, przyniósł Pan sobie z magazynu.
    Owszem, ten obraz jest wypożyczony z magazynu do mojego gabinetu. Ale to nie jest tak, że po prostu sobie go wziąłem. Zostało to precyzyjnie odnotowane w dokumencie, na pewno taka sytuacja, jak w „Poszukiwany, poszukiwana” nie jest możliwa.

    Od jak dawna obraca Pan dziełami sztuki?
    15. rok. I ciągle mnie to bawi.

    Nie boli Pana, że przeciętny Polak Pana branżę kojarzy jedynie przez film „Poszukiwany, poszukiwana”? A z polskich malarzy zna jedynie Matejkę i Kossaka?
    Jest znana dykteryjka biznesowa o producencie obuwia, który wysłał dwóch handlowców do Afryki. Gdy dotarli na miejsce, pierwszy od razu zadzwonił do szefa, mówiąc, że nic nie sprzeda, bo wszyscy chodzą boso. A chwilę później zadzwonił drugi, opowiadając szefowi o ogromnych możliwościach - bo wszyscy chodzą boso.

    W Polsce są ogromne szanse, czy ogromne blokady?
    Ani jedno, ani drugie. Choć obserwuję rynek od 15 lat i widzę, jak się zmienia świadomość, jak zwiększa się liczba kolekcjonerów. To pokazuje gigantyczne możliwości, jakie ma ten rynek. Najlepiej dowodzi tego fakt, że Desa Unicum, jak podaje Artnet - jedna z najważniejszych instytucji badających rynek sztuki na świecie - jest obecnie 11. największym domem aukcyjnym w Europie. A startowaliśmy na rynku, który właściwie nie istniał. To najlepiej pokazuje, że potencjał wzrostu na rynku istnieje.

    Ale dalej to jest tylko nisza - bo w Polsce ani nie ma tradycji kolekcjonowania dzieł sztuki, ani pieniędzy na to.
    Polska jest prawie 40-milionowym krajem, który poprzez pewne zaszłości nie przeszedł procesu edukacji obcowania ze sztuką. Nie istniała kultura kolekcjonowania, otaczania się dziełami sztuki. Pytanie, na ile można nad tym pracować - żeby kolejne pokolenia inaczej do tych kwestii podchodziły.

    Jak chcecie zawrócić Wisłę kijem?
    Niczego nie trzeba zawracać. Widzę, jakie efekty przynoszą zmiany, które wprowadziliśmy 10 lat temu. Wtedy zainwestowaliśmy w edukację, nowe projekty aukcyjne, nowe rozwiązania marketingowe - i teraz widzę, jakie to przynosi efekty. To, że ten rynek rośnie, nie jest wynikiem tego, że mamy w Polsce kilku bogatych kolekcjonerów, którzy nieustannie kupują. W naszej bazie mamy nazwiska kilkunastu tysięcy osób. Niektóre z nich kupiły tylko jeden obraz, ale część kupuje coś co jakiś czas. Czasami za 500 zł, czasami za 5 tys. Ale te osoby zaczęły iść drogą kolekcjonowania - i pewnie przynajmniej część z nich znów do nas wróci.

    Teraz Pan opowiada o kupowaniu obrazów jak o nałogu.
    Gdy kupi się choć jeden obraz, od razu nabiera się ochoty, żeby dowiedzieć się o nim czegoś więcej. Wchodzi się głębiej - i nagle oczy otwierają się na sztukę, wzbogacają wrażliwość, prowokują, żeby znów zrobić kolejny krok.

    Mówi Pan o bazie kilkunastu tysięcy osób. Ilu z nich to pasjonaci, którzy kochają sztukę, a ilu inwestorów, którzy kupują obrazy, by później odsprzedać je z zyskiem?
    To jest przede wszystkim pasja - ale przy okazji można na niej robić doskonały biznes.
    1 3 »

    Czytaj treści premium w Polsce Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (1)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    PASJA BIZNESU

    KLUCZYK (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 3

    JAK SIĘ DOSTANIE OD SOLIDARNEGO SPRAWIEDLIWEGO PAŃSTWA CIECH TO MA SIĘ OCHOTĘ NA WIĘCEJ. WNIKA SIĘ GDZIE JESZCZE MOŻNA ZABRAĆ SUWERENOWI JEGO WYPRACOWANY MAJĄTEK .

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Nie przegap

    Wideo