Najbardziej sexy są sukces, zmiana i wzrost - no, to ostatnie akurat nie jest zbyt odkrywczym spostrzeżeniem. Jednak nie jest przypadkiem, że oblepiona coraz bardziej globalną i wszechobecną siecią informacyjną ludzkość tkwi w mentalnym wzwodzie, którego uniwersalnym obiektem pożądania stała się nieograniczona konsumpcja. Bo bez stale podgrzewanej konsumpcji zwykłych Kowalskich współczesne gospodarki czeka totalny kollaps. A do kupowania coraz to nowych dóbr trzeba mieć wiarę w uniwersalną wartość zmiany jako takiej i dać sobie sprzedać przekonanie, że w ten sposób objawiamy skalę naszego życiowego sukcesu.
Najprostszym sposobem opisywania
kryzysów gospodarczych jest odnoszenie ich przebiegu do kształtu liter. W grę wchodzą dwie: V i L. V oznacza gwałtowne załamanie gospodarcze, po którym niemal od razu następuje równie dynamiczne ożywienie i powrót do prosperity. Z takim kryzysem będziemy mieli do czynienia, jeśli opisywane dziś przez nas kolejne dobre sygnały z gospodarki przełożą się na trwały jej wzrost. W takim kryzysie recesja jest bardzo krótka, liczona raczej kwartałami niż latami. Klasycznym przykładem załamania gospodarki w wersji V było pęknięcie bańki internetowej na początku wieku.
Kryzys w kształcie litery L ostatnio dręczył świat całe niemal lata 70. Po nagłym tąpnięciu w dół długość poziomej, recesyjnej kreski jest w zasadzie nieograniczona: kryzys trwa dotąd, aż przyczyny, które go wywołały, nie ustąpią lub gospodarki nie nauczą się, jak sobie z nimi radzić.
Dziś, w napędzanym konsumpcyjnym podnieceniem świecie, długa recesja jest wrogiem najgorszym z możliwych. Niezwykle modne było jeszcze niedawno porównywanie obecnego kryzysu z wielkim i długim kryzysem z lat 30. XIX w. Ci, którzy brali go na poważnie, zapominali, że wtedy wybory były co kilka lat, a teraz są co miesiąc, w rytm publikacji sondaży. I że światowa wymiana handlowa trwa sekundy, a nie tygodnie.
Nikt dziś po prostu nie ma czasu na długą chorobę i spokojną rekonwalescencję. Za bardzo pożądamy sukcesu, zmiany i wzrostu. Dlatego kryzys światowej gospodarki, która załamała się na skutek nadmiaru wirtualnego pieniądza w systemie finansowym, leczy się pompowaniem w ten sam system kolejnych bilionów dolarów. Nie musi to być sposób najlepszy, ale na pewno jest najszybszy. Polityczne elity liczą, że w ten sposób uda im się spacyfikować kryzys w kształt litery V. Pesymiści przypominają, że w alfabecie jest jeszcze litera W. A katastrofiści wieszczą, że jak to wszystko w końcu...