Kwiatkowski i jego fortel à la pan Zagłoba

    Kwiatkowski i jego fortel à la pan Zagłoba

    Tomasz Jaroński, komentator Eurosportu

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Kwiatkowski i jego fortel à la pan Zagłoba
    Jakie ważne wyścigi ma kolarz w sezonie do wygrania? Trudno powiedzieć, bo zależy to od specjalności. Tacy jak Quintana, Froome czy Nibali muszą zwyciężyć przynajmniej w jednym wielkim, trzytygodniowym tourze, a jeszcze po drodze triumfować przynajmniej na mecie jakiegoś górskiego etapu, by statystycy nie zanotowali, że wygrał bez etapowego zwycięstwa. Tych trzech i im podobni muszą jeszcze ogolić którąś z tygodniówek, by spełnić określenie „udany sezon”.
    Kwiatkowski i jego fortel à la pan Zagłoba
    Inna bajka to sprinterzy - Cavendish, Kittel, Greipel... Na nich czeka kilka zwycięstw etapowych na wielkich tourach plus jeszcze pomniejsze sukcesy, no i sezonie trzeba mieć z 15 triumfów. Specjaliści od czasówek powinni wygrać jak najwięcej „etapów prawdy” (też najlepiej na TDF, Giro czy Vuelcie) i jeszcze powalczyć o medal w mistrzostwach świata. No i wreszcie „klasykowcy”. Do tego grona zalicza się Michał Kwiatkowski. Zadanie na sezon? Dwa, trzy zwycięstwa w jednodniówkach z najwyżej półki i jeszcze dla okrasy kilka sukcesów przy okazji.

    Te wyścigi jednodniowe mają różny status. Najważniejsze są monumenty, czyli imprezy pomnikowe, z wielką historią, prestiżem, a i ze specyficznymi trudnościami. Mediolan - San Remo, Flandria, Paryż - Roubaix, Liege - Bastogne - Liege i Lombardia.

    W sobotę Michał już sobie pomnik postawił. Najdłuższy klasyk, wiosenne mistrzostwa świata, padły jego łupem. Mamy marzec, środek marca, a Michał Kwiatkowski, wygrywając szutrowy Strade Bianche i sobotni Mediolan - San Remo, spełnia już ten warunek. Kolarze mają ładne określenie, że coś jest zaliczone, że zawodnik z czegoś jest rozliczony. No i „Kwiato”, według owej nomenklatury, ma już rok 2017 z głowy i nikt nie powinien mieć pretensji o więcej. W środku marca mógłby więc, teoretycznie, powiesić rower na haku i czekać na norweskie, wrześniowe mistrzostwa świata.

    Tak oczywiście się nie stanie, bo przed Michałem kolejne wyzwania z naciskiem na ardeński tydzień (druga połowa kwietnia, czyli Amstel, Fleche Walonne i Liege). Co ciekawe tu rozchodzą się jego drogi z Peterem Saganem (ten jedzie Flandrię i Roubaix), z którym - jak nikt inny - Polak potrafi wygrywać. Podczas trzech wielkich triumfów Michała, to właśnie Piotruś z Żyliny oglądał jego plecy. Kwiatkowski twierdzi, że ma na Słowaka patent. Po prostu nie boi się walki na finiszu. Tę umiejętność posiadł jeszcze w czasach juniorskich, gdy walczyli razem na rozmaitych wyścigach.

    Ów fortel, à la pan Zagłoba, zastosował na Via Roma w San Remo. „Kwiato” tuż przed finałowym sprintem nieco zwolnił, został dwa-trzy metry za Słowakiem, co poskutkowało przedwczesnym finiszem rywala. Dwaj mistrzowie świata wymienili uprzejmości, choć Sagan wspominał coś o piwach, które jakoby Polak jest mu winien. Najbliższą okazją ku temu będzie pewnie Tour de France, ale kto we Francji pije piwo?

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Nie przegap

    Wideo