Anna Fotyga ma zostać polskim ambasadorem przy ONZ. Co Pan o tym sądzi?
Użyję ulubionego określenia pani Fotygi: bez komentarza.
Włodzimierz Cimoszewicz jest polskim kandydatem na sekretarza generalnego Rady Europy...
Nie mam żadnego stosunku uczuciowego do pana Cimoszewicza, ale też nie mieliśmy nigdy żadnych konfliktów. Pani pyta, czy on by się nadawał na to stanowisko?
Jeśli w Radzie Europy jest koniunktura, by tę funkcję powierzyć politykowi lewicy, a pamiętajmy, że w Radzie Europy jest też Rosja, to sądzę, że pomysł naszego rządu, by zaproponować polskiego polityka lewicy, nie jest zły. Tym bardziej że pan Cimoszewicz, w przypadku wygranej, będzie działał w Strasburgu, nie w Warszawie.
A Radosław Sikorski? Premier Danii podobno nie chce kierować pracami NATO, może więc znowu pojawia się szansa dla szefa polskiego MSZ.
Sikorski był moim wiceministrem i zawsze byliśmy w jak najlepszych stosunkach, więc mu dobrze życzę.
Z aktualnych personaliów pozostaje jeszcze Erika Steinbach. Przewodniczący Bundestagu Norbert Lammert napisał do Pana list, w którym wyraża zdziwienie Pańskimi wypowiedziami na temat Steinbach. Twierdzi, że polskie media ją demonizują, a polscy politycy ją wykreowali.
To niemieccy wyborcy ją wykreowali, bo jest przecież posłem do Bundestagu. Mnie się nie podoba to, co ona mówi na temat stosunków polsko-niemieckich i co robi. I daję temu wyraz. Nie tylko mam prawo, ale muszę ostrzegać przed politykiem partii współrządzącej, który jest przeciw granicy polsko-niemieckiej. Nie możemy być ślepi i głupi! Odpowiem wkrótce na list pana przewodniczącego Lammerta i tam przytoczę niektóre wypowiedzi i działania pani Steinbach, na przykład że w 1991 roku głosowała - jako jedna z niewielu przedstawicieli Bundestagu - przeciw uznaniu granicy polsko-niemieckiej. Była też przeciwna rozszerzeniu UE na Wschód i przyjęciu Polski do NATO. Powiedziała tak: "Nie trzeba wysyłać bombowców, wystarczy nie przyjąć Polski do Unii Europejskiej i NATO".
Jest anty-Polką, to fakt. Nie musi lubić Polski, ale mnie ust nie zamknie, bo dla mnie liczy się prawda. A prawda jest taka, że rodzina Steinbach żadnych krzywd od Polaków nie doznała. Czy gdyby feldfebel Steinbach został w latach czterdziestych ubiegłego wieku skierowany do Lyonu, zamiast do Gdyni, to jego córka miałaby dziś pretensje do rządu francuskiego, że nie mieszka w Lyonie? To mieszkańcy Warszawy zostali przez Niemców wypędzeni po powstaniu ze swojego całkiem zniszczonego przez nich miasta! Wyszedłem z jednym węzełkiem. Nie oczekuję słowa "przepraszam", ale oczekuję przyzwoitości. Niech nie szczuje.
Erika Steinbach nie wyklucza, że z czasem zasiądzie w radzie fundacji "Ucieczka Wypędzenie Pojednanie", z której w zeszłym tygodniu zrezygnowała pod naciskiem z Polski i Niemiec.
To problem Niemców. Ale powtórzę to, co niejednokrotnie mówiłem moim niemieckim przyjaciołom: "Róbcie, jak uważacie, ale uważajcie, co robicie".
Fragmenty debaty prof. Władysława Bartoszewskiego ze słuchaczami Podyplomowego Studium Public Relations w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej w Sopocie.
Notowała: Barbara Szczepuła