piątek 03 września 2010 r. imieniny obchodzą: Izabela, Szymon, Joachim

Polska » Opinie » Artykuł

Historia nie zapomni grabarza TVP

Historia nie zapomni grabarza TVP

(© Wojciech Gadomski/POLSKA)

Polska Agnieszka Romaszewska, dyrektor telewizji Biełsat

2009-06-28 22:55:42, aktualizacja: 2009-06-28 22:55:42

Jak większość dyskusji toczących się w ostatnich latach na temat publicznych mediów, także i ta ostatnia wokół nowych rozwiązań ustawowych jest, a przynajmniej była do niedawna skrajnie spolityzowana i upartyjniona.

Działo się tak także dlatego, że spojrzenie na media publiczne jako na narzędzie polityki (o które to narzędzie trwa ciągły bój) zdominowało rozumienie samej instytucji.

I uczestnicy walki o media, i komentatorzy uważali za oczywiste, że w walce tej może chodzić głównie o to, kogo z polityków i w jaki sposób będą pokazywać programy informacyjne i publicystyczne TVP, a kto zostanie zaproszony
do radiowych rozmów. Szerzej: czyja wizja świata będzie promowana.

Ponieważ dywagacje na ten temat, czy wręcz awantury, zdominowały postrzeganie mediów publicznych w ostatnich nastu już latach, bardzo słabiutko przebija się głos tych, którzy usiłują przypominać, że media publiczne służą także celom poza- i ponadpolitycznym, a ich istnienie jest korzystne dla bardzo wielu podmiotów.

Co jakiś czas ktoś z intelektualistów coś bąknie rytualnie o kulturotwórczej roli Teatru Telewizji, co przez szerszy ogół zbywane jest raczej wzruszeniem ramion - "zawracanie głowy".

To, że dyskusja o mediach publicznych toczy się w Polsce w oparciu o jakąś wirtualną rzeczywistość, jest najlepiej widoczne, gdy spojrzy się na fakty. Nieczęsto zgadzam się z Tomaszem Lisem, ale to, co napisał niedawno w "Polsce", że panowanie nad samą telewizją publiczną nie daje automatycznie zwycięstwa w wyborach, to prawda udowadnialna czarno na białym.

Wtrącanie się do TVP przez ludzi Wałęsy bynajmniej nie zapewniło mu kolejnej kadencji prezydentury. Gdy w TVP w połowie lat dziewięćdziesiątych rządziły tzw. pampersy (grupa młodych, konserwatywnych intelektualistów), w wyborach zwyciężyła lewica, zaś nieco później nawet Robert Kwiatkowski (jeden ze sprawniejszych menedżerów TVP), oddany szczerze lewicy, nie był w stanie swojej formacji uratować, gdy wyborcy ponownie zwrócili się na prawo. Za rządów w TVP kojarzonego z Platformą Jana Dworaka wybory wygrał PiS. A za rządów prezesów kojarzonych z PiS - wygrała Platforma. Taka to już z tą telewizją bieda.

Pełnia władzy w publicznych mediach daje być może niewielkie fory, nie daje jednak decydującej przewagi na wyborczej arenie.

W bardziej złożony sposób przedstawia się sytuacja w kwestii walki konkurencyjnej mediów publicznych z komercyjnymi. Bez wątpienia prywatni konkurenci TVP nie są zainteresowani rozrastaniem się udziału w rynku tej instytucji, a raczej wręcz przeciwnie, chętnie przejęliby część oglądalności, a za tym wpływy z reklamy. Z pewnością nie są jednak entuzjastami tego, by TVP miała problemy finansowe i by w związku z tym rósł jej nacisk na rynek reklamowy.

Większość znanych mi dotychczas projektów uzdrawiania publicznej telewizji i radiofonii szła w kierunku ograniczenia zależności TVP od reklam i zwiększenia udziału publicznego finansowania w jej budżecie. W obliczu nadchodzącej cyfryzacji nadawcy prywatni byli zainteresowani tym, by koszty tej wielkiej operacji, która obejmie dostarczenie cyfrowych dekoderów do milionów gospodarstw domowych, ktoś wziął na siebie przynajmniej w części - ze względu na mizerię budżetu państwa, potężna, państwowa firma TVP wyglądała na niezłego kandydata.
strona: 1 z 3 »

Wszystkie komentarze »

Komentarze (2)

Sonda

Czy w polskich szkołach powinno odbywać się nauczanie religii?

Reklama

Polska»

Copyright © Polskapresse Sp. z o.o.
Realizacja serwisu: Gratka Technologie Sp. z o.o.

Mapa serwisu | Dla prasy | Kontakt | O nas | Regulamin | Prywatność | Reklama | eGazety | Sklep internetowy