sobota 13 marca 2010 r. imieniny obchodzą: Bożena, Krystyna, Ernest

Polska » Opinie » Artykuł

Nowa ekonomia będzie zbliżona do nauk ścisłych

Nowa ekonomia będzie zbliżona do nauk ścisłych

(© Justyna Cieślikowska/POLSKA)

Łukasz A. Turski

2009-04-28 23:17:25, aktualizacja: 2009-04-28 23:17:25

Nasi politycy klepią, jak za panią matką, unijne kantyczki o społeczeństwie wiedzy, ale na co dzień bardziej interesuje ich organizacja igrzysk dla mas - pisze prof. Łukasz A. Turski, fizyk.

Niezależnie od skrytych marzeń wielu polityków i publicystów tzw. kryzys gospodarczy skończy się. Zdarzy się to tym szybciej, im szybciej zrozumiemy, że przyczyną tego zawirowania na całym świecie nie było żadne zjawisko realnej gospodarki czy kataklizm geofizyczny lub terrorystyczny. Kryzys spowodowały działania tandetnych polityków i ich kumpli sprawdzających się w zarządzaniu gospodarką oraz niedouczonych pseudospecjalistów od nauk ekonomiczno-społecznych. (...)

Wystarczyło obejrzeć, za pośrednictwem jednego z kanałów informacyjnych w internecie, przesłuchania władców Lehman Brothers czy AIG przed senatem USA, żeby zobaczyć, jakby przywrócone z zamierzchłych czasów komunizmu, postacie "ekonomistów" pokroju ministra Wrzaszczyka, tyle że ubranych w garnitury od Armaniego, a nie workowate produkty peerelowskiego Bytomia.

W skali ostatnich 20 lat triumf tandety intelektualnej zaowocował postępującą "socjalizacją" kryzysów finansowych pojawiających się w tym okresie. W latach 1989-1992 rząd USA wykupił długi setek drobnych i większych firm "kas oszczędnościowo-pożyczkowych" za około 250 miliardów dolarów (tj. mniej więcej 500 miliardów dzisiejszych dolarów). W tym samym czasie za około 4 miliardy ówczesnych dolarów rząd USA i Bank Rezerw Federalnych uratowały od plajty Bank of New England i wymusiły na saudyjskich książętach dofinansowanie Citibanku (jak dziś widzimy, bank ten przyzwyczaił się do korzystania z publicznych pieniędzy). Interwencji rządowych ratujących "ponad i pod bufetem" źle zarządzane i źle działające przedsiębiorstwa w Europie było w tym czasie mnóstwo.

Kolejnym, jeszcze bardziej dobitnym przykładem na to, że współczesne nauki społeczne, w tym ekonomia, wzięły rozwód z rzeczywistością, była reakcja rządów głównych gospodarek świata na, dziś niemal zupełnie zapomniany, kryzys roku 2000 z logo Y2K. Rządy, ale przede wszystkim Fed, wpompowały wtedy, zupełnie nieudolnie, miliardy dolarów w rodzącą się gospodarkę wysokich technologii - głównie związanych z rozwojem internetu - czym doprowadziły do powstania bąbla spekulacyjnego na nowojorskiej giełdzie, którego konsekwencją było potężne załamanie o kolejnej dziś zapomnianej nazwie kryzysu ".comów".

Y2K miał być pierwszym we współczesnej historii gospodarczej kryzysem wysokiej technologii. Przepowiadany panświatowy kryzys załamania się systemów komputerowych na skutek złego obliczania daty w dominującym wtedy na rynku typie procesorów komputerowych produkcji Intela okazał się gigantyczną klapą wiecznych przepowiadaczy końca świata. Państwa, które wydały miliardy dolarów na obronę przed katastrofą, wymuszoną na wielu firmach prywatnych, w efekcie znalazły się w tak samo komfortowej sytuacji co np. Włochy. Tyle że Italia postanowiła niemalże zignorować ten zapowiadany koniec świata. (...)

Pęknięcie bańki .comów było pierwszym i, jak sadzę, głęboko niezrozumianym sygnałem, że myślenie o gospodarce świata w końcu XX wieku i na początku XXI wieku w kategoriach myślowych niemal całkowicie przeniesionych z XIX wieku prowadzić musi do katastrofy.
Gospodarka, w której w ciągu 10 lat, a nie stulecia, cena jednostki pojemności pamięci twardego dysku- 1 megabajta - zmalała z 53 dolarów w 1989 roku do 9,5 centów nie może być opisywana w ramach tej samej klasycznej struktury pojęciowej. Zmiana cywilizacji atomów na cywilizację bitów - pojęcie pochodzące od Nicholasa Negroponte - wymaga nowych teorii ekonomicznych, nowej socjologii, tak drastycznie różnych od XIX- wiecznych jak fizyka klasyczna w XIX wieku rożni się od fizyki XX wieku.

Pojęcie gospodarki globalnej też wydaje mi się być błędne. Gospodarka nie jest bowiem globalna, jest natomiast zdelokalizowana. W końcu XX wieku współczesna nauka spowodowała, że fizyczna produkcja przestała być istotnym elementem procesu dostarczania produktu klientowi. Dziś wszystko możemy wyprodukować, gdzie chcemy i jak chcemy. Znany nam aż za dobrze z czasów towarzysza Gierka problem mocy przerobowych nie istnieje. Możemy otworzyć fabrykę czegokolwiek gdziekolwiek, a automatyzacja produkcji i kontroli zapewnia, że jakość produktu wytwarzanego w Malezji czy Singapurze lub Bawarii jest nierozróżnialna.

Problemem gospodarki jest to, co trzeba produkować. Współczesna gospodarka tworzy bowiem nie tylko produkt, ale też klienta dla tego produktu. Jest dostarczycielem pomysłu i spełnia możliwość realizacji tej chęci posiadania. Takie działanie nie jest łatwe do pogodzenia z założeniami o racjonalnym działaniu uczestników gry ekonomicznej.
Gospodarki XIX wieku i początków XX wieku nie działały w ten sposób za wyjątkiem, być może, kilku przypadków, takich jak stworzenie parków narodowych w USA w czasach Wielkiego Kryzysu. Wykreowały one masową turystykę kwalifikowaną, będącą dziś wielkim sektorem gospodarki, odgrywającym coraz większą rolę także w stymulowaniu postępu technicznego.
strona: 1 z 3 »



Wszystkie komentarze »

Komentarze (2)

Sonda

Czy Twoim zdaniem polska biegaczka Kornelia Marek stosowała niedozwolone środki dopingujące?

Reklama

Polska»

Reklama

Copyright © Polskapresse Sp. z o.o.
Realizacja serwisu: Gratka Technologie Sp. z o.o.

Mapa serwisu | Dla prasy | Kontakt | O nas | Reklama | eGazety | Sklep internetowy