Menu Region

Nic za darmo. Jeśli chcesz wyglądać jak DiCaprio musisz się...

Nic za darmo. Jeśli chcesz wyglądać jak DiCaprio musisz się pomęczyć

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Ben Hoyle

1Komentarz Prześlij Drukuj
DiCaprio to prawdziwy aktor: chętnie gra starych zniszczonych ludzi, ale gdy kończą się zdjęcia lubi znowu wyglądać dobrze DiCaprio to prawdziwy aktor: chętnie gra starych zniszczonych ludzi, ale gdy kończą się zdjęcia lubi znowu wyglądać dobrze

DiCaprio to prawdziwy aktor: chętnie gra starych zniszczonych ludzi, ale gdy kończą się zdjęcia lubi znowu wyglądać dobrze (© Rebecca Blackwell/AP Photo)

Cała rzesza celebrytów i celebrytek z Hollywood dzielnie poddaje się mniej, a nawet bardzo bolesnym zabiegom upiększającym. Wielu wybiera w tym celu pięciopiętrową klinikę Sonyi Dakar w Beverly Hills.
Jestem w Sonya Dakar Skin Clinic. Tą specjalizującą się w kosmetycznej pielęgnacji skóry twarzy klinikę założyła urodzona w Moskwie Sonya Dakar. Jej klientami są między innymi Leonardo DiCaprio, Gwyneth Paltrow czy Jennifer Lawrence. Zapewne zjawią się tu przed tegoroczną ceremonią rozdania Oscarów.

Przyznaję, że nie jest to dzień relaksu, jaki fundujemy sobie na przykład w centrum odnowy biologicznej.
Jestem w Beauty Bootcamp (TM). Cała rzesza celebrytek i celebrytów Hollywood dzielnie znoszą tu zabiegi nawet jeśli są lekko - a nawet: bardzo - bolesne. Dlaczego? Bo rezultat pozwala im bez obaw i z pełnym zaufaniem stanąć na czerwonym dywanie. Taki też efekt obiecała mi Sonya Dakar, gdy dotarłem do jej pięciopiętrowej kliniki w Baverly Hills. Patrząc na nią od strony hotelu Beverly Hilton masz wrażenie, że w twoją stronę płynie jakiś liniowiec.

Wejść można tylko używając domofonu. Obecność ośmiu kamer gwarantuje, że nie zbliży się tu żaden paparazzi. Wchodzę do przestronnej recepcji umieszczonej na trzecim piętrze zastanawiając się, na czym właściwie polega specyfika zalecanej tu kosmetyki twarzy. Znikną moje worki pod oczyma czy głębokie bruzdy na policzkach? W końcu przed wyruszeniem do kliniki spędziłem kilka niezbyt miłych chwil przed lustrem przyglądając się własnej twarzy.

Sonya Dakar energicznym ruchem otwiera drzwi. Ta drobna i ubrana od stóp do głów na czarno kobieta ma 12 wnuczków i wnuczek. Motocyklowe buty do kostki, obcisłe spodnie i gustowny sweterek. Do tego czarny fartuch. Wszystko to znakomicie pasuje do oliwkowej cery, oszałamiającej burzy złotych włosów, potężnych złotych kolczyków, naszyjnika i bransoletek.

Sonya Dakar przeniosła się do Stanów Zjednoczonych z Izraela już 38 lat temu. Wciąż jednak mówi po angielsku z charakterystycznym silnym i brzmiącym nieco wschodnioeuropejsko akcentem. Czasem powie coś nieoczekiwanego. Jest przy tym kobieta ciepłą, pełną humoru i nieustannie…plotkującą.

- Chyba padł pan ofiarą zaniedbań -zaczyna Dakar. Za chwilę w krótkich słowach opowie mi gdzie teraz mieszka, a gdzie we wschodnim Los Angeles mieszkała tuż po przybyciu do Stanów. Dorzuci coś o dzisiejszych cenach domów. - Są cholernie wysokie. Doda też, że dyplom ukończenia studiów na wydziale chemii dał jej możliwość wyjątkowego podejścia do branży i rynku kosmetycznego. Zaczęła od wytwarzania olejków do pielęgnacji skóry w kuchennym mikserze, który kupiła za 199 dolarów. Nie sposób przy niej dojść do słowa.

- Potraktuję dziś pana jak mojego klienta - mówi spokojnie Dakar. Co to oznacza? Że bez ogródek i zjadliwie wywali mi prawdę na temat mojego wyglądu. Doda parę mocnych, a - w cenie horrendalnie drogiej usługi - nawet upokarzających uszczypliwości. Na koniec dopieści moje ego w sposób tak ujmujący, że gdyby tylko kiedykolwiek stać mnie było na powtórną wizytę, zamówiłbym ją bez wahania.

- Stała się żydowską matką dla wszystkich - mówi jej córka Mimi. To jedna z trojga rodzeństwa pracujących w rodzinnym biznesie. Czwarte wybrało inną branżę. - Jest ich terapeutką. Umawia swoich klientów na randki. Zaprasza na kolacje. Tak to działa.

Moja sesja kosztuje 2330 dolarów. Dakar zaczyna od dokładnego obejrzenia na iPhone’ie zdjęć zbliżeń mojej twarzy. Chce mieć pewność, że po zakończeniu zabiegu, zmiana będzie dosłownie od razu widoczna. - Swoją droga zobaczy pan OGROMNĄ różnicę miedzy „przed” a „po” - wyjaśnia.

Siedzimy w niewielkiej prywatnej salce, w której przyjmuje celebrytki i celebrytów. Znajduje się tu prysznic i oddzielna toaleta, aby gwiazdy nie musiały trudzić się ganianiem po wyłożonym kamieniem korytarzu w poszukiwaniu przybytku. Nikt nie życzy sobie przecież, by zauważył go ktoś postronny w chwili gdy lata z maseczką na twarzy. W tle nastrojowa i kojącą muzyka. Przy ścianie stoi aparat tlenowy i lampa używana do operacji chirurgicznych. Dakar używa także różnych szkieł powiększających.
1 3 4 »
1

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

2

+2 / -1

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

2 (gość)  •

a nie lepiej wyglądać jak prezes tysiąclecia ?gały wybałuszać,włoisy w nosie zapuścić ,języczkiem w dziurach zębowych pogmerać,od czasu do czasu zaciamkać ,sznurówkę nonszalancko przy bucie rozwiązać i tanim kosztem można zostać celebrytOM przez duże OM

odpowiedzi (0)

skomentuj