Joanna Czauderna-Szreter broni swojego prawa do tego, by współdecydować o szkole (© Grzegorz Pachla/POLSKA)
Małgorzata Gradkowska
2008-09-19 10:58:56, aktualizacja: 2008-09-19 11:01:10
W gdańskiej podstawówce wrze: rodzicom, którzy chcieli współdecydować o szkole, odebrano do tego prawo. Czy możliwa jest szkolna demokracja, komu na niej zależy, a komu jest nie na rękę i kto powinien o nią zadbać - próbuje ustalić Małgorzata Gradkowska.
Akcja dzieje się w Szkole Podstawowej nr 17 w Gdańsku od dwóch lat z przerwami, chociaż chwilami przenosi się do urzędów.
- To w Gdańsku pierwszy przypadek, żeby rodzic skarżył się na to, że nie dostał się do szkolnej Rady Rodziców - mówi Regina Białousow, dyrektor wydziału edukacji gdańskiego urzędu miejskiego. - Nie chodzi o to, że się do Rady nie dostałam, tylko że zabroniono mi kandydować - prostuje Joanna Czauderna-Szreter, bohaterka "pierwszego przypadku". - Pozbawiono mnie tego prawa bez żadnych racjonalnych przyczyn i na to się nie zgadzam. Demokracja to jest wszystko wokół nas, nie tylko walka o najważniejsze.
Wolny wybór
Dwa lata temu na zebraniu klasowym na początku roku szkolnego wybierano przedstawicieli do Rady Rodziców. Większość, jak zwykle, nie miała ochoty ani czasu, by się angażować.- A ja nie miałam nic przeciwko temu, żeby podziałać na rzecz szkoły i zrobić coś nie tylko dla swoich dzieci - opowiada Joanna Czauderna-Szreter. - Pomyślałam: "Niech wiedzą, że mamie zależy na tym, co się wokół nich dzieje, że każde działanie coś zmienia i coś daje. Ot, taka mała lekcja wychowania społecznego..."
We wrześniu 2006 roku Joanna Czauderna-Szreter została przedstawicielką klasy w Radzie Rodziców, a na pierwszym zebraniu nawet jej przewodniczącą. - Zebrało się siedem osób, którym się sporo chciało, kilka z doświadczeniem z poprzednich lat - mówi. - Uzgodniliśmy, czym chcemy się zajmować w tym roku, co załatwić. Podeszliśmy do sprawy bardzo poważnie, poczytaliśmy, co powinna robić Rada Rodziców, jakie ma uprawnienia.
A literatura przedmiotu jest naprawdę imponująca - gdy wrzuci się hasło "Rada Rodziców", tylko w jednej internetowej przeglądarce wyskakuje 846 tysięcy wyników. Są wśród nich m.in. tytuły książek, omówienia różnych dokumentów, ale przede wszystkim strony internetowe szkół, w których takie rady działają, z opisem wielu ciekawych przedsięwzięć i pomysłów. Od ubiegłego roku istnienie Rad Rodziców w szkołach jest obowiązkowe, wymagane ustawą o systemie oświaty.
- Kłopot w tym, że ustawa sobie, a szkoły, z reguły niechętne do dzielenia się przywilejem decydowania, sobie - narzeka Maria Szpilkowska, przedstawicielka Fundacji Rodzice Szkole. - Większość myśli, że problemem jest to, że rodzicom się po prostu nie chce, a nikomu nie przychodzi do głowy, że to szkole może się nie chcieć.
Bez dyskusji
Czauderna-Szreter wylicza różne przedsięwzięcia, którymi zajęła się Rada: sklepik, z którego miały zniknąć niezdrowe produkty - rodzice stworzyli projekt nowej umowy z ajentem, umożliwiający kontrolę tego, co sprzedaje. Do dzisiaj nie ma jednak efektu. Projekt "Bursztynowa szkoła" z ekspozycją na temat Bursztynowej Komnaty i patronatem Międzynarodowego Stowarzyszenia Bursztynników - ekspozycja po roku się rozpadła, projekt realizują inne szkoły, patronuje im miasto. Mundurki, w których zaprojektowanie włączyli się rodzice i zaproszeni przez nich projektanci - szkoła wybrała inne, bez porozumienia z Radą.
- Ale problemem dla pani dyrektor nie były niezdrowe chipsy w sklepiku, tylko to, że rozmawialiśmy na zebraniu o tym, gdzie miała być wybierana komisja rewizyjna - mówi Joanna Czauderna-Szreter.
- Nie mam w tej sprawie nic do powiedzenia - odpowiada krótko na pytanie o komisję rewizyjną i projekty Rady Rodziców Jadwiga Nowecka, dyrektorka szkoły.
Zakaz
Wrzesień 2007 rok. Joanna Czauderna-Szreter dowiaduje się, że może zapomnieć o Radzie Rodziców. - Usłyszałam, że kolejny raz kandydować mogą tylko te oso-by, które jeszcze w Radzie nie działały, więc mnie to prawo nie przysługuje.
- W innych klasach takich zastrzeżeń nie było, nauczyciele nie ingerowali w wybory. Ja nie dostałam zakazu kandydowania - przyznaje Lucyna Matela-Żołnowska, działająca w Radzie wcześniej i wybrana na następną kadencję. Jednak przyznaje, że w tej Radzie niewiele zdziałała. - Nie używałabym słowa konflikt, ale rzeczywiście z niezrozumiałych dla mnie powodów szkoła bardzo nie chciała naszego działania.
Rodzice nieudzielający się w szkole nawet nie wiedzieli o całej sprawie. - Coś się działo? - dziwi się mama piątoklasisty. - Nie, nic nie słyszałam o jakichkolwiek konfliktach z dyrekcją szkoły. Na wywiadówkach nie było o tym mowy.
- Bursztynowa szkoła? No tak, nawet żałowaliśmy, że ten projekt jednak nie wypalił, ale tyle rzeczy w szkole nie wychodzi z najróżniejszych powodów - dodaje inna. - Ważne, że dobrze uczą, od tego przecież jest szkoła. Zresztą, nauczyciel zawsze przecież ma rację, jak to się mówi...
Skarga
Czauderna-Szreter nie kandydowała do nowej Rady, ale poskarżyła się na dyrektor Nowecką do miejskiego wydziału edukacji. Urząd odpowiedział po miesiącu, że kontrola w szkole nie wykazała opisanych przez nią uchybień.
- Ale przeprowadzono ją jeszcze przed moim pismem, to było rutynowe sprawdzanie wprowadzenia ustawy o mundurkach - mówi. - Pomyślałam, że nie odpuszczę, chcę być w porządku wobec moich dzieci. Poszłam do pani wiceprezydent Gdańska, opowiedziałam całą historię. I nic.
Przechowywana przez nią teczka z dokumentami powiększyła się od tego czasu o: pismo do prezydenta Gdańska opisujące zaniechania wydziału edukacji i pani wiceprezydent; oświadczenia kilkorga rodziców o zakazaniu kandydowania do Rady osobom wcześniej w niej działającym; czterostronicowe zestawienie przypadków "naruszenia praw Rady Rodziców i praw obywatelskich"; pismo do dyrektor szkoły, w którym Czauderna-Szreter pyta, dlaczego jej syn nie został poinformowany o tym, że zdobył nagrody w kilku międzyszkolnych konkursach, co uniemożliwiło mu udział w ich odbieraniu.
Odpowiedź z urzędu jest jedna - żadne zarzuty się nie potwierdziły, notatki służbowe i sprawozdania szkoły nie wskazują na naruszenie praw obywatelskich. Odpowiedź ze szkoły była ustna: tak wyszło.
Kogo obchodzi Rada
- Szkoła z samego założenia nie jest instytucją demokratyczną - komentuje Barbara Pilecka, psycholog. - Czy znajdzie się ktoś, kto nigdy nie ugryzł się w język na szkolnym zebraniu? Każdy myśli: powiem, co mi się nie podoba, skrytykuję, a ucierpi dziecko.
Maria Szpilkowska z Fundacji Rodzice Szkole potwierdza: - Ta sytuacja w gdańskiej podstawówce nie jest odosobnionym przypadkiem. Mamy bardzo podobne sygnały również z innych miast. Rodzice traktowani są jak intruzi i wrodzy recenzenci. Przez lata szkoła była przecież wyłączną domeną nau-czycieli i urzędników. Wiele wysiłku włożono w to, aby rodziców z niej wyrzucić, więc teraz potrzeba lat, żeby te przyzwyczajenia zmienić.
Co gorsza, rodzice w starciu ze szkołą nie mają żadnych sojuszników. Organem prowadzącym szkołę jest wydział edukacji urzędu miejskiego, więc można pójść do urzędnika, napisać pismo i czekać na reakcję. Ale dla urzędnika szkoła to jest triada: dyrekcja - nauczyciel - uczeń. Rodzic w tej konfiguracji pojawia się tylko wtedy, gdy dziecko sprawia problemy, poza tym lepiej, żeby go nie było.
- Gdyby tej pani zakazano kandydowania do Rady Miasta, ponieważ już raz była radną, zrobiłby się szum - mówi Szpilkowska. Ale kogo obchodzi Rada Rodziców?
Joanna Czauderna-Szreter jednak nie odpuściła. Spotkała się z prezydentem Gdańska. - Ludzi aktywnych, którzy chcą coś dla szkoły robić, nie ma zbyt wielu, więc warto ich hołubić - przyznaje Regina Białousow. - Dlatego poprosiłam panią dyrektor i, o ile wiem, rozmawiał z nią również pan prezydent, żeby zacząć rozpatrywać sprawę od nowa. Jest wrzesień, będą nowe wybory do rad, myślę, że to bardzo dobry moment do nawiązania współpracy.
Jadwiga Nowecka, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 17 w Gdańsku: - Mówiłam już pani, że w tej sprawie nie mam nic do powiedzenia. Znam przepisy i dbam o dobro szkoły, uczniów i rodziców. Jeśli pani Joanna Czauderna-Szreter ma ochotę działać na rzecz szkoły, może się zgłosić do wyborów.
Wszystkie komentarze »
Komentarze (3)
Tworzyć rady szkół
Sliwek
16.10.09, 18:46:33
Oczywiście, że rady rodziców nie moga mieć wpływu na to, co się dzieje w szkołąch. NAtomiast z godnie z ustawą, jeśłi rodzice dorpowadzą do powołania RADY SZKOŁY będą nareszcie mieli odpowiednie instruymenty realnego wywierania wpływu na dyrektora, nauczycieli i środowisko wychowawcze szkoły. Polecam: B.Śliwerski, Rada szkoły - rada oświatowa, Impuls , Kraków 2002
Tworzyć rady szkół
Sliwek
16.10.09, 18:46:11
Oczywiście, że rady rodziców nie moga mieć wpływu na to, co się dzieje w szkołąch. NAtomiast z godnie z ustawą, jeśłi rodzice dorpowadzą do powołania RADY SZKOŁY będą nareszcie mieli odpowiednie instruymenty realnego wywierania wpływu na dyrektora, nauczycieli i środowisko wychowawcze szkoły. Polecam: B.Śliwerski, Rada szkoły - rada oświatowa, Impuls , Kraków 2002
Dlaczego szkoły nie lubią rodziców
Tomasz Rowiński
29.09.08, 19:38:00
Rada Rodziców
czyli jak za pieniądze rodziców kupić sobie przychylność sekretarki i jak za pomocą sekretarki mieć wpływ na dyrektora szkoły tak aby dziecko przewodniczącego rady rodziców było objęte ochroną przed wymagającymi nauki nauczycielami a każda pała po rozmowie z dyrektorem szkoły była neutralizowana czy nawet zmieniana ?
Niemożliwe ?
Możliwe.
Wyżej opisana metoda działa doskonale od co najmniej 2000 roku w jednym z warszawskich liceów.
Zmieniają się przewodniczący po właściwym ukończeniu szkoły przez ich dzieci i przychodzą nowi.
Bardzo szybko poznają zasady , że :
- trzeba zatrudnić sekretarkę jako kasjera rady rodziców
- nie widzieć , że pożycza pieniądze rady rodziców na swoje osobiste wydatki
- płacić kasjerowi co najmniej 500 zł miesięcznie bez względu na stan kasy i ilość uczniów w szkole ( potencjalnych dawców wpłat)
- zgadzać się na wydatki realizowane przez kasjera bez żadnej kontroli czy akceptacji ze strony rady rodziców ( prezenty dla dyrektora czy lubianych przez sekretarkę nauczycieli – też niech przecież wiedzą komu zawdzięczają prezent)
- sporządzać raporty kasowe niewłaściwie - tak aby nikt nie mógł po pewnym czasie dociec na co były przeznaczone określone kwoty ( brak jakichkolwiek opisów na rachunkach czy fakturach)
- zatrudniać księgową , która musi z założenia akceptowac każdy wydatek kasjera (czytaj sekretarkę) jak również nie kometowac braku opisu na rachunku- po dokonano zakupu dla kogo , jaki cel) mieć rażąco mniejsze wynagrodzenie od kasjera
- zatrudniać księgową , która nie będzie zwracała uwagi , że w kasie powinno być załóżmy – 4000 zł , ale kasjer wziął tą sumę kolejny raz w kolejnym miesiącu na swoje wydatki i nie można realizować statutowych celów i wydatków rady rodziców (kasjer po pewnym czasie oczywiście zwraca te pieniądze i po pewnym czasie znów je pożycza i tak „w koło Macieju”
- Przy malejącej ilości uczniów księgowemu nie wolno zwrócić uwagi , że w kolejnym roku szkolnym pieniądze zebrane od rodziców na działalność statutową rady rodziców wystarczą jedynie na wypłatę dla kasjera i księgowej - na statutową działalność pieniędzy zabraknie
- Za zgłoszenie propozycji obniżenia uposażenia dla kasjera i księgowej (złożoną przez księgową) ze względu na malejącą ilość uczniów a tym samym wpłat na radę rodziców – w trybie natychmiastowym zwolnić księgową
- Jeżeli „zdażył” się przewodniczący rady , który nie chciał tolerować postępowania kasjera ( czytaj sekretarki ) to za pomocą dyrektora - dalej , pomówień , cichego oczerniania - doprowadzić do usunięcia tak dziwnego przewodniczącego
- Teraz w tej szkole przewodniczący wybrany i uświadomiony przez sekretarkę „wybiera się sam” rodzice jak zwykle są zajęci swoimi sprawami i nie mają czasu ani ochoty brać udziału w spotkaniach czy wyborach władz rady rodziców
- Ta degrengolada trwa nadal , brak kontroli ze strony rodziców powoduję , że pieniądze umiejętnie wybierane dla wybrańców nie są w żaden sposób kontrolowane
- Dzieci w szkole zamiast korzystać z finansowego wsparcia ich potrzeb ( dodatkowe lekcje językowe , dokształcanie , pomoc materialna dla najbiedniejszych uczniów, wycieczki szkolne , basen, itp....) są w cyniczny sposób okradane a niczego nieświadomi rodzice wpłacają kolejne kwoty
A co ? Niemożliwe ?
Możliwe.
Za pieniądze rady rodziców kolejna „samowybierająca się” przewodnicząca rady „kupuje”przejście do następnej klasy swojego dziecka.Przy tym ogłasza ,że jest pracownikiem MSWiA i czuje się bezkarna.
Wypada tylko pogratulować cynizmu , bezczelności połączonej z bezkarnością – przede wszystkim Pani Sekretarce , która jako organizatorka potrafi wychować tak dyrektora szkoły, że razem zapominają o odpowiedzialności karnej.
Czy to kogokolwiek obchodzi ?