wtorek 07 września 2010 r. imieniny obchodzą: Regina, Marek, Ryszard

Polska » Magazyn » Artykuł

Powyborcze przesilenie w PiS, SLD i PSL

Powyborcze przesilenie w PiS, SLD i PSL

(© Polskapresse)

Polska

2010-07-30 12:19:34, aktualizacja: 2010-08-02 11:01:54

W obu partiach opozycyjnych i w PSL panuje poczucie, że tak dalej być nie może. A jednocześnie wszyscy niemal mają świadomość, że tak dalej będzie. O tym jak partyjni dysydenci walczą o władzę i życie piszą Michał Karnowski i Joanna Miziołek.

Trwają ostatnie dni kampanii prezydenckiej, Grzegorz Napieralski już nie bierze w niej udziału. Teraz stanęło przed nim inne zdanie, mniej stresujące, raczej rytualne - rozprawa z przeciwnikami w partii, do której przywykł przez ostatnie dwa lata, kiedy kontestowane było jego przywództwo w SLD. Wszyscy czekają na decyzję przewodniczącego, co dalej, w jaką stronę pójdzie partia, kogo w niej niedługo
zabraknie. Sam szef Sojuszu z odpowiedzią na te pytania się nie śpieszy. Późnym lipcowym popołudniem Napie_ralski do gabinetu zaprasza kilku kluczowych w jego otoczeniu polityków SLD. Pytają o partyjnych oponentów. - Jestem już na takiej pozycji, że ani Kalisz, ani Olejniczak nie są dla mnie partnerami do rozmowy. Sami się tym zajmijcie - miał powiedzieć w kręgu kilku osób, tym samym dając do zrozumienia, że przynajmniej formalnie rozliczenia pozostawia partyjnym kolegom.

Jego słowa szybko zostały przekute w fakty. - Grzegorz przyjął strategię, która polega na tym, że Kalisz i Olejniczak sami zmarginalizują się w partii. A ich napiętnowania dokona nie on, a działacze lokalni, rzekomo z własnej inicjatywy - mówi znający kulisy partyjne polityk SLD. Jako pierwszy smak odrzucenia przez własne środowisko poczuł jego główny partyjny rywal Ryszard Kalisz. Podczas zamkniętego zarządu partii po wyborczym sukcesie Napieralskiego zebrani działacze jeden po drugim wstawali, rugając posła SLD za krytyczne wypowiedzi pod adresem szefa Sojuszu w czasie kampanii. - To było nielojalne. Nie podkopuje się lidera - miał powiedzieć jeden z nich. W końcu miał podnieść się i sam Kalisz i zacząć się tłumaczyć, że robił wszystko w dobrej wierze, bo miał inną koncepcję partii. Jaką? - Wojtek sprowadził już rodzinę do Brukseli. W europarlamencie ma wysoką pensję, zdobywa międzynarodowe doświadczenie. Jemu już się nie chce toczyć boju o władzę w naszej partyjce - żalił się wtedy jeden z oponentów Napieralskiego. Zresztą Wojciech Olejniczak nie wierzył już w wizję powrotu do koncepcji LiD, której sprzyjali oponenci szefa Sojuszu. Bo w programie nowej lewicy bez Napieralskiego nie byłoby kwestii światopoglądowych, gospodarczo zaś miałaby być mniej socjalna. I oczywiście wkrótce pod nowymi władzami miałoby nastąpić większe zbliżenie z Platformą Obywatelską.

Jednak liberalnemu skrzydłu SLD nie udało się przejąć władzy. Co po umocnieniu przywództwa Napieralskiego oznacza jedno: koniec wewnętrznej opozycji, kurs na jedność i silne przywództwo. Jak twierdzą politycy z otoczenia Napieralskiego, przewodniczący nie jest zwolennikiem partii o wielu skrzydłach. Jego zdaniem takie rozbudowanie ugrupowania prowadzi w dalszej perspektywie do jego rozbicia. - Napieralski nie widzi w partii, jaką zamierza teraz budować, miejsca dla Kalisza czy Olejniczaka i czeka, aż sami to zrozumieją - mówi polityk SLD. Miejsca dla obu polityków w partii nie widzi też najwyraźniej były premier Leszek Miller, który w rozmowie z "Polską" mówi, że jego zdaniem Napieralski powinien rozliczyć się z konkurentami, ale decyzję pozostawia jemu. - Ani Kalisz, ani Olejniczak nie mieli odwagi stanąć z otwartą przyłbicą i przeprosić za krytykę szefa Sojuszu podczas kampanii. Zamiast tego jak tchórze chowali się po kątach - mówi. I dodaje, że czas dewastujących Sojusz ludzi się skończył. - Nie ma w nim miejsca dla tych, którzy szukali dla siebie parasoli ochronnych, pomocy z zewnątrz, szczególnie ze strony Platformy. Bo swoimi działaniami tylko niszczyli partię - mówi Miller. Los Kalisza i Olejniczaka wydaje się przesądzony - zamilkną albo odejdą z SLD. W PiS sytuacja jest bardziej skomplikowana: Kaczyński jest za słaby, by mógł sobie pozwolić na takie ruchy

Co zatem będzie z głównym liberałem, jak się zwykło w SLD nazywać Wojciecha Olejniczaka? Być może podobnie jak Kalisza będzie się go starało wyprzeć samo środowisko. Bo działacze na Mazowszu wcale nie są zadowoleni z tego, że europoseł od listopada nic nie zrobił w sprawie swojej kampanii samorządowej, a mimo to chce startować na prezydenta Warszawy. Przyjaciół nie ma też wśród części europarlamentarzystów. Bo jeden z ważnych eurodeputowanych SLD dwa tygodnie temu miał doradzać Napieralskiemu, by ten wyrzucił Olejniczaka z partii w grudniu, po wyborach samorządowych, na zarządzie partii. - Jeśli uzyska wynik podobny do twojego w wyborach prezydenckich, czyli ok. 14 proc., to nie ma dla niego miejsca w Sojuszu - miał mówić do szefa SLD. Bo już teraz politycy SLD postawili 17-procentową poprzeczkę europosłowi w wyborach samorządowych.
strona: 1 z 3 »

Wszystkie komentarze »

Komentarze (14)

Sonda

Czy Franciszek Smuda powinien pozostać na stanowisku trenera reprezentacji Polski w piłce nożnej?

Reklama

Polska»

Copyright © Polskapresse Sp. z o.o.
Realizacja serwisu: Gratka Technologie Sp. z o.o.

Mapa serwisu | Dla prasy | Kontakt | O nas | Regulamin | Prywatność | Reklama | eGazety | Sklep internetowy