Parytety dla kobiet? A dlaczego nie dla wegetarian, rudych czy grubych? - pytają przeciwnicy. Dlatego że każda społeczność, nawet rudych i wegetarian, składa się z kobiet i mężczyzn. Każda mniejszość, każdy naród składa się z dwóch płci. Uwzględnia to konstytucja, mówiąc o równości nie tylko wszystkich Polaków, ale właśnie kobiet i mężczyzn (art. 33). Tymczasem nasze ciała przedstawicielskie, parlament,
a zwłaszcza Senat (nie mówiąc o zarządach spółek), wyglądają jak konklawe. To nie jest sytuacja normalna.
Równe prawa, brak szans
Ale taki podstawowy brak równości (choć konstytucja ją gwarantuje) jest nie tylko polskim zjawiskiem. Wszędzie na świecie kobiety znajdują się w gorszym położeniu (mniej zarabiają, nie uczestniczą w procesach decyzyjnych) tylko dlatego, że są kobietami. Wielosetletnia tradycja wykluczała je z udziału w rynkach pracy i w polityce. Teraz kobiety próbują to nadrobić. Są takie, które z racji silnej determinacji, lepszego położenia robią kariery. One parytetów nie potrzebują. Ale większość kobiet nie daje sobie rady z męską konkurencją w męskim świecie. Mają ambicje, ale nie mają możliwości, mają prawa, ale nie mają równych szans.
Ponad 45 proc. państw na świecie zdecydowało się zastosować mechanizmy, które tę sytuację zmienią. Parytety (50 proc.) lub kwoty (30, 35, 40 proc. itd.) obowiązują również w wielu krajach Unii Europejskiej. System kwotowy w Belgii doprowadził do wzrostu odsetka kobiet parlamencie z 11 do 37 proc. We Francji w ostatnich wyborach municypalnych dzięki kwotom liczba kobiet w samorządach wzrosła dwukrotnie. W Polsce w wyborach 2001 r., gdy niektóre partie zdecydowały się wprowadzić kwoty, liczba kobiet w parlamencie wzrosła z 13 do 20 proc.
Polacy za wolnością wyboru
Ponad 60 proc. obywateli jest za wprowadzeniem parytetów lub kwot na listy wyborcze. Znacząca część (zwłaszcza wśród samych kobiet, 56 proc.) wyraża chęć głosowania na kobiety. 80 proc. żywi nadzieje, że większa obecność kobiet w polityce przyczyniłaby się nie tylko do lepszej reprezentacji interesów kobiet, ale również do przywiązywania większej uwagi do spraw społecznych, poprawy współpracy w polityce, jej merytorycznego poziomu czy zwiększenia wydatków socjalnych państwa.
Parytety to nie tylko mechanizm, który powoduje, że zapisana w konstytucji równość formalna staje się rzeczywistą, ale również ogromne poszerzenie wolności. Parytet różnicuje pulę kandydatów, dzięki temu będziemy mieli wreszcie możliwość wybierania między mężczyznami a kobietami, a nie tylko między niemal samymi mężczyznami. 66 proc. Polaków uważa, że parytet zachęci kobiety do polityki, z której do tej pory czują się wykluczone, parytet przełamie stereotyp kobiety jako osoby będącej przedmiotem decyzji politycznych, a nie ich podmiotem.
Niektórzy przeciwnicy parytetów mówią, że lepiej zająć się przedszkolami, żłobkami, przemocą, a nie polityką dla kobiet. Jednak bez woli politycznej, bez aktywnego udziału kobiet we władzy ustawodawczej wiele problemów jest i pozostanie nierozwiązanych. W sierpniu 1980 r. robotnicy w Gdańsku wiedzieli, że żaden z ich postulatów nie zostanie potraktowany poważnie, jeśli nie powstaną wolne związki zawodowe. Liczenie na władzę taką, jaka jest, nie rodzi żadnych nadziei. Trzeba zmian.
Dobre dla PO, złe dla Polski?
Parytety nie są mechanizmem politycznym, który związany jest z jakimkolwiek programem czy ideologią. To mechanizm demokratyzowania demokracji. Wśród zwolenników systemów kwotowych są przedstawiciele wszystkich opcji politycznych i różnych przekonań, są też ludzie wierzący i praktykujący. Wśród naszych polityków przekonanych do kwot (lub parytetów) są prezydent Lech Kaczyński, premier Pawlak, przewodniczący Napieralski i wielu innych. O skuteczności parytetów doskonale wie też Donald Tusk, ponieważ pragnie je wprowadzić w obrębie własnej partii. Dlaczego jednak to co dobre dla partii rządzącej, nie ma być dobre dla całej Polski? Bo Tusk chce wygrać, i wie, że parytety mu to umożliwią.
Demokracja nie jest naturalna
Marszałek Komorowski uważa, że parytety są sztucznym mechanizmem i że kobiety powinny w sposób naturalny wejść do polityki. Warto jednak przypomnieć marszałkowi, że w "naturalny" sposób kobiety dostały się na uniwersytety dopiero 500 lat po ich powstaniu! Żadne z praw, którymi obecnie cieszą się kobiety, nie pojawiło się w naturalny sposób. Wszystkie były wywalczone. Poza tym demokracja jako system polityczny nie jest w ogóle naturalna (sztuczne są w niej progi wyborcze, liczba i struktura okręgów, trójpodział władzy). Gdyby Polacy mieli czekać, aż w naturalny sposób "demokracja socjalistyczna" przekształci się w liberalną, pewno trwałoby to jeszcze sto lat. I tyle zapewne musiałyby czekać jeszcze kobiety, by demokracja realizowała konstytucyjny postulat równości.
Parytety nie dają żadnych przywilejów. Zwiększają jedynie szanse wyboru kobiet. To wyborcy, a nie parytet, decydują o podziale mandatów. Parytety, zwiększając polityczną partycypację kobiet, wzmacniają ich poczucie odpowiedzialności za polityczną wspólnotę, której są częścią. Mówi się, że kobiety są "szyją, która kręci głową", że ich władza, choć nieformalna, jest wielka. Pora więc, by żyjąc w kraju, który deklaruje równość swoich obywateli, wzięły na siebie odpowiedzialność za życie polityczne i za procesy decyzyjne. Nie ma odpowiedzialności bez rzeczywistej równości.
Dane na podstawie: Badania CBOS z 20-27 stycznia 2010 na reprezentatywnej losowej próbce (N=1027)