piątek 03 września 2010 r. imieniny obchodzą: Izabela, Szymon, Joachim

Polska » Magazyn » Artykuł

Haiti, niezwykła polska wyspa na krańcu świata

Haiti, niezwykła polska wyspa na krańcu świata

Przywieziona z Jasnej Góry Czarna Madonna jest czczona przez wyznawców voodoo

Polska Jakub Mielnik

2010-01-15 14:21:13, aktualizacja: 2010-01-22 01:44:34

Wśród stu tysięcy ofiar katastrofalnego trzęsienia ziemi na Haiti może być znacznie więcej ludzi związanych z Polską niż ów student, który w czasie kataklizmu bawił w stolicy karaibskiego kraju Port-au-Prince - pisze Jakub Mielnik

Z pozoru mamy do czynienia z klasyczną tragedią w którymś z odległych krajów Trzeciego Świata. Mechanizm funkcjonowania takich wydarzeń w społecznym odbiorze jest zawsze taki sam. Najpierw zachłystujemy się rozmiarami tragedii, być może nawet bierzemy udział w którejś z charytatywnych kwest na rzecz ocalałych z kataklizmu.

Potem jednak cała sprawa zaczyna blaknąć, wypierana przez świeższe i bliższe nam wydarzenia niż trzęsienie ziemi na Haiti, które, co już zdążyliśmy się dowiedzieć, jest jednym z najbiedniejszych i najbardziej pechowych krajów świata. Paradoks polega jednak na tym, że ta zapomniana przez Boga i ludzi karaibska republika

jest związana z Polską bliżej niż jakikolwiek z egzotycznych krajów, których losowi od czasu do czasu poświęcamy naszą zbiorową uwagę.

To tam dogorywała silna w Polsce napoleońska legenda, która zamiast do kraju zaprowadziła żołnierzy Legii Naddunajskiej na wojnę z niewolnikami i wyzwolonymi Kreolami, chcącymi zerwać zależność od kolonialnej Francji. To dzięki haitańskim inspiracjom wielki reformator teatru Jerzy Grotowski stworzył koncepcje, dzięki którym ma zagwarantowane stałe miejsce w światowej kulturze.

To tutaj wreszcie miał miejsce debiut polskich komandosów z jednostki GROM wśród armii zachodniego świata. Debiut na tyle udany dla żołnierzy szkolonych jeszcze w komunistycznej Polsce, że skrócił nam znacznie drogę do członkostwa w NATO. Gdy dziś oglądamy wstrząsające relacje ze zrujnowanego trzęsieniem ziemi Haiti, powinniśmy też wiedzieć, że wśród dziesiątek tysięcy ofiar mogą być setki, jeśli nie tysiące Haitańczyków polskiego pochodzenia.

Mówią na nich po kreolsku "blanc" albo "polone", czyli "biali" albo po prostu "Polacy". To Haitańczycy, którzy mają jaśniejszą skórę, a także bardziej europejskie niż negroidalne rysy twarzy. Kilkadziesiąt lat temu w okolicach miejscowości Cazale w środkowej części Haiti można było jeszcze natknąć się na jasnowłosych i niebieskookich Mulatów, którzy wywodzili swoje pochodzenie od polskich dezerterów z napoleońskiej armii.

W opowieściach mieszkańców Cazale o polskich korzeniach nie ma żadnego oszustwa. W czasie wojny o niepodległość Haiti w początkach XIX wieku na wyspie służyło kilka tysięcy Polaków wysłanych przez Napoleona do tłumienia rebelii niewolników. Dowodził nimi Mulat i generał napoleoński Władysław Jabłonowski, syn Konstantego Jabłonowskiego i francuskiej arystokratki Marie Delaire, która miała romans z którymś z czarnoskórych służących. Generał zmarł na malarię, większość z 4 tys. żołnierzy polskich podzieliła jego los bądź zginęła w walkach z rebeliantami.

Kilkuset Polaków przeszło jednak na stronę buntowników po tym, jak francuski generał Rochembeau kazał im zakłóć bagnetami setki bezbronnych jeńców, z których wielu miało ledwo 12 lat.
Młoda haitańska republika doceniła ten gest. Po wypędzeniu francuskich sił ekspedycyjnych i przejęciu władzy przywódca rebelii Dessalines napisał konstytucję Haiti, której punkt 13 gwarantował obywatelstwo każdemu Polakowi, który o to wystąpi.

W nowym świecie wyzwolonych niewolników pogardzany dotąd ciemny kolor skóry był wartością najwyższą, dlatego Polaków w uznaniu ich zasług awansowano do najwyższej społecznie kategorii "noir", stojącej wyżej w hierarchii niż Mulaci. Rząd Haiti gwarantował Polakom pieniądze na powrót do Europy, jednak około 400 dawnych legionistów skorzystało z okazji awansu do kategorii "noir" i zostało na wyspie, dając początek społeczności "polone", skoncentrowanej koło Cazale.

To tam już w latach 20. XX wieku trafił pewien żołnierz amerykańskiej piechoty morskiej, która wówczas okupowała Haiti. Żołnierz nazywał się Faustin Wirkus i był synem polskiego górnika z Pensylwanii, który zaciągnął się do marines, bo marzyły mu się przygody w egzotycznych krajach. Na brak wrażeń nie narzekał, bo powstanie Caco, czyli złodziei, którzy walczyli z amerykańską okupacją, dziesiątkowały żołnierzy piechoty morskiej.
strona: 1 z 4 »

Wszystkie komentarze »

Komentarze (11)

Sonda

Czy w polskich szkołach powinno odbywać się nauczanie religii?

Reklama

Polska»

Copyright © Polskapresse Sp. z o.o.
Realizacja serwisu: Gratka Technologie Sp. z o.o.

Mapa serwisu | Dla prasy | Kontakt | O nas | Regulamin | Prywatność | Reklama | eGazety | Sklep internetowy