niedziela 01 sierpnia 2010 r. imieniny obchodzą: Nadia, Justyna, Piotr

Polska » Magazyn » Artykuł

Człowiek wcale nie musi bać się umierania

Człowiek wcale nie musi bać się umierania

Jan Suliga jest etnografem. Henryk Dederko zaprosił go do swego filmu "Witajcie w mroku" jako konsultanta (© Marcin Obara/POLSKA)

Polska rozmawiają Mira Suchodolska i Mariusz Grabowski

2009-10-30 10:14:27, aktualizacja: 2009-10-30 10:15:35

O tym, jak ludzie na przestrzeni dziejów oswajali śmierć, jak powinniśmy traktować umieranie i dlaczego nie powinniśmy się go bać z Janem Witoldem Suligą, etnografem i terapeutą, rozmawiają Mira Suchodolska i Mariusz Grabowski

Nekrofile, wampiry, ludzie z innego kosmosu, ci, co piją krew. Zbieranina dziwnych postaci, które łączy jedno - są skupieni wokół czegoś, co określają jako subkulturę gotów, czyli ludzi zafascynowanych śmiercią i jej najróżniejszymi przejawami. To bohaterowie najnowszego filmu Henryka Dederki "Witajcie w mroku". A wśród nich Pan, obserwator i komentator. Mówi Pan, że z ich strony to jedynie prowokacja, rodzaj artystycznego performance'u. Ja nie odniosłam takiego wrażenia.
Prowokacja jest niewątpliwie w ich strojach, w scenicznym makijażu, w tym, kiedy przebrani w te swoje dziwne ubiory idą między ludzi, do sklepu, wsiadają

do tramwaju albo jeżdżą po ulicach karawanem. Jest w tym wszystkim bardzo dużo teatru. Ale jest też niewątpliwie fascynacja swoistego rodzaju pięknem związanym z przemijaniem i samą śmiercią. Oczywiście to nie dla wszystkich musi być równie piękne, odbiór pewnych rzeczy zależy od systemu wartości danego człowieka, od kultury, w której wyrósł. Weźmy taką boginię Kali, wymachującą dziewięcioma rękami, obryzganą krwią, która tańczy po bogu Sziwie. Dla Hindusa jest groźna, ale właśnie piękna, choć w nas może budzić najzwyczajniej obrzydzenie. Ale że jest jednocześnie naga, w grę wchodzi dodatkowy element erotyczny, nasycony nastrojem pożądania, który spychamy w głąb podświadomości, bo tak naprawdę sami chcielibyśmy się znaleźć na miejscu Sziwy. Każdy człowiek ma prawo godnie przejść na tamten świat. I dobrze byłoby, gdyby miał przewodnika, który go tam poprowadzi. Nawet jeśli jego rola ograniczałaby się tylko do trzymania za rękę


Dla ludzi spoza naszej kultury ciało Chrystusa rozpięte na krzyżu też jest nieco szokujące.
Bo to są przecież zwłoki. Nasi przodkowie tysiąc lat temu także wzdragali się przed przyjęciem chrześcijaństwa właśnie z powodu tego symbolu. Mówili, że nawracający ich misjonarze czczą trupa, że każą im się modlić do martwego człowieka rozpiętego na krzyżu, podczas gdy ich bogowie są przecież żywi. Z drugiej strony, w mitologiach przedchrześcijańskich jest cała masa opowieści o bogach, którzy umierali i zmartwychwstawali. Z tym że bardziej akcentuje się w nich zmartwychwstanie i odrodzenie, choć również nie brak takich, w których występuje fascynacja samą śmiercią. Nie trzeba dużo szukać - mamy szyitów, którzy opłakują śmierć Alego i jest to bardzo krwawe święto, w którego trakcie się biczują, tłuką, przez co z naszego punktu widzenia jest to święto absolutnie masochistyczne. Ale nie bierzemy pod uwagę, że na Bliskim Wschodzie żałoba jest związana nie tylko z bólem duchowym, psychicznym, żałobnik musi wywołać w sobie jeszcze ból fizyczny. Stąd na przykład wdowy obcinały sobie palce, no różne rzeczy się działy.

Wróćmy może do tego wątku śmierci jako zjawiska fizycznego, ale postrzeganego w kategoriach piękna.
Bo nierzadko tak się właśnie dzieje. Człowiek to czyni od samego początku swojego istnienia. Wyrazem piękna śmierci jest chociażby grób. Dalej obrządek pogrzebowy. Ale i również ceremonia przygotowywania ludzi do przechodzenia na drugą stronę. W zasadzie nie ma kultury, gdzie by nie było czegoś takiego. To też ma wymiar estetyczny. Tak samo, jak mają go ubrania żałobne.

Czy owo piękno śmierci jest symboliczne?
Symbole mają nie tylko wymiar znaczeniowy, ale też duchowy i estetyczny. Symbol to nie tylko znak, ale pryzmat świata ducha. To samo dotyczy postaci anioła czy bóstwa. Wiele symboli wiąże się z przejściem na drugą stronę. Weźmy kulturę sarmacką. Sarmackie pogrzeby to były nieprawdopodobne, przepiękne ceremonie, którym nadawano wymiar estetyczny poprzez np. podkreślenie bogactwa kolorów, niezwykłej liturgii, tłumów. Do dziś ludzie zachwycają się portretami trumiennymi, nie wiedząc nawet często, że zachwycają się twarzami zmarłych, bo portret trumienny powstawał przecież po śmierci człowieka, a nie przed, i miał być wyrazem pamięci o nim. Umiera się samotnie. Nawet jak ludzi zabijają setkami, umiera się samemu. I dobrze jest się do tego wcześniej przygotować. Bo czy chce ktoś, czy nie, kiedyś umrzemy przecież wszyscy


Kiedy wynaleziono dagerotyp, w Anglii i Hiszpanii pojawiła się moda na fotografowanie zmarłych - ubranych w najlepsze ubrania, usadowionych wygodnie w fotelu w salonie, otoczonych wianuszkiem bliskich.
Podobny obyczaj był też w Polsce, w niektórych miejscach jeszcze się utrzymał, z tym że zmarli fotografowani są w trumnie. Dzieje się tak zwłaszcza na wschodzie Polski, choć nie tylko. Estetyczny wymiar mają także klepsydry. Albo majenie, czyli zdobienie drogi, którą się wynosi trumnę z domu. To wciąż żywy zwyczaj w wielu miejscowościach Polski. Zmarły najpierw leży w trumnie, odbywa się przy nim czuwanie i ludzie się modlą. A później, kiedy już trzeba go wynieść z domu, oznacza się drogę zielonymi roślinami, które odnoszą się do śmierci, najczęściej bluszczem.
strona: 1 z 3 »

Sonda

Czy prowadziłeś kiedyś samochód pod wpływem alkoholu?

Reklama

Polska»

Copyright © Polskapresse Sp. z o.o.
Realizacja serwisu: Gratka Technologie Sp. z o.o.

Mapa serwisu | Dla prasy | Kontakt | O nas | Regulamin | Prywatność | Reklama | eGazety | Sklep internetowy