Ważne
    Poetka, która mówiła prosto o fundamentalnych sprawach

    Poetka, która mówiła prosto o fundamentalnych sprawach

    Aleksandra Sulawa

    Aktualizacja:

    Dziennik Polski 24

    Julia Hartwig miała 95 lat
    1/2

    Przejdź do
    galerii zdjęć

    ©fot. Małgorzata Genca

    Zmarła Julia Hartwig - wybitna poetka, tłumaczka i eseistka. Miała 95 lat
    - Czułość. To pierwsze słowo, które przychodzi mi do głowy, kiedy myślę o wierszach Julii Hartwig - mówi krytyczka literatury, Justyna Sobolewska. - To poezja lśnień, błysków, chwytania momentów, głos bardzo osobny i bardzo osobisty.

    Swój pierwszy „osobny głos” Julia Hartwig opublikowała w międzyszkolnej gazetce „W słońce”, w 1936 roku. Miała wtedy 15 lat i raczej nikt się nie spodziewał, że zostanie poetką.
    Ona - córka fotografa i gospodyni domowej, bez literackich tradycji w rodzinie. Po tym pierwszym utworze (bez tytułu), publikowała jednak kolejne: „Wiersz muzyczny” (1937 r.), „Samotni ludzie” (1938 r.) i „Pieśń o zaginionych” (1939 r.). Gdy wybuchła wojna, Julia Hartwig wstąpiła do Armii Krajowej, gdzie pełniła funkcję łączniczki. Równolegle studiowała polonistykę i romanistykę na Tajnym Uniwersytecie Warszawskim. Po wojnie edukację dokończyła na Uniwersytecie Warszawskim i Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Do poezji wróciła późno. Jej pierwszy powojenny tomik „Pożegnania”, ukazał się w 1956 roku, już po październikowym przełomie.

    Ponoć, kiedy pokazała swoje utwory Miłoszowi, ten skrzywił się i powiedział: „To o miłości. Miłość to nie jest temat na wiersze”. Nie miał racji. Hartwig o miłości, a obok niej o harmonii, pięknie, szczęściu, pisała przez całe życie. - To były piękne, epigramatyczne wypowiedzi, filtrowane przez jej własną wrażliwość - mówi o poezji Julii Hartwig historyk literatury, Wojciech Ligęza. - Wystrzegała się bezpośredniej emocjonalności, uczucia wyrażając obrazem i metaforą. - Miała zdolność zwięzłego, lecz nie banalnego mówienia o rzeczach fundamentalnych - dodaje historyk literatury, Aleksander Fiut.

    Julia Hartwig opublikowała dziewięć tomików wierszy, m.in. „Czułość”, „Jasne niejasne”, „Błyski”. Sporą część jej dorobku stanowiły tłumaczenia - na język polski przekładała przede wszystkim z francuskiego, ale też z niemieckiego i angielskiego, na warsztat zwykle biorąc dzieła trudne, tak ze względu na język, jak i osobowość ich twórców: Apollinaire’a, Ginsberga czy Michaux. Pisała też utwory dla dzieci. Angażowała się w działalność kulturalną - była członkinią Związku Literatów Polskich i polskiego PEN-Clubu - i polityczną. Była związana z NSZZ Solidarność, należała do sygnatariuszy „Memoriału 101”- wystąpienia polskich intelektualistów przeciwko zmianom konstytucji PRL.

    Ceniono ją, nazywano „jedną z najwybitniejszych”, jednak rzadko nagradzano. Jednym z najważniejszych wyróżnień, jakie otrzymała, była nagroda im. Wisławy Szymborskiej, którą wręczono jej w 2014 roku. - Ta gala była dla mnie najbardziej wzruszająca ze wszystkich dotychczasowych - wspomina Michał Rusinek, literaturoznawca, prezes Zarządu Fundacji im. Wisławy Szymborskiej. - Pani Julia i pani Wisława znały się i przyjaźniły. Były też w jakiś sposób do siebie podobne, łączyło je pokolenie i doświadczenia. Pamiętam, że po gali, jakiś nieco wścibski dziennikarz spytał panią Julię, na co przeznaczy otrzymaną właśnie nagrodę. Odpowiedziała po prostu, że chciałaby jeszcze raz pojechać do Paryża. Piękne marzenie, którego jednak nie udało jej się zrealizować.

    To chęć odkrywania świata towarzyszyła Julii Hartwig do końca. - Ona mocno stała po stronie życia, nastawiona na widoki, smaki, zapachy, doznania - wspomina Ligęza. - Sceptyczna i analityczna, a jednocześnie otwarta i autentycznie zaciekawiona drugim człowiekiem. Ta ciekawość świata i zamiłowanie do zwięzłej, czytelnej formy sprawiły, że czasem porównywano ją z Wisławą Szymborską.

    - Kiedyś pani Julia i pani Wisława miały czytać wiersze na wieczorze poetyckim w krakowskim kościele pod wezwaniem Bożego Ciała - wspomina Rusinek. - Poprzedzająca spotkanie msza nieco się przedłużyła, więc panie usiadły sobie w przedsionku. Siedziały, rozmawiały, aż w pewnym momencie do świątyni weszły dwie dziewczyny. Na widok poetek, padły przed nimi na kolana - oczywiście twarzą do pań, a tyłem do ołtarza - i tak klęcząc zaczęły wygłaszać pochwalne frazy na cześć dwóch wybitnych poetek. Obie panie były zarazem zakłopotane i rozbawione.

    Julia Hartwig zmarła w piątkowy wieczór w domu swojej córki, w Pensylwanii. Odeszła we śnie.

    WIDEO: Mówimy po krakosku - odcinek 12. Zróbże, idźże, weźże

    Autor: Gazeta Krakowska, Dziennik Polski, Nasze Miasto




    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Nie przegap

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama