„Dunkierka” jak szwajcarski zegarek: finezyjne połączenie...

    „Dunkierka” jak szwajcarski zegarek: finezyjne połączenie obrazu, dźwięku i dramatu [RECENZJA]

    Zdjęcie autora materiału
    Zdzisław Haczek

    Aktualizacja:

    Gazeta Lubuska

    Po filmie Christophera Nolana jeszcze długo brzmi w uszach tykanie zegara.
    „Dunkierka” jak szwajcarski zegarek: finezyjne połączenie obrazu, dźwięku i dramatu [RECENZJA]
    1/5

    Przejdź do
    galerii zdjęć

    Pod koniec maja 1940 r. pod francuską Dunkierką stłoczyło się prawie 400 tys. żołnierzy brytyjskich, ale też francuskich i belgijskich. Wyparci na plażę, dziesiątkowani przez niemieckie lotnictwo i artylerię, wyczekiwali ewakuacji. Winston Churchill powiedział swoim dowódcom, że chciałby, aby uratowano choćby 30-40 tys. żołnierzy, tak potrzebnych, by później chronić Wielką Brytanię przed hitlerowską inwazją. Tymczasem...

    Film Christophera Nolana jest właśnie o owym „tymczasem”. I od razu ujawniam: nastawcie się na widowisko wojenne w nowatorskim wymiarze. Twórca „Dunkierki” bynajmniej nie zamierzał się ścigać na urwane głowy i ręce z „Szeregowcem Ryanem” Stevena Spielberga (słynna sekwencja amerykańskiego szturmu na normandzkie plaże Omaha w 1944 r.).

    Dunkierka - zwiastun:


    Przeciwnie. Tu śmierć jest wszechobecna, ale nie widowiskowa. Widowisko - jeśli w ogóle można tak to określić - kradną tu strach i beznadzieja. „Dunkierka” pokazuje ludzi w potrzasku.

    Tę samą scenę dramatu oglądamy oczami kilku bohaterów z różnych punktów widzenia. Młodziutki Tommy (Fionn Whitehead) chce tylko przetrwać. Podobnie jak tysiące stojących w kolejkach na plaży jego kolegów. Może uda się ich przechytrzyć, wbiegając na okręt wojenny z rannym na noszach? Tylko co z tego, gdy kadłub ratunkowego statku może w każdej chwili zamienić się w tonącą, metalową trumnę?

    Farrier (Tom Hardy) na swoim zwinnym myśliwcu spitfire daje popalić niemieckim messerschmittom i obciążonym bombami heinklom. Dawson (Mark Rylance) jak zahipnotyzowany płynie swoją turystyczną łupiną ku plażom Dunkierki. Komandor Bolton (Kenneth Branagh) z niepokojem wpatruje się w niebo z wysokości podziurawionego pociskami pirsu...

    I tu dochodzimy do źródła siły „Dunkierki”. Oszczędne dialogi, czasami wręcz poetyckie ujęcia żołnierzy na plaży, kamera blisko twarzy. I jeszcze to tykanie zegara - dźwiękowy lejtmotyw, który co rusz zastępuje frazy kompozycji maestro Hansa Zimmera. Niby Kenneth Branagh tylko patrzy, niby Tom Hardy wciąż siedzi w kabinie samolotu, a ekran eksploduje napięciem właściwym...thrillerom.

    W kolejnych scenach dostajemy kulminacje osobistych dramatów bohaterów, stojących przed moralnymi wyborami... I teraz już wiemy, co Christopher Nolan - twórca fantastycznych widowisk „Incepcja”, „Interstellar” czy „Mroczny Rycerz”, sensacyjnego „Memento” z odwróconą kolejnością zdarzeń fabuły - zrobił z (traktowanym realistycznie) tematem wojny.

    Dał nam film antywojenny. Gdzie nawet nie pokazuje nam Niemca (poza jakimś przemazaniem w kadrze). W „Dunkierce” oglądamy, ile człowieka mieści się w żołnierzu, który znalazł się w potrzasku. I każe koledze zapychać dziury w przestrzelonym kadłubie kutra, choć kule świszczą... Ale też ile bohaterstwa mogą mieć w sobie przegrani.
    Poczucie klęski to stan umysłu?

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Nie przegap

    Wideo