W mieście powołano sztab kryzysowy, będą wzmocnione siły porządkowe, bowiem istnieje - jak to ujęto - "poważna obawa manifestacji tzw. obrońców krzyża, co może przerodzić się w demonstrację polityczną". Żeby pielgrzymkowe miasto musiało się bronić przez obrońcami krzyża, tego jeszcze nie było. Najwyraźniej w życiu publicznym pokonujemy bez trudu kolejne granice absurdu.
Żeby Częstochowa, pielgrzymkowe miasto, musiała się bronić przed obrońcami krzyża? Tego jeszcze nie było
Być może w Częstochowie wiedzą więcej, ale patrząc na doświadczenie warszawskie, przynajmniej dotychczasowe, bowiem nikt nie wie, jak się sprawa
ostatecznie rozwinie, grupa obrońców krzyża jest mało liczna, a dodatkowo jej liczebność zależy od pogody. W upalne noce czuwanie trwało, gdy nastały deszcze - przywiązanie do krzyża zdecydowanie osłabło. Tak bardzo, że nikt go nie chronił, wyjąwszy dziennikarzy goniących za newsem.
Władzom Częstochowy można więc na wszelki wypadek doradzić, aby sztab kryzysowy, skoro już został powołany, przygotował się na wyjątkowy najazd mediów krajowych i zagranicznych, na dziesiątki, a może i setki kamer, które będą śledziły każdy krok pielgrzymki z krzyżem. Może ich być zdecydowanie więcej niż tzw. obrońców krzyża, co oczywiście nie wyklucza politycznej manifestacji. Może nawet taką polityczną manifestację sprowokuje, bowiem widok kamer zwykle działa podniecająco. Krzyż spod prezydenckiego pałacu ma swoją wielką wagę polityczną. Niestety, wydaje się, że jest ona większa niż modlitewny żar i pamięć o wszystkich ofiarach katastrofy.
Jeśli zaś idzie o podniecający widok kamer, prawdziwe katusze zaczynają przeżywać opozycyjni posłowie komisji śledczej zwanej hazardową. Mogą zostać pozbawieni kamer przez przewodniczącego Mirosława Sekułę, który napisał końcowe sprawozdanie, chce, aby posłowie nad nim szybko pracowali i ewentualnie szybko napisali zdania odrębne, których powstanie jest zresztą oczywistą oczywistością. Poziom emocji posłanki Kempy i posła Arłukowicza przekroczył właściwie wszystko, co dotychczas oglądaliśmy podczas różnych komisji śledczych. Być może poseł Sekuła - przez opozycję potępiany słowami zupełnie nieparlamentarnymi, bowiem posiedzenia komisji prowadzi w miarę sprawnie, dzięki czemu najdłuższe przesłuchanie trwało zaledwie 16 godzin - zbytnio się pośpieszył i powinien dać posłom jeszcze te kilka tygodni na wytrwałe studiowanie kolejnych porcji dokumentów w zaciszu sejmowych pomieszczeń, gdzie zwykle studiuje się dokumenty tajne. Tym bardziej że obrad plenarnych i tak nie będzie, bowiem Sejm idzie w sierpniu i wrześniu do remontu, więc członkowie komisji czasu będą mieli sporo, a media z pewnością dopilnują, by solidnie pracowali, bowiem potrzebne będą newsy.
Staram się jednak przewodniczącego zrozumieć, bowiem zgodnie z ustawą on się ze swoich obowiązków wywiązał, projekt sprawozdania końcowego, choć oczywiście zbyt mało rajcujący politycznie, ale dość solidny, napisał, do czego jest ustawowo zobligowany, i może chcieć wyjechać na wakacje. Nie jest jednak powiedziane, że wobec tak głośno wyrażanych emocji w Sejmie też potrzebny będzie sztab kryzysowy. Ciekawe, jak nowy marszałek ten problem rozwiąże. I tak toczy się życie zwane politycznym.