piątek 03 września 2010 r. imieniny obchodzą: Izabela, Szymon, Joachim

Polska » Komentarze » Artykuł

Słuchając prezesa PiS, wydaje się, że jasność jest, ale jakby jej nie było

Słuchając prezesa PiS, wydaje się, że jasność jest, ale jakby jej nie było

(© Polska)

Polska Janina Paradowska

2010-03-14 23:12:08, aktualizacja: 2010-03-15 10:25:14

Nie ma koalicji PiS - SLD w mediach publicznych - powtarza niezmiennie chór działaczy obu partii i wszyscy do tego właściwie przywykli, swoje wiedząc. Taka to już uroda tej koalicji, że jest, ale jej nie ma.

Podział stanowisk trwa, aż miło patrzeć, jak strony posady sobie wyrywają, koalicja rozrasta się nie tylko na szczeblu centralnym, zawitała także w regiony, ale w gruncie rzeczy nie bardzo wiadomo, kto te roszady robi. Ot, tak jakoś się dzieje. Nie pierwsza to zresztą koalicja w Polsce, która jest, ale jakby jej nie było. I rzecz dotyczy nie tylko mediów.

Także na szczeblach rządowych takie twory w przeszłości, i to nie bardzo odległej, się zdarzały. Teraz jednak powinniśmy wreszcie uwierzyć, że koalicji medialnej rzeczywiście nie ma, bowiem głos w sprawie zabrał sam prezes Jarosław Kaczyński, który stanowczo orzekł, że nie tylko jej

nie ma, ale generalnie w przyszłości żadnej koalicji z SLD nie będzie. Przecież prezes PiS nawet nie zna prezesa TVP, a więc o co chodzi?

Prawo i Sprawiedliwość jest zresztą partią, która nie prowadzi polityki transakcyjnej, czyli takiej, gdzie w różnych obszarach podejmuje się decyzje na zasadzie transakcji z różnymi grupami interesu. Najwyraźniej wszystkie inne partie politykę transakcyjną, godną potępienia prowadzą, stąd wielka samotność PiS i jego nadzwyczajnie niski tak zwany "współczynnik koalicyjności".

Po tej definicji prezesa wszystko zostało w pełni wyjaśnione. W mediach żadnych grup interesu nie ma, a więc nie ma też możliwości zawierania transakcji. Jest tylko szlachetna idea ratowania mediów publicznych, którą prezes wyjawił, a że przypadkiem zebrało się kilka osób akurat z PiS i SLD, które połączyła ta wspólna misja ratowania misji, więc trudno PiS obarczać winą za koalicję niebędącą koalicją.

Po prostu realizowany jest cel szlachetny przez ludzi dobrej woli, a że przy okazji pojawiła się możliwość prowadzenia misji ochrony kampanii prezydenckiej, a już zwłaszcza wizerunku Lecha Kaczyńskiego, co w roku wyborów prezydenckich nie jest sprawą błahą, ani małą, to tylko przypadkowy dodatek do misji głównej. Takich darów niepochodzących z żadnej transakcji przecież się nie odrzuca.

Zawiłe to wszystko, ale myśl prezesa czasami ścieżkami dość krętymi podąża i nawet członkowie partii miewają kłopot z nadążaniem, wskutek czego się gubią. Niektórzy tak się pogubili, że z partii wypadli, a jeden nawet samodzielnie startuje na prezydenta, nacierając na dodatek na prezydenta urzędującego, choć był kiedyś numerem drugim w PiS. Jeśli numer dwa nie nadążał za numerem jeden, to co mają powiedzieć członkowie bardziej zwyczajni?

Rzecz jednak jest poważniejsza niż media. Przecież celem zasadniczym PiS jest wyrwanie Polski z rąk Donalda Tuska i jego partii, z rządów najgorszych z możliwych i tym samym uratowanie jej. Czy dla takiego celu nie warto szukać sprzymierzeńców, nawet jeśli akurat znajdą się w SLD? Czy Polska to cel mniejszy niż media, nawet publiczne?

Doświadczenie uczy przecież, że to, co się prezesowi marzy, czyli koalicja z częścią Platformy Obywatelskiej, może się nie udać. Taki pomysł już w przeszłości przerabiano w pokoju posłanki Renaty Beger. Nazywało się to koalicją z Samoobroną bez Leppera, co oczywiście nie miało absolutnie żadnych znamion polityki transakcyjnej i było jedynie częścią wielkiego wzmożenia moralnego.

Wszystkie komentarze »

Komentarze (34)

Sonda

Czy w polskich szkołach powinno odbywać się nauczanie religii?

Reklama

Polska»

Copyright © Polskapresse Sp. z o.o.
Realizacja serwisu: Gratka Technologie Sp. z o.o.

Mapa serwisu | Dla prasy | Kontakt | O nas | Regulamin | Prywatność | Reklama | eGazety | Sklep internetowy