Huśtawka mogła zabić 2,5-latka. Rodzice powiadomili policję

Bogumił Storch
Bogumił Storch
Rodzice dziecka twierdzą, że na tej huśtawce syn rozbił głowę. Na kilku innych zdjęciach, które zrobili, widać, że nie jest ona przytwierdzona do podłoża. Chłopiec został poważnie ranny w głowę
Rodzice dziecka twierdzą, że na tej huśtawce syn rozbił głowę. Na kilku innych zdjęciach, które zrobili, widać, że nie jest ona przytwierdzona do podłoża. Chłopiec został poważnie ranny w głowę nadesłane
2,5-latek podczas zabawy spadł z huśtawki. Mimo że dziecko krwawiło, nie wezwano karetki. Dyrektorka tłumaczy, że nie było takiej potrzeby. Policja i prokuratura sprawdzają, czy w przedszkolu doszło do zaniedbań.

Trwa dochodzenie w sprawie wypadku, do którego doszło w ubiegłą środę w prywatnym przedszkolu „Małe Smerfy” w Wadowicach, gdzie po upadku z huśtawki 2,5-letni chłopiec, ze wstrząsem mózgu i obrażeniami głowy, trafił do szpitala.

Rodzice poszkodowanego dziecka twierdzą, że przedszkolanki nie udzieliły mu należytej pomocy.

Nie wezwali karetki

Chłopiec trafił do Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Prokocimiu, z - jak mówi pan Łukasz, jego ojciec - „dziurą w głowie” i wstrząsem mózgu.

Do wypadku doszło w czasie zajęć, podczas zabawy w ogródku przy przedszkolu. W pewnej chwili maluch - jak sam relacjonował rodzicom - stracił równowagę, spadł z huśtawki i przy tym mocno uderzył się w głowę. Rana na potylicy krwawiła.

Rodzice mają głównie pretensje o to, co się stało już po tym zdarzeniu. Dziecko na pogotowie zabrały bowiem, dopiero po 45 minutach od wypadku, matka i babcia.

- Zadzwonili do nas, że był wypadek. Do czasu, aż żona przybyła na miejsce, jedyne co zrobiono, to przemywano synkowi ranę na głowie wodą z kranu. Nikt w przedszkolu nawet nie pomyślał, że urazy głowy u małych dzieci mogą być groźne i nie zadzwonił po pogotowie - mówi zbulwersowany ojciec dziecka.

Z relacji pana Łukasza wynika, że stan dziecka pogarszał się z każdą chwilą, a po przewiezieniu go na oddział ratunkowy przy szpitalu w Wadowicach, chłopczyk stracił przytomność.

Kto zawinił?

Dziecko wymagało specjalistycznej pomocy, dlatego zostało przewiezione do Szpitala Dziecięcego w Prokocimiu. Lekarze zdiagnozowali obrzęk śródczaszkowy, wstrząs mózgu i ranę w głowie, głęboką na centymetr.

- Mój klient powiadomił prokuraturę w Wadowicach o możliwości popełnienia przestępstwa. Odpowiedzialność za to, co się dzieje z dzieckiem w przedszkolu, zgodnie z prawem, spoczywa na jego pracownikach i dyrekcji - mówi Krzysztof Lewandowski, prawnik, który od poniedziałku reprezentuje rodzinę dziecka.

Wadowicka policja, pod nadzorem prokuratury, sprawdza teraz, czy tego wypadku można było uniknąć, czy huśtawka była sprawna i odpowiednio zabezpieczona, a dziecko znajdowało się pod opieką dorosłych i czy już po wydarzeniu zapewniono mu odpowiednią pomoc.

- Sprawę już znam, a działania obecnie prowadzi policja. Akta mają do nas trafić we wtorek lub w środę - mówi Sebastian Kiciński, prokurator rejonowy z Wadowic.

Dyrektorka przedszkola potwierdza, że do wypadku rzeczywiście doszło: „Jesteśmy już po pierwszych przesłuchaniach i kontrolach” - napisała w przesłanym do nas oświadczeniu, w którym przedstawiła swoją wersję wydarzeń: „Dziecko upadło na plecy i uderzyło się w głowę. Czapeczka zrobiła nacięcie skóry z tyłu głowy na około 0,5 cm” - tłumaczy i dodaje, że nie było przesłanek do wezwania karetki.

„Chłopiec był w pełni świadomy, przytomny i kontaktowy, w przedszkolu nie zemdlał ani nie wymiotował. Krwawienie, które było minimalne, bardzo szybko ustało. Na pytanie, czy wszystko w porządku, odpowiedział, że tak” - napisała dalej.

Po zdarzeniu tata chłopca zrobił zdjęcia placyku zabaw. Wyraźnie widać na nich, że feralna huśtawka stoi na trzech nóżkach nieprzytwierdzonych do podłoża na stałe.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Materiał oryginalny: Huśtawka mogła zabić 2,5-latka. Rodzice powiadomili policję - Gazeta Krakowska

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

p
pracownik szpitala
Pracuje w Szpitalu w Prokocimiu dziecko ze szpitala wyszlo po dwoch dniach. Miał wykonany Rezonans chlopiec sie bawil, smial nie bylo mu nic . Ojciec sieje ferment i zeznaje nie prawde. Czyzby chodzilo o odszkodowanie??? Dziecko nie mialo zadnego obrzeku bzdura!!!
D
D
Wszystkiemu winne "niemieckie" media które roztrząsają takie "SENSACJE" w stylu: "dziecko o mało się nie zabiło", "policja zatrzymała rowerowy gang", "kotek nie zszedł z drzewa" czy chociażby "polacy bili żydów bardziej niż niemcy".
Sprawdzcie kto wydaje GAZETĘ "KRAKOWSKĄ"
Wróć na i.pl Portal i.pl