Menu Region

Lasy ocaliłyby Birmę przed tragedią

Lasy ocaliłyby Birmę przed tragedią

Polska

"The Times"

Prześlij Drukuj
Milion ludzi pozostaje bez dachu nad głową po przejściu nad Birmą cyklonu "Nargis". Takie szacunkowe dane podała wczoraj ONZ. Tymczasem zdaniem sąsiadów kraju, gdyby nie rabunkowa gospodarka birmańskiej junty, skala tragedii byłaby na pewno o wiele mniejsza.

Zdaniem Surina Pitsuwana, sekretarza generalnego skupiającej państwa regionu organizacji ASEAN, wojskowa junta pozwoliła wykarczować tysiące kilometrów kwadratowych nadmorskich lasów mangrowcowych. Na ich miejscu powstały hotele i fermy ryb oraz krewetek. Źródło cennych dla dyktatury dewiz.

Tymczasem mangrowce stanowią najlepszą ochronę przed falami i burzami. Ich rozłożyste korzenie spowalniają i osłabiają uderzenia fal.

Po tsunami na Oceanie Indyjskim w 2004 r. tylko w jednej wiosce na Sri Lance zginęło 6 tys. osób. Tam mangrowce zostały wycięte, a w sąsiedniej osadzie schowanej za gęstym lasem mangrowcowym zginęły zaledwie dwie osoby.

We wtorek w Nowym Jorku rząd Birmy oficjalnie zwrócił się do ONZ z prośbą o pomoc, jednak nadal władze tego kraju opierają się przed wpuszczeniem ekip ratowniczych, które zapewniłyby ludności najbardziej podstawową formę wsparcia.

W trzy dni po tym, jak cyklon popychający falę o wysokości 7,5 metra spustoszył deltę rzeki Irawadi, nadal nie ma skoordynowanej akcji ratowniczej.

W okolicy Rangunu są miasta, gdzie nie przetrwał żaden budynek. Koczujący pod gołym niebem ludzie nie mają wody pitnej, prądu i żywności. Ratownicy, którzy wojskowymi śmigłowcami lecieli nad regionem, widzieli zalegające na polach stosy zwłok.

Nawet w samym Rangunie, który w porównaniu z resztą regionu ucierpiał mniej, rozmiar tragedii zapiera dech. Drogi tarasują połamane drzewa. Lżejsze domostwa z drewna i blachy stalowej zniknęły z powierzchni ziemi, w cięższych cyklon powybijał okna i zerwał dachówkę. Resztę zniszczeń spowodowały przewracające się drzewa.

Ceny żywności, paliwa, a nawet niezbędnych do przeprowadzenia podstawowych napraw gwoździ podskoczyły o kilkaset procent.

Mimo tak dotkliwej potrzeby pomocy humanitarnej organizacje mające możliwość zapewnienia profesjonalnego wsparcia wciąż nie są wpuszczane na teren kraju.

A sama Birma nie radzi sobie z niesieniem pomocy. Wojskowe śmigłowce zrzucają mieszkańcom zalanych wiosek butelkowaną wodę i żywność. Ale jest ich o wiele za mało.

Dodatkową trudność stanowią warunki geograficzne w regionie delty Irawadi. Ze względu na brak dróg i dużą ilość wód transport odbywa się powoli, głównie łodziami. Cyklon zniszczył większość z nich i zatopił nieliczne drogi.

Tysiące samochodów czekają po sześć godzin na przydziałowe 9 litrów benzyny. Ze względu na brak prądu, niezbędnego do pracy wodociągów, ludzie pozbawieni są wody pitnej. Nocą światło pali się tylko w oknach dużych, posiadających agregaty hoteli. Reszta regionu pogrążona jest w całkowitej ciemności.

Za strefę największego zniszczenia uznano siedem obszarów. Tam cyklon "Nargis" zniszczył od 90 do 95 proc. zabudowań.

- Regiony, w których zniszczył mniej niż 60 proc., nie są uważane przez rząd za priorytetowe - powiedział "Timesowi" Andrew Kirkwood z organizacji dobroczynnej Save The Children. - To chyba dobrze ilustruje skalę problemu.

Tłum. Lidia Rafa

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się