- To moment wielkiego bólu dla wszystkich Włochów - powiedział w poniedziałek wieczorem minister zdrowia Maurizio Sacconi, informując o śmierci Eulany. Od kilku dni rząd Silvio Berlusconiego próbował pośpiesznie przeprowadzić przez parlament ustawę, która nakazałaby lekarzom ratowanie życia kobiety.
Eutanazja 38-letniej ofiary wypadku samochodowego podzieliła włoskie społeczeństwo. O "godną śmierć" dla córki od lat zabiegał jej ojciec Beppino Englaro, bo jeszcze przed wypadkiem młoda wówczas dziewczyna powiedziała, że chciałaby umrzeć, gdyby znalazła się w stanie śpiączki.
W listopadzie ub. roku włoski Sąd Najwyższy wydał wyrok, który pozwolił na przeprowadzenie eutanazji. Po stronie ojca stanęli lekarze, twierdząc, że mózg Eluany uległ uszkodzeniom, które nigdy nie pozwolą wybudzić jej ze śpiączki.
Centroprawicowy rząd Berlusconiego próbował jednak przeforsować dekret, który miał zatrzymać eutanazję. Przeciw temu zaoponowała lewica, łącznie z prezydentem Giorgio Napolitano, który odmówił podpisania dekretu jako niezgodnego z konstytucją.
Wówczas rząd postanowił ominąć prezydenta, forsując ustawę parlamentarną. Ekspresowe prace legislacyjne miały się zakończyć już za kilka dni.
Po stronie rządu opowiedział się włoski Kościół, katolickie środowiska lekarskie, a nawet papież Benedykt XVI. W efekcie włoskie społeczeństwo podzieliło się, a w ostatnich dniach w kraju odbywały się demonstracje zwolenników i przeciwników eutanazji.
W debacie na ten temat odwołano się nawet do słów Jana Pawła II, który w 2005 roku na łożu śmierci powiedział: "Pozwólcie mi odejść do domu Ojca". Zwolennicy eutanazji potraktowali ten cytat jako dowód, że sam Papież Polak nie chciał, by go za wszelką cenę podtrzymywano przy życiu. Przeciw takiej interpretacji zaoponował jednak jego osobisty lekarz Renato Buzzonetti.