Menu Region

Śmierć Andrzeja Dziewita. Zawiedli ludzie i instytucje

Śmierć Andrzeja Dziewita. Zawiedli ludzie i instytucje

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Tomasz Plaskota (AIP)

1Komentarz Prześlij Drukuj
Operatorka numeru 112 nie wysłała karetki do proszącego o pomoc Andrzeja Dziewita. Doszło do tragedii Operatorka numeru 112 nie wysłała karetki do proszącego o pomoc Andrzeja Dziewita. Doszło do tragedii

Operatorka numeru 112 nie wysłała karetki do proszącego o pomoc Andrzeja Dziewita. Doszło do tragedii (© Fot. Tomasz Bolt)

W tej historii zawiodło wielu ludzi i instytucji. Operatorka numeru 112, lekarze, policjanci, prokuratura. – Instytucje, które powinny zająć się wyjaśnieniem sprawy, nie zachowały nawet pozorów, że to robią – ocenia syn zmarłego, Daniel Dziewit.
5 grudnia 2014 r. na numer 112 zadzwonił 68-letni Andrzej Dziewit, mieszkający samotnie, emeryt z Tychów. – Jestem cały pokrwawiony i pobity, nawet nie mogę się położyć – taką informację usłyszała operatorka Centrum Powiadamiania Ratunkowego w Katowicach. Dziewit dodał, że w jego mieszkaniu są osoby, które zachowują się wobec niego agresywnie. Daria M., operatorka numeru 112, nie wysłała karetki. Poradziła, żeby zamknął drzwi na klucz i nie wpuszczał nikogo do mieszkania. Na drugi dzień sąsiedzi znaleźli go martwego.

Daria M. podczas zeznań mówiła, że oceniła dzwoniącego, jako osobę pod wpływem alkoholu albo środków odurzających i dlatego zignorowała jego telefon. Zmarły abstynentem nie był, w chwili śmierci miał 1,3 promila alkoholu we krwi. Prokuratura prowadziła odrębne śledztwo, czy zaniechanie operatorki mogło przyczynić się do śmierci albo ciężkiego uszczerbku. Zostało ono umorzone. Zakład Medycyny Sądowej Uniwersytetu Medycznego w Lublinie ocenił, że nie można stwierdzić, aby brak reakcji ze strony operatorki numeru 112 w istotny sposób przyczynił się do pogorszenia stanu zdrowia albo śmierci Dziewita.

CZYTAJ TEŻ | WROCŁAW: MĘŻCZYZNA ZMARŁ NA PRZYSTANKU, BO ZA DŁUGO CZEKAŁ NA KARETKĘ


Przyczyn zgonu nie był w stanie określić Zakład Medycyny Sądowej z Katowic, który przeprowadził sekcję zwłok. Przed świętami prokuratura umorzyła śledztwo, nie ustaliła winnych. Uznała, że śmierć nastąpiła z „przyczyn chorobowych”. Nie uwzględniła wniosków syna zmarłego o ponowne przesłuchanie sąsiadów, którzy jego zdaniem, złożyli sprzeczne zeznania.

– Przez rok policja pod nadzorem prokuratury prowadziła śledztwo i uznała, że nic się nie stało. Nie można generalizować, nie uważam, że policja i prokuratura ogólnie źle działają, ale to z czym miałem do czynienia w sprawie śmierci mojego ojca, pokazuje, że instytucje, które powinny zająć się wyjaśnieniem sprawy, nie zachowały nawet pozorów, że ją wyjaśniają. Począwszy od lekarzy, którzy nie byli w stanie podać przyczyn zgonu, poprzez policjantów, którzy nie potrafili zabezpieczyć wszystkich śladów, a skończywszy na prokuratorze, który nie uwzględnił moich wniosków – mówi Daniel Dziewit. Na potwierdzenie swoich opinii opowiada o akcie zgonu ojca. – Podczas rozprawy o zrzeczenie się spadku w imieniu mojego dziecka, sędzina patrząc na akt zgonu spytała, co to jest. Powiedziała, że pracuje w zawodzie od 25 lat, ale czegoś takiego nie widziała. W akcie zgonu było wpisane tylko miejsce znalezienia zwłok – wspomina syn ofiary.

Daniel Dziewit pół roku po śmierci ojca otrzymał klucze do mieszkania i poprosił o dokonanie oględzin byłego technika kryminalistyki Komendy Stołecznej Policji, Roberta Duchnowskiego. – Nie posądzam policjantów o brak dobrej woli, ale nie dochowali należytej staranności. Pominęli ślady, które mogły być istotne dla wyjaśnienia sprawy. Za sofą, obok których leżały zwłoki, stały dwie nieotwarte butelki piwa, zamykane na korek ceramiczny oraz butelka z setką wódki. Nie zdjęto z nich śladów linii papilarnych. Były to piwa z „górnej półki”, a zmarły pił najtańsze piwa. Dwie butelki po tym piwie stały w kuchni, z nich także nie zdjęto śladów. Nie sprawdzono wszystkich kubków, które stały na stole w pokoju. Policjanci zabrali do zabezpieczenia kubek, pozostawili ucho od niego, a przecież na uchu są z reguły ślady linii papilarnych – mówi Duchnowski. Technik zwraca uwagę, że nie zbadano rozbitej lampki ubrudzonej krwią, która mogła być ważnym tropem w śledztwie. Teoretycznie zmarły mógł sam się zranić, ale jak podkreśla, nie spotkał się z takim zranieniem w swojej długoletniej praktyce zawodowej. – Praktycznie wszędzie w mieszkaniu była krew. Biegły sądowy na tej podstawie mógłby wiele powiedzieć o przebiegu zdarzenia – ocenił Duchnowski. Zdaniem syna ofiary, to niemożliwe, aby zmarły uderzył się poza mieszkaniem, ponieważ ślady krwi byłyby widoczne np. na korytarzu przed mieszkaniem. – Niejasne są zeznania świadków. Zwłoki mogły być przemieszczone przed przyjazdem Policji – dodał Duchnowski.

ZOBACZ TEŻ | NIETYPOWE POŁĄCZENIA Z NUMEREM 112. NIE WYOBRAŻACIE SOBIE, Z JAKIMI PROBLEMAMI DZWONIĄ LUDZIE


Sprawa pokazuje, że instytucje, które powinny służyć ludziom nie spełniły swoich obowiązków wynikających nie tyle z przepisów prawnych, co z obowiązku niesienia pomocy człowiekowi w chwili zagrożenia życia i zdrowia. Operatorka numeru 112 nie udzieliła pomocy mężczyźnie, który zadzwonił i powiedział, że krwawi, a ludzie, którzy są u niego w mieszkaniu, zachowują się agresywnie. Lekarze medycyny sądowej nie ustalili przyczyny śmierci. Policjanci nie zabezpieczyli i nie zbadali wszystkich śladów. Prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie śmierci, nie ustaliła winnych. Nie uwzględniła wniosków syna zmarłego o ponowne przesłuchanie sąsiadów, którzy jego zdaniem złożyli sprzeczne zeznania.
1

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

prawda o rodakach

+1 / -1

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Hostian (gość)  •

Czyli jak zawsze: prawdziwi Polacy-katolicy!

odpowiedzi (0)

skomentuj