Jak dowiedziała się "Polska", Platforma Obywatelska zrezygnowała z forsowania swojego projektu i zgodzi się, aby tym, nad którym odbędzie się dyskusja, był projekt obywatelski. - Nie będziemy składać własnego, nie ma na to zgody w klubie. Nie ma też dyscypliny partyjnej podczas głosowania - potwierdza w rozmowie z "Polską" autorka ustawy PO poseł Agnieszka Kozłowska-Rojewicz. Z
ramienia Platformy będzie rekomendować posłom, by projekt obywatelski po pierwszym czytaniu skierować do komisji sejmowej. I zaznacza, że swój zgłosi w formie poprawki, kiedy ustawa obywatelska już do komisji trafi.
Projekt PO jest skonstruowany podobnie jak ten Kongresu Kobiet, różnica jest w kwotach. Autorzy obywatelskiego projektu domagają się równego - po 50 proc. - udziału mężczyzn i kobiet na listach do samorządu, Sejmu, Senatu i Parlamentu Europejskiego. Projekt poseł Agnieszki Kozłowskiej-_-Rojewicz proponuje zagwarantowanie miejsc kobietom w kwocie 30 proc. Lista, która by tego nie uwzględniła, nie byłaby zarejestrowana przez Państwową Komisję Wyborczą.
To już przesądzone. Na listach wyborczych do Sejmu kobiety będą miały zagwarantowane 30 proc. miejsc, a może i 50 proc.
Zanim jednak dojdzie do głosowania, 16 lutego w Sejmie pod patronatem marszałka Bronisława Komorowskiego odbędzie się międzynarodowa konferencja organizowana przez Kongres Kobiet, na której przedstawicielki będą nakłaniały posłów wszystkich opcji politycznych, by poparli ich projekt. Bo dziś, choć parytety popiera 60 proc. Polaków (CBOS), posłowie są wobec nich podzieleni, mimo powszechnych deklaracji, że zależy im na większym udziale kobiet w życiu publicznym. - Poprę ustawę parytetową - mówi Janusz Piechociński z PSL, ale zaraz dodaje, że bez rozwiązań systemowych parytety będą tylko rodzajem protezy i niczego nie zmienią. W podobnym tonie wypowiadają się Grzegorz Dolniak z PO i Adam Hoffman z PiS. - Sprawa wymaga debaty - mówią.
Debaty domagają się też sygnatariuszki listu "Nie chcemy parytetów", pod którym podpisało się ok. 2 tys. osób, w tym prof. Jadwiga Staniszkis. Grupa kobiet z Ruchu Obywatelskiego na rzecz Obrony Demokracji przed Parytetami w piątek spotkała się z marszałkiem Komorowskim. Przedstawiły one swoje argumenty. Ich zdaniem ustawa o parytetach nie zmieni rzeczywistości kobiet w Polsce, których udział w życiu politycznym hamuje spełnianie zawodowych, jak i rodzinnych funkcji. Domagają się rozwiązań, które uwolniłyby czas kobiety: zapewnienia większej liczby żłobków i przedszkoli, polityki prorodzinnej i zmian w systemie podatkowym. Uważają, że projekt ustawy lansowany przez Kongres Kobiet osadzony jest w lewicowej wizji świata i nie mówi o prawdziwych problemach kobiet. I wreszcie, że ustawa o parytetach dotyczy nie tylko kobiet, a całego społeczeństwa, i może oznaczać konieczność zmiany konstytucji. - Marszałek popiera otwartą debatę i obiecał objąć patronatem naszą konferencję - mówi "Polsce" dr Monika Michaliszyn, jedna z sygnatariuszek listu.
Czym zakończy się ta debata, trudno dziś osądzać, choć z sondażu przeprowadzonego wśród parlamentarzystów przez "Polskę" wynika, że szanse na uchwalenie mają parytety 30-procentowe. Pozostaje pytanie: kiedy. - Proces legislacyjny po_trwa dłużej, zachodzi konieczność konsultacji opinii - przyznaje Grzegorz Dolniak. Jednak w kręgach PO mówi się, że o ile tegoroczne wybory samorządowe będą jeszcze wolne od parytetów, to już przyszłoroczne parlamentarne odbędą się zgodnie z ustawą parytetową.
Współpraca: Karol Górski
Cały tekst przeczytasz w papierowym wydaniu dziennika "Polska"