niedziela 01 sierpnia 2010 r. imieniny obchodzą: Nadia, Justyna, Piotr

Polska » Fakty » Kraj » Artykuł

Balcerowicz: Podatek liniowy byłby bardzo korzystny dla Polski

Balcerowicz: Podatek liniowy byłby bardzo korzystny dla Polski

Leszek Balcerowicz (© Jakub Szymczuk/POLSKA)

Polska

2010-01-11 08:28:14, aktualizacja: 2010-01-11 13:20:09

Dla gospodarki najniebezpieczniejsi są intelektualiści i kawiarniani ideolodzy, którzy nałykali się abstrakcyjnych doktryn bez żadnej ich konfrontacji z życiem gospodarczym - mówi "Polsce" były minister finansów Leszek Balcerowicz

Z prof. Leszkiem Balcerowiczem rozmawiają Mira Suchodolska i Paweł Rożyński

Czy kryzys wywrócił do góry nogami kanony ekonomii?
Nie mam takiego wrażenia. Z tego kryzysu nie można wyciągać tak rewolucyjnych wniosków. A zwłaszcza w sensie rewolucji socjalistycznej.

Uświadomiliśmy sobie, jak łatwo ożywić gospodarkę, dodrukowując pieniądze. Pana, zwolennika twardej polityki gospodarczej, to nie szokuje?
Po pierwsze, to nie jest nowa praktyka, a znana od wieków. Przynajmniej od czasów, gdy pieniądz stał się papierowy, czyli oderwał się od kruszcu. Po drugie, trzeba pamiętać o konsekwencjach takiej praktyki.

W kręgach zawodowo zajmujących się ekonomią coraz intensywniej zastanawiamy się, w jaki sposób świat rozwinięty wyjdzie z z tej zwiększonej masy pieniądza, która była jednym z narzędzi łagodzenia kryzysu w Stanach Zjednoczonych czy Wielkiej Brytanii. Banki centralne mają instrumenty do odczerpywania zbyt dużej masy pieniądza z rynku. Można to robić, np. oferując bankom, które mają nadwyżki gotówki, odpowiednio oprocentowane lokaty. Problem w tym, czy szefowie banków centralnych w tych krajach potrafią wyczuć odpowiedni moment, by zacząć akcję odczerpywania pieniędzy. Jeśli zrobią to za późno, dojdzie do wzrostu inflacji, jeśli za wcześnie, zaszkodzą ożywieniu gospodarczemu. Może też dojść do presji politycznej na dalsze podsycanie wzrostu dosypywaniem pieniędzy. Świat będzie się też musiał wycofywać z praktyki nacjonalizacji upadających przedsiębiorstw, głównie banków. Do nacjonalizacji niektórych banków doszło, o dziwo, w niewielkim stopniu we Francji, którą posądza się o etatystyczne ciągoty, a w większym stopniu w Wielkiej Brytanii i Niemczech czy USA. Na szczęście nie mamy potęgowania tego procesu - przeciwnie: banki stopniowo wychodzą spod państwowej kurateli. Tu warto zauważyć, że w niektórych krajach banki są od dawna publiczne i znajdują się pod wpływem polityki. W Niemczech mamy cały sektor banków, których właścicielami są rządy landów. I co bardzo ważne - prawie wszystkie te banki są w kryzysie. Mówię o tym, bo idzie to w poprzek popularnych tez, że kapitalizm się wali.

To może przynajmniej liberalizm. Chiny ze sterowaną gospodarką i sztywnym kursem waluty przeszły kryzys niemal bez szwanku, utrzymując imponujące tempo wzrostu.
Prawdą jest, że Chiny od końca lat 70. rosną w tempie dużo wyższym niż Zachód. Ale czy to powinno dziwić? Nie.
Bo Chiny przez ostatnie 300 lat cofały się w stosunku do Zachodu, który się gospodarczo rozpędzał. Utrzymywały bowiem absolutystyczny system, który tłumił rozwój. Dopiero w końcu lat 70. Chiny, nie ogłaszając tego, zaczęły de facto przechodzić na kapitalizm. I zaczęły się szybo rozwijać. By uruchomić rozwój, nie trzeba od razu przeskoczyć z systemu represyjnego do maksymalnie wolnego w gospodarce. Ważne, by pierwsza doza zmian była wystarczająco duża, a po niej poszły następne.

Teraz pieszczochem inwestorów jest Brazylia. Jej prezydentem jest były związkowiec i populista Lula da Silva. Chwieje się dogmat, że populiści są niebezpieczni dla gospodarki.
Brazylia straciła mnóstwo czasu, choć może nie aż tyle, co Chiny, przez etatyzm. Przejawiał się on w protekcjonizmie, wielkim i marnotrawnym sektorze publicznym, a jednocześnie wielkich przywilejach socjalnych dla rozbudowanej administracji publicznej. Z tych problemów zaczęli wychodzić jeszcze przed pojawieniem się Luli za sprawą poprzedniego prezydenta Fernando Cardozo, który zresztą w młodości był lewicowym intelektualistą, ulegającym marksizmowi. Lula pozytywnie zaskoczył świat i mianował niezwykle konserwatywnego bankiera szefem banku centralnego, a poza tym jego rząd prowadził ostrożną politykę budżetową. W efekcie Brazylia ma tylko niewielki deficyt. Jednakże ze względu na nadmierną rolę państwa, czyli polityki, w gospodarce Brazylia nie była i do tej pory nie jest prawdziwym tygrysem, jakimi były Korea Południowa, Tajwan czy Hongkong.

Jaki z tego morał?
Mam wrażenie, że ludzie, którzy otarli się o praktykę życia społecznego, łącznie ze związkowcami, mają mniejszą skłonność do lewicowych skrajności, które przejawiają się w ekspansji państwa w gospodarce.
Na przykład bardzo dobrym premierem był w Holandii Wim Kok, były związkowiec. Prosta obserwacja pokazuje, że najbardziej niebezpieczni są intelektualiści, którzy przychodzą zza biurka bądź kawiarnianego stolika. Ideolodzy, którzy nałykali się abstrakcyjnych doktryn - bez żadnej ich konfrontacji z życiem gospodarczym. Do takiej kategorii należeli Marks, Lenin, Trocki, Pol Pot.
strona: 1 z 4 »

Wszystkie komentarze »

Komentarze (17)

Sonda

Czy prowadziłeś kiedyś samochód pod wpływem alkoholu?

Reklama

Polska»

Copyright © Polskapresse Sp. z o.o.
Realizacja serwisu: Gratka Technologie Sp. z o.o.

Mapa serwisu | Dla prasy | Kontakt | O nas | Regulamin | Prywatność | Reklama | eGazety | Sklep internetowy