Menu Region

Nieznane plemię Indian sfotografowane w Brazylii

Nieznane plemię Indian sfotografowane w Brazylii

Polska

Wojciech Brzeziński

Prześlij Drukuj
Sześć pokrytych strzechą szałasów, kilka koszy i poletko manioku w sercu dżungli. Tak wygląda cały świat niewielkiego plemienia Indian, których dopiero wczoraj zobaczył świat.
Podobnych plemion na całym świecie jest ponad 100 lecz błyskawicznie wymierają, zabijane przez choroby i mordowane przez siepaczy szukających na ich terenach cennego drewna, kauczuku i ropy.

Zdjęcia niewielkiej wioski nieznanych dotąd wykonano z samolotu, bo nikt z badaczy nigdy nie przedarł się tak daleko wgłąb Amazonii.

Samolot przeleciał nad osadą dwukrotnie w odstępie kilku godzin. Za pierwszym razem mieszkańcy w panice zbiegli do lasu. Za drugim - kilkunastu z nich, pomalowanych w czerwone i czarne barwy wojenne próbowało przepędzić intruza, strzelając do niego z łuków.

Mimo to antropolodzy dobrze się przyjrzeli osadzie. Wiemy już, że Indianie cenią sobie bawełnę. Uprawiają też niewielkie poletka manioku. Ich wioska składa się z trzech szałasów mieszkalnych i trzech mniejszych pawilonów, w których przyrządzają posiłki, pletą kosze i przygotowują broń. Mężczyźni malują ciała czerwoną, a kobiety czarną farbą, przygotowywaną prawdopodobnie z dziko rosnących owoców. Według naukowców to plemię ma w okolicy jeszcze pięć podobnych wiosek.

Sesja fotograficzna, jaką zafundowano tubylcom nie była przypadkowa. Samolot został wynajęty przez FUNAI - brazylijski urząd chroniący rdzennych mieszkańców kraju. Poszukiwania tego plemienia były długie i intensywne.

- Zdecydowaliśmy sie na ten lot, żeby pokazać światu tych ludzi, ich domy, żeby pokazać że istnieją - tłumaczy Jose Carlos dos Reis Meirelles, ekspert FUNAI. - Są tacy, którzy wątpią w ich istnienie - dodaje.

Choć nie precyzuje, kim są "oni", to akurat jest jasne. Odizolowane indiańskie plemiona mają nieszczęście żyć na terenach bogatych w cenne gatunki drewna i, co najgorsze, w ropę naftową. Potężne lobby dąży do zlikwidowania rezerwatów i rozjechania dżungli buldożerami. A to byłoby prostsze, gdyby w tropikalnym lesie nikt nie mieszkał. Udokumentowanie istnienia nieznanych dotąd plemion może zablokować takie inwestycje.

Przykład: wczoraj w Peru ruszył proces wytoczony francuskiej firmie naftowej Perenco wytoczyła przez organizację amazońskich Indian AIDESEP.

Perenco chce rozpocząć wydobycie ropy na obszarze, na którym mieszkają co najmniej dwa plemiona, które nigdy nie widziały białego człowieka. Wiemy o nich, bo w 2001 r. ich niewielkie, nadrzeczne osady sfilmowano z samolotu.

Indianie twierdzą, że każde zetknięcie z zewnętrznym światem skończyłoby się dla tych "zaginonych" plemion prawdziwym holocaustem. Ci indianie nie mają bowiem odporności na przenoszone przez nas choroby. Nawet 80 proc. z nich mogłaby zabić grypa, zapalenie płuc czy odra. Przypadki takich demograficznych katastrof są, niestety bardzo powszechne. Chcą więc, by sąd zatrzymał buldożery.

Ale groźne sa nie tylko choroby. Indianie, którzy znajdują się na cennych gospodarczo obszarach już wielokrotnie padali obszarami rzezi.

Takiej, jak spotkała w Brazylii lud Cinta Larga ("Szerokich Pasów"). W 1963 r. bandyci uzbrojeni w pistolety i maczety zmasakrowali ich wszystkich - nawet starców i dzieci. Powód? Cinta Larga żyli na terenach wzdłuż rzeki Aripuana, na których firma Arruda, Junqueira&Co znalazła bogate lasy kauczukowe. Prezes firmy rozkazał wymordować wszystkich Indian, by nie przeszkadzali w ich eksploatacji.

Podobne masakry zdarzają się do dziś. I to nie tylko w Ameryce Południowej. Drwale, poszukiwacze złota i zwykli bandyci korzystają z faktu, że "nieodkryte" plemiona nie potrafią się bronić.

Tymczasem podobnych społeczności, które świadomie bądź nie odizolowały sie od nowoczesnego świata jest na świecie co najmniej 100. Niektóre, jak Andamanie z wysp na Oceanie Indyjskim są samotni od 60 tys. lat.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się