Menu Region

Domowe zwierzaki chronią od alergii

Domowe zwierzaki chronią od alergii

Polska

Anjana Ahuja "The Times"

Prześlij Drukuj
Dobre bakterie skóry i jelit bronią przed chorobami Zdaniem uczonych z ośrodka badawczego z Monachium, dzieci dorastające w towarzystwie psa są mniej narażone na alergie.
Zdaniem uczonych z ośrodka badawczego z Monachium, dzieci dorastające w towarzystwie psa są mniej narażone na alergie. Zespół pod kierunkiem profesora Joachima Heinricha ustalił, że w tej grupie mniej jest dzieci uczulonych na pyłki roślinne, kurz, kocią i psią sierść i zarodniki pleśni, a ponadto rzadziej występują takie schorzenia jak astma i egzema.

Z drugiej strony naukowcy z Uniwersytetu Plymouth zakomunikowali, że odsetek alergii pokarmowych nie uległ zmianie w ciągu ostatnich 20 lat.
A w dodatku grupa alergologów napisała w liście do redakcji "Timesa", że mamy do czynienia z "epidemią alergii, około 20 mln dzieci i osób dorosłych w Zjednoczonym Królestwie jest na coś uczulonych".

Jaka jest prawda? Istnieje tak zwana teoria bądź hipoteza higieniczna, zgodnie z którą współczesne życie stało się zbyt sterylne: w epoce środków czyszczących i dezodorantów systemy immunologiczne dzieci są wystawione na działanie zbyt małej ilości bakterii, aby się prawidłowo rozwijały. Z pewnością wypowiedzieliśmy wojnę zarazkom, ale zapadalność na niektóre choroby - astma, egzema, alergie oddechowe i choroby autoimmuno- logiczne takie jak artretyzm i stwardnienie rozsiane - niebotycznie wzrosła.

Wielka Brytania wysforowała się na pierwsze miejsce w Europie pod względem liczby astmatyków. Naukowcy wciąż szukają przyczyny. Jest jedna bardzo wymowna poszlaka: choroby te występują rzadko lub wcale w biedniejszych, mniej higienicznych krajach (gdzie, trzeba przyznać, dominują groźniejsze choroby takie jak cholera i tyfus).

Jest też inna poszlaka; im liczniejsza rodzina, tym mniej alergii. Jedna z tłumaczących to zjawisko teorii mówi, że młodsze dzieci zarażają się od starszych infekcjami, co wzmacnia ich odporność. Podobnie jest z dziećmi, które dorastały z kotami, psami lub w gospodarstwach rolnych; rzadziej cierpią na alergie odzwierzęce.

Co łączy te wszystkie poszlaki? Zarazki. Rodzeństwo, zwierzęta domowe i bieda są ich obfitym źródłem. Stąd idea, że w choroby wpędza nas sterylność wielkomiejskiego życia. W książce "Dobre zrazki, złe zarazki" Jessica Snyder Sachs rozważa hipotezę, że nowoczesna medycyna i higiena obok złych zarazków wypleniła też dobre, którym zawdzięczaliśmy odporność na alergie.

Hipoteza higieniczna, sformułowana około 20 lat temu przez epidemiologa Davida Strachana, mówi, że ze względu na malejącą przeciętną liczebność rodzin i coraz większą sterylność domów systemy odpornościowe dzieci są za mało obciążone, aby nauczyły się bronić przed chorobami. To spowodowało, że czynniki kiedyś nieszkodliwe, takie jak sierść kota, wywołują nadmierną reakcję immunologiczną (na tym polega alergia). Pod koniec lat 90. pojawił się mocny dowód potwierdzający teorię Strachana: okazało się, że dzieci chodzące do przedszkola rzadziej chorują na astmę niż trzymane w domu.

W ostatnich latach hipoteza ta jest jednak coraz częściej podważana. Zatroskanie budzi fakt, że uwierzywszy w nią, ludzie uznają brak higieny za korzystny, co nie odpowiada prawdzie. Profesor Sally Bloomfield, ekspert od chorób zakaźnych z Londyńskiej Szkoły Higieny i Chorób Tropikalnych, uważa trwanie przy niedowiedzionej tezie Strachana za mijające się z celem. - W sytuacji, gdy mamy niedopuszczalny poziom zachorowalności na infekcje żołądkowo-jelitowe i noro- sowe (już nie mówiąc o SARS i groźbie pandemii ptasiej grypy) pomysł, że higiena jest czymś nienaturalnym, budzi grozę.

Bloomfield jest członkiem Międzynarodowego Forum Naukowego ds. Higieny Domowej, które zasugerowało by hipotezę higieniczną przemianować na hipotezę ekspozycji bakteryjnej. Zakłada ona, że przed alergiami chronią nas nieszkodliwe bakterie mieszkające w naszych jelitach i na skórze.

Te wyrugowane "dobre zarazki" można z powrotem przemycić do organizmu pijąc choćby probiotyczne jogurty lub soki owocowe. Naukowcy nie są jednak zgodni, czy to odczuwalnie poprawia stan naszego zdrowia.

Tłum. BT

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się