Christian Grey - te książki czyta milion Polek. Dlaczego?

Marcin Kostaszuk
Marcin Kostaszuk
E L James, autorka trylogii Grey'a
E L James, autorka trylogii Grey'a Archiwum wydawnictwa
Sadomasochistyczne rozkosze, jakich dostarcza Anastasii Steele perwersyjny miliarder Christian Grey to literacki fenomen - wydawnictwo Sonia Draga sprzedało właśnie milionowy egzemplarz trylogii autorstwa E L James. W ślad za nią w księgarniach pojawiły się całe "różowe półki" z nową literaturą erotyczną. Co wyczytamy w niej o kobiecych pragnieniach i jakie będą efekty tej mody?

Inspiracji do tego tekstu dostarczyła mi… kolejka. Stałem jako szósty, przede mną pięć pań w różnym wieku. Wszystkie miały w ręku książkę z okładką w charakterystycznej granatowo-białej tonacji, podpisaną u dołu nazwiskiem: E L James.

Kopciuszek na smyczy pożądania

Co ciekawe, miejscem owej obserwacji był dyskont spożywczy, do którego tomy trafiły w ramach promocji - podobnie jak do sieci sklepików i elektromarketów. Księgarnie są już dawno opanowane: trzy części trylogii o romansie Christiana Grey’a i Anastasii Steele zajmują na początku marca trzy pierwsze miejsca na liście bestsellerów sieci Empik, a pierwsza część była najlepiej sprzedającą się książką 2012 roku w internetowym Merlinie.

Nowa część "Jeżycjady" Małgorzaty Musierowicz. Pamiętasz poprzednie? [GALERIA]

Dlaczego budzi takie emocje? Otóż na kartach swych powieści E L James opisała z kobiecej perspektywy związek, skazany z góry na niepowodzenie. Jego paliwem jest ekscytacja, z jaką niedoświadczona Anastasia wchodzi w kolejne fazy wtajemniczenia w wyrafinowane praktyki seksualne, serwowane przez zabójczo przystojnego Christiana. Burzy zmysłów w mrocznym Czerwonym Pokoju Bólu towarzyszy wszechstronna opieka, jaką perwersyjny myśliwy otacza swego Kopciuszka, ale ceną jest de facto status niewolnicy, trzymanej na niewidzialnych smyczach pożądania, bogactwa i dominacji, jaką Pan sprawuje nad swą Uległą. To punkt wyjścia - reszta to walka o miłość, którą Anastasia chce zbawić udręczoną w istocie duszę Grey’a. W przerwach między kolejnymi "momentami" oczywiście.

Na świecie trylogia sprzedała się w ponad 60 milionach egzemplarzy. Ile kupiono w Polsce?

- Nie umiem Panu powiedzieć ile w tej chwili sprzedaliśmy egzemplarzy. Milion? Nawet jeśli jeszcze nie teraz, to za chwilę taki nakład na pewno osiągniemy. Co chwila robimy dodruki - mówi mi Agnieszka Jedlińska z wydawnictwa Sonia Draga, dla którego Grey jest już cenniejszy niż Harry Potter. Widać to najlepiej po… konkurencji - niemal co tydzień na regały księgarni trafiają książki, mniej lub bardziej otwarcie nawiązujące do bestsellerowej serii. Stąd wziął się pomysł: spróbować przeczytać tyle klonów Grey’a, ile tylko zdołam. I zrozumieć, co one w tym widzą. One, czyli wy - czytelniczki.

Seks Wielkopolan. Kochamy się coraz krócej

Podrabianie Grey'a

Co widzą w tym trendzie panowie, dowiaduję się też na każdym kroku. Nawet w autobusie, którym jedzie grupka znajomych około trzydziestki. "Czytacie Grey’a? To ta książka dla kobiet, które nie mają dobrego seksu?" - wtrąca się w damską dyskusję wysoki facet. "Tak, nie mamy, bo samcom wydaje się, że nie muszą jej czytać" - brzmi ostra jak brzytwa kobieca riposta. I niezłe wyzwanie.

Stolik w kawiarni w podziemiach Empiku jest szeroki, ale i tak nie pomieści całej lawiny postgrey’owego szaleństwa wydawców.

Seks i sprzątanie - nowa cena wynajmu mieszkań

Zaczynam od pozycji autorstwa Sadie Matthews, która w "Namiętności po zmierzchu" odmalowuje postać "młodziutkiej dziewczyny z prowincji" Elizabeth Villiers. Będąc w gościnie u matki chrzestnej, śledzi przez okno przystojnego sąsiada z przeciwka. Choć Londyn jest w sumie spory, co chwila się na niego natyka - a to na ulicy, a to w klubie tenisowym ("Szczęściary z tych piłeczek, skoro je stukał" - myśli bohaterka), a to w końcu we własnej alkowie.

Od tego momentu autorka daje sobie spokój z oryginalnością i każe swojej Elisabeth przechodzić niemal dokładnie przez to samo co niewolnicy Grey’a - czyli kolejne "treningi", po których coraz mocniejsze klapsy w trakcie zbliżeń dają coraz większą przyjemność, a wytchnienie - znów jak u E L James - może dać tylko wypowiedzenie hasła bezpieczeństwa, po którym kochanek ma obowiązek zakończyć sadomasochistyczną zabawę. W sumie - kalka.

Równie znikomą oryginalnością wykazuje się Natasha Walker, którą zainspirował wątek z Grey’a, poświęcony jego intymnej inicjacji z doświadczoną nauczycielką sado-maso Eleną. "Tajemnice Emmy: początki" to historyjka 32-letniej Emmy, której 18-letni syn sąsiadów Jason miał szczęście w nieszczęściu wrzucić piłeczkę tenisową (tenis jak widać jest bardzo erotyczny) do jej przydomowego ogródka. Treść ich relacji odmalowanej przez autorkę można sprowadzić do jednej zabójczo długiej nocnej sceny w tymże ogródku, która na zdrowy rozum powinna obudzić sąsiadów w promieniu kilometra. Książka ma duże walory satyryczne, zwłaszcza we fragmentach, dotyczących moralnych rozterek bohaterki.

Tym czytelniczkom, które owe rozterki są skłonne brać bardziej na serio, do gustu powinien przypaść "Dotyk Crossa". Relacja pracowniczki agencji reklamowej Evy Tramell i multimilionera Gideona Crossa opiera się oczywiście na wiadomych aktach, ale z czasem nadchodzi pora zmierzenia się z traumami dzieciństwa - czyli znów kłania się pan Grey, adoptowany z patologicznej familii przez szacownych obywateli. Z Gideonem Crossem jest tylko trochę inaczej, ale czytelniczek to nie razi, jeśli wydany właśnie drugi tom "Crossa" jest tuż za Grey’em na listach bestsellerów.

Wespół w zespół

Nie wszyscy autorzy dają się wpasować w szablon wyznaczony przez E L James. Ale w większości przypadków… tym gorzej dla nich.

Nie sposób na przykład nie uśmiać się podczas lektury "Fantazji w trójkącie" . Niejaka Jenna Kerry fantazjuje, jakby to cudownie zostać porwaną przez pirata, albo chociaż na chwilę zapodziać się z nieznajomym. Dlatego jest wniebowzięta, gdy jej nudny narzeczony Ryan (wiadomo - programista) udaje nieznajomego, żeby dodać pieprzyku ich relacji. I dodaje - problem w tym, że za jakiś czas przedstawia jej Jake’a, swego brata… bliźniaka jednojajowego. Od tego momentu bohaterka do reszty traci rozeznanie już nie tylko w sypialni, ale nawet przed telewizorem ("Zdziwiła się, gdy na ekranie pojawił się tytuł "American Pie 2". Wydawało jej się, że wyciągnęła "American Beauty") i w końcu dojrzewa do ostatecznej konfrontacji z braćmi, uwiarygodniającej tytuł książki. Autorka Opal Carew dedykuje ów utwór mężowi i synkom.

Trójkątnymi kształtami relacji damsko-męskich kusi także Megan Hart ("Trzy oblicza pożądania"). Rozterki jej bohaterki Anne przed wcieleniem w życie fantazji o sobie w roli "damy między dwoma królami" rozwiewa skutecznie jej przyjaciółka Claire, według której "W dzisiejszych czasach okładanie pejczem jest czymś tak zwyczajnym jak deser waniliowy". Nic więc dziwnego, że z kolei w "Przystani posłuszeństwa" Marina Anderson wysyła swą bohaterkę, wziętą redaktorkę Natalie Bowen do luksusowego pensjonatu, którego hymnem powinien być refren "Wespół w zespół" z piosenki Kabaretu Starszych Panów. Autorka bardzo stara się, by czytelnik poczuł atmosferę mrocznej tajemnicy, ale mi podczas lektury zmagań seks-instruktora Simona z krnąbrną Natalie uparcie przypominał się wyraz twarzy Piotra Machalicy, który w "Sztuce kochania" przyjmuje raport personelu w rodzaju "A pani Kosidowska szczytowała trzy razy".

Po takich deserach łatwo o niestrawność, toteż gdy kuszę się na zapowiedź - "bardziej pikantny i wysublimowany odcień Pięćdziesięciu twarzy Grey’a" - na okładce "Osiemdziesięciu dni żółtych" Viny Jackson. To coś dla melomanów, bo główną rolę gra skrzypaczka Summer Zehova. Jej męża Darrena autorka skutecznie obrzydza czytelniczkom ("Sądząc po odgłosach energicznego chlapania umył ręce aż po łokcie, jak weterynarz przed odebranie porodu krowy"), by wprowadzić na scenę Dominica, profesora uniwersytetu. Tenże zamawia u Summer prywatny koncert Vivaldiego - najpierw solo, a potem w kwartecie.

Finał występów można przewidzieć, podobnie jak w przypadku "Za sceną" Olivii Cunning. To chyba najlepiej napisana książka z tej półki, może dlatego, że autorka daje swej bohaterce zmysł autoironii i dystansu do własnych poczynań. Seksuolożka Myrna Evans nudzi się na krawaciarskiej konferencji w hotelu, w którym zatrzymał się też rockowy zespół The Sinners. Jego członkowie używają życia (i partnerek) ile wlezie, tylko Brian Sinclair, gitarzysta i romantyk, coś jakby przeczuwa, że jego życie zaraz się zmieni za sprawą pięknej pani doktor. Cytat: "Jak się czujesz?". "Napalony". "Miałam na myśli twojego kaca".

Kac specjalistów

Profesor Piotr Śliwiński z Wydziału Filologii UAM wzdycha ciężko, gdy pytam, co czuje, widząc aktualne listy książkowych bestsellerów. Popularność Grey’a kojarzy mu się z telenowelami, mamiącymi obietnicą, że "los każdej z nas może się odmienić". Ich literackim odpowiednikiem w latach 90. były harlequiny - historie miłosne pozbawione jednak wątków "ginekologicznych", tudzież całego arsenału zabawek pana Grey’a i naśladowców - z pejczami i kajdankami na czele.

- Z tego typu literaturą jest jak z używkami. Uzależniony wciąż potrzebuje tych samych bodźców i dlatego tak się opłaca ich produkcja. Czytelnicy są jest trochę jak wielbiciele westernów, którzy mimo że doskonale znają schemat opowieści, łącznie z finałem, nie akceptują jego zachwiania - mówi profesor, prywatnie wielki miłośnik… westernów. Jako człowiek z natury życzliwy, w greyomanii widzi nawet pewne plusy.

- Z pewnością nakłady i sprzedaż tych książek dają podstawę do tezy, że moda na Grey’a w jakiś sposób ratuje czytelnictwo. Pocieszające jest też, że w dobie szeroko dostępnej internetowej pornografii literatura może stać się afrodyzjakiem daleko silniejszym niż obrazki i filmy. Nie mam jednak złudzeń - kto chce tylko momentów, ten odejdzie od literatury.

Generalnie bowiem życzliwość profesora ma swoje granice. Autorów "nowej erotyki" osądza surowo.

- Sprowadzenie pisania do szeregu opisów aktów płciowych uprzedmiotawia nie tylko ich bohaterów, ale też i czytelników. Mam wrażenie, że ci autorzy zdefiniowali swych odbiorców z pogardą, podobnie jak twórcy wielu programów telewizyjnych. No i czy z tego typu pisania istnieje wyjście do innej, bardziej wyrafinowanej, zawierającej więcej prawdy o świecie i operującej metaforą literatury? - pyta profesor Śliwiński i jest to pytanie retoryczne.

W retoryczne pytania nie bawi się natomiast znana poznańska seksuolog, profesor Maria Beisert z Instytutu Psychologii UAM. Trudno ją namówić na ujawnienie swojego zdania na temat "romansów z pejczykiem", bo nie chce w żaden sposób promować tego typu literatury. Do jej opisu używa określenia "porno-gniot".

- Nie dostrzegam na razie efektów powszechnego czytania tego typu książek w swojej praktyce klinicznej i także dlatego szkoda mi czasu na ich czytanie. Mogę powiedzieć tylko, że promowane w nich wzorce relacji damsko-męskich oparte na zależności i czerpanie przez bohaterów satysfakcji z odbierania wolnej woli stanowią antytezę zdrowego, dobrego związku. Odgrywanie ról Grey’a i Uległej w prawdziwym życiu to nie jest bezpieczna zabawa - ostrzega profesor Beisert.

Zabawa dopiero się zaczyna

Wygląda jednak na to, że zabawa dopiero się zaczyna. Potencjał "50 twarzy Grey’a" nie uszedł uwadze Hollywood, a YouTube zaroiło się od nieoficjalnych zwiastunów ekranizacji powieści E L James. Posiadająca prawa do jej nakręcenia wytwórnia Universal ujawniła na razie, że nad scenariuszem pracuje od listopada ubiegłego roku sama autorka książek wspólnie z Kelly Marcel (współautorka serialu "Terra Nova"). W maju ma zostać ujawniona obsada - według przecieków perwersyjnego miliardera zagra Ryan Gosling ("Drive", "Idy marcowe") lub Matt Bomer, znany z serialu "Białe kołnierzyki". Najbliżej głównej roli żeńskiej jest natomiast Alexis Bledel, mająca w dorobku m.in. udział w filmie "Właściwy facet". Stawka jest wysoka - można być pewnym., że na wybraną parę aktorską czeka słodki ciężar statusu ikon popkultury, jaki obecnie za sprawą sagi "Zmierzch" dźwigają Kristen Stewart i Robert Pattinson.

Póki co jednak czytelniczki i czytelnicy skazani są na własną wyobraźnię. O tym, że ją uruchamiają coraz skuteczniej przekonuje mnie rozmowa z sympatyczną pracowniczką położonego w centrum Poznania sex-shopu.

- Rzeczywiście, ostatnio wzrosło zainteresowanie akcesoriami BDSM, choć zawsze w okolicach Walentynek mamy większy popyt na takie zabawki. Mówi pan, że to sprawka tego Grey’a? Chyba w końcu będę musiała go przeczytać.

Marcin Kostaszuk

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wideo

Materiał oryginalny: Christian Grey - te książki czyta milion Polek. Dlaczego? - Głos Wielkopolski

Komentarze 21

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

p
potkana
Z ciekawych tytułów polecam również to - mawreads.pl/2018/10/dziewczynaktoraczytalawmetrze.html Bardziej babska książka o kobiecie, która prowadzi nudne życie i nagle próbuje je zmienić, ale naprawdę banalną zmianą. Wszystko macie opisane w recenzji. Odbiór książki może być różny - zależy jak do niej podejdziecie.
F
FiftyShadesOfGrey
Uwielbiam Pięćdziesiąt twarzy Greya! To moja ulubiona trylogia :) Film i soudtrack wspaniały :) Co tu dużo mówić.... NADESZŁA ERA E L JAMES!!!
g
grey
A mnie się podobają książki wszystkie części,jedynym minusem jest zakończenie trzeciej skończyło się moim zdaniem za słodko za pięknie i za prawdziwie. A poza tym takich mężczyzn nigdzie nie ma ;)
A
Aleksandra
Mi tę książkę kupił mąż ;) byłam chora poprosiłam aby przy okazji zakupów w Biedronce kupił mi jakąś książkę. Mówił gdy ją dawał "chyba dobra pisze,że to hit". Czytałam kilka stron i hmmm -dziwna -pomyślałam to chyba jakiś romans. W połowie książki mąż pyta -i co? Dobrze wybrałem?
-lepiej abyś nie wiedział hihihi :) -odpowiedziałam
Kolejnych części już nie czytałam wiem o czy jakim językiem pisana i wiadomo,że dobrze się skończy.
Filmu jestem ciekawamchoć mam nadzieję że film będzie lepszy od książki. Seks nie musi być tak dosłownie pokazany skupiła bym się raczej na miłości i problemach bohaterów. No ale zobaczymy ;).
a
aska
Przeczytałam tę książkę (trylogie) juz 5 razy.... Juz omijam te sex sceny... Ale jestem bardziej niż pewna że przeczytam to jeszcze nie raz!!!!
n
nantaket
Czytasz erotyk i dziwisz się, że jest w nim sex? W jakim ty świecie żyjesz? Poczytaj markiza de sade to się dopiero zbulwersujesz, a koleś pisał w XVIII w.
i
ipsilonka
Zazwyczaj czytam literaturę z wyższej półki i kiedy panował powszechny szał na "50 twarzy Greya" ja skutecznie ignorowałam ten bydlęcy pęd. Traf chciał, że rok później dostałam tę książkę w prezencie, ciekawość wzięła górę i zaczęłam czytać, skończyłam nasępnego ranka. Nie mogłam się oderwać, choć książka jest napisana ubogim językiem literackim, nie przywykłam do takiej prostej "pisaniny". Cała masa powtórzeń, jakby autorce zabrakło słownictwa, albo nikt jej nie powiedział o isnieniu peryfrazy. Mimo wszystko, sama historia mnie wciągnęła, pełna erotycznych zabaw, tajemnic i niepewności. Z postacią Anny identyfikuje się duża część czytelniczek, a w reszcie wzbudza sympatię, natomiast Grey jest uosobieniem marzeń większości kobiet. Piękny, bogaty, inteligentny, z bogatym wnętrzem i mroczną przeszłością, drań odmieniony miłością. Faceci oglądają pornosy, kobiety czytają Greya, dlatego drażnią mnie męskie opinie, wyśmiewjące tę książkę, określając ją mianem"porno dla mamusiek".Grey pobudza wyobrażnię, sex to nie czysta kopulacja, a sztuka rozbudzania zmysłów i o tym jest ta książka. Myślę, że wielu facetom przydałaby się taka lektura. P.S. Mam 25 lat i nie jestem mamuśką, mam chłopaka, a w noc po lekturze w naszej sypialni działy się cuda.
m
maria
Mnie się spodobała choć przypadkiem wzięłam książkę do ręki. Dlatego ,że nie pod kołdrą i po ciemku. Owszem najpierw byłam zszokowana dokładnymi opisami, ale to swoista instrukcja obsługi i bez orgazmu nie zakańczamy. Wtedy w naszych domach nie byłoby bóli głowy i, że nie teraz. W książce to nie tylko opis sexu ale też miłości takiej bezgranicznej, a nie wszyscy tak chcą głęboko kochać . A bohaterowie to młodzi ludzie, więc jej się nie dziwię, zwłaszcza ,że długo czekała z dziewictwem i wtedy inaczej sie wszystko postrzega, wiem bo też późno zaczynałam. Kobiety czytają i myślą,że gdyby tak miały to ich mąż nie chrapał by obok bo zmęczony i nic mu się nie chce. To włwśnie to ,że chciałyby jak za tymi pierwszymi latami nadal mieć sprawnego kochanaka z męża . Po za tym napewno gro z kobiet nie miała pojecia ,że sexem można się bawić a nie go odbywać i wtedy chce się wiecej. Życie pokazuje,że czasem już 40-latkowie śpią osobno i wolą zjeść albo wypić niż ... A tu czytają,że są zabawki itp. stąd myślę taka popularność książki. Chciały by by facet starał się doprowadzić je na skraj przepaści ciągle i za każdym razem, bo apetyt rosnie w miarę jedzenia, a jak coś nie smakuje to nie chce się jeść.
a
agata
Zaczęłam czytać 1 część lecz stwierdziłam ze za dużo tego sado-maso :/. Więc czytałam tylko te normalne momenty, a potem zaczęłam 2 czesc i też omijałam te ,,momenty" bo to obrzydliwe. Akcja nie jest zbyt wciągająca, bo połowa ksiązki skladasie z samego seksu, lecz jak juz cos zacznę czytac to muszę skończyc.
M
Maturzystka
często czytałam i czytam książki różnych gatunków. Tą książkę akurat poleciło mi wiele moich koleżanek. Historia i cały przebieg wydarzeń był bardzo ciekawy i wciągający. To COŚ innego a zarazem bardzo ciekawego i erotycznego. Książkę nabyło miliony polek, w bibliotekach ustawiały się kolejki więc jednak świadczy to o tym, że my kobiety wolimy książki właśnie o takiej tematyce jak Grey . Całokształt jest moim zdaniem nie do pobicia ! Ja i wiele moich koleżanek jak i kolka osób z rodziny jestesmy zachwycone. Mozliwe, że przeczytam wszystkie 3 części za jakis czas kolejny raz :)
p
pian
system piano - wkrotce upadek projektu. kto placi za grafomanie?
p
pian
system piano - wkrotce upadek projektu. kto placi za grafomanie?
M
Marcin Kostaszuk
Miło mi, dziękuję za Pani komentarz. Niezbadane są wyroki czytelników, ale mam wrażenie, że nawet na tej półce panuje pewien porządek. Grey na pewno nie jest arcydziełem, ale jego niektóre klony to dno - dlatego unikałem jednoznacznej oceny "oryginału". Pozdrawiam MK
A
Agnieszka
Mieliśmy Pottera, mieślimy Twilight, mieliśmy i Hunger Games.

Jako osoba, która z trwogą obserwowała (i wciąż niejako obserwuje - taka chorobliwa ciekawość) wzrastającą popularność "50 odcieni..." jeszcze przed ukazaniem się tego tytułu w Polsce, chciałabym panu, Panie Marcinie, pogratulować świetnego tekstu. Dowcipny i kąśliwy, tak jak lubię.

Wiem, że skupił się Pan na "kopiach" Greya, ale warto pewnie nadmienić, iż sam Grey jest już kopią - autorka napisała tekst oparty na serii Zmierzch. Z tego, co się orientuję, krąży on jeszcze po odmętach sieci, choć został oficjalnie "zdjęty", gdy Grey miał zostać opublikowany. James zmieniła swoim postaciom jedynie imiona, tak że Edward stał się Christianem, a Bella - Anastazją.

Pogubić się już można, czym są więc próby naśladowania 50 shades. Kopią książki, opartej na fan fiction, opartej na książce.

Pozdrawiam serdecznie!
t
to jest to
co w kobietach jest najpiękniejsze.
I rozbrajające.
Ale tylko do pewnego momentu.
Wróć na i.pl Portal i.pl