Menu Region

Doły PO nieco się buntują

Doły PO nieco się buntują

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Mariusz Staniszewski

6Komentarzy Prześlij Drukuj
Dopinanie list wyborczych do Parlamentu Europejskiego wywołuje konflikty w strukturach regionalnych Platformy.
Część lokalnych działaczy partii nie chce pracować dla kandydatów narzuconych przez centralne władze PO. Ostry konflikt widać na Lubelszczyźnie. Tam najpierw o pierwsze miejsce na liście działacze pokłócili się z szefem regionalnych struktur PO posłem Januszem Palikotem. On promował Henrykę Strojnowską, oni eurodeputowanego prof. Zbigniewa Zaleskiego i posła Włodzimierza Karpińskiego. Konflikt rozstrzygnął zarząd partii, zsyłając na jedynkę w Lublinie prof. Lenę Kolarską-Bobińską.
- Większość lubelskich działaczy partii przyjęło tę decyzję z ulgą, bo oznacza ona porażkę Palikota. Przecież jego kandydatka w ogóle nie startuje - mówi jeden z posłów PO z Lublina.

Ale po jednym kryzysie przyszedł następny. Prof. Kolarska-Bobińska nie jest związana z Lublinem. Nie ma też żadnych zwolenników w strukturach partii. Dlatego nie wiadomo, kto miałby pracować w jej kampanii.

- Za Zyty Gilowskiej, która kierowała lubelską Platformą przed Palikotem, postawienie na pierwszym miejscu listy kogoś spoza regionu byłoby nie do pomyślenia - mówi Dariusz Piątek, wiceprzewodniczący zarządu regionu PO.

Podobny konflikt tli się także na Podkarpaciu. Tam lokalne struktury PO murem stanęły za posłanką Elżbietą Łukacije-wską, szefową regionalnych struktur partii. Ona jednak jest numerem dwa na liście. Jedynka przypadła Marianowi Krzaklewskiemu, który na Podkarpaciu jest ciałem obcym.

- Regionalne władze Platformy bez głosu sprzeciwu zaakceptowały wczoraj kształt listy wyborczej - mówi poseł PO Piotr Tomański z Krosna. - Jednak naszym naturalnym kandydatem jest Elżbieta Łukacijewska i zrobimy wszystko, by to ona wygrała te wybory - dodaje.

Nic zresztą dziwnego. Regionalne władze partii właśnie ją rekomendowały do pierwszego miejsca na liście. Marian Krzaklewski został im narzucony bez konsultacji.

Nastroje studzi trochę poseł Tomasz Kulesza , który kieruje kampanią PO na Podkarpaciu. - Elżbieta Łukacijewska jest popularna i rozpoznawalna. Marian Krzaklewski ma jednak szansę zdobyć głosy tych, którzy wahają się, czy zagłosować na PiS czy na Platformę - tłumaczy Kulesza. - Jest więc nową wartością na liście.

Przyznaje jednak, że część działaczy zapowiedziała, iż nie będzie pracować dla Krzaklewskiego. - Mówię im wtedy, żeby robili kampanię innemu kandydatowi - dodaje Marian Kulesza.

Zaskoczeni byli także działacze krakowskiej PO, gdy dowiedzieli się, że listę otworzy Róża Thun. Konflikt nie jest tak mocny, jak w Lublinie czy Rzeszowie, bo Thun przez lata była związana z Krakowem. Jednak małopolska Platforma miała innego kandydata. - Obiecuję poparcie Róży Thun, ale będziemy działać także na rzecz innych kandydatów, zwłaszcza dla Bogusława Sonika - deklaruje Jarosław Gowin, lider krakowskiej PO.

Równie napięta sytuacja panuje w Warszawie. Tu dwa główne miejsca na liście PO zajęli ludzie spoza partii - Danuta Hübner i Paweł Zalewski.

- Większości działaczy PO oczekiwała, że na pierwszych miejscach listy znajdą się ludzie z partii biegli w sprawach europejskich. A przewodzą osoby z zewnątrz - mówi warszawski działacz PO. - To frustruje.
Niezadowolenie przekłada się na brak mobilizacji do pracy w kampanii. W warszawskiej PO nie ma żadnego środowiska, dla którego Hübner i Zalewski byliby atrakcyjni. - Władze partii muszą przekonać działaczy, że najważniejszy jest wynik wyborczy i perspektywa kolejnych sukcesów - mówi polityk PO.
Ale to nie przekona wszystkich. Część działaczy PO będzie pracować tylko dla swoich.

Mimo pojawienia się zapalnych punktów politycy PO zapewniają, że partii nie grozi kryzys. - Tworzenie list budzi emocje, bo powoduje ścieranie się różnych interesów i koncepcji. Ale w polityce to normalne - mówi Tomasz Kulesza.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

6

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

wybory

+4 / -5

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

smutek (gość)  •

Pani Łukacijewska a nie Tomański - szkoda przecież to On jest najbardziej znany w Krośnie, Przemyślu no i w Zurawicy

odpowiedzi (0)

skomentuj

Doły z Lublina :-)

+6 / -4

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Zuzka (gość)  •

Post powtórzony.

odpowiedzi (0)

skomentuj

Doły z Lublina :-)

+6 / -4

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Zuzka (gość)  •

Na youtube wpisać "studenci i Palikot"

odpowiedzi (0)

skomentuj

Koryto

+4 / -5

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Jozue (gość)  •

Koryto wyborcze nowe
Marzeniem chyba każdego polskiego warchlaka jest dorwanie się do koryta. Aż uszy się trzęsą ze szczęścia na samą myśl, że lada dzień nowe żarło pojawi się w opustoszałym, podłużnym naczyniu.
Miliony głodnych szczeniaków zaś patrzą i zazdroszczą tym, dla których znalazło się choć trochę miejsca przy cudownym, ukochanym korytku. One nigdy się do niego nie dorwą, mogą jedynie... dać głos.

Podobne zdania można usłyszeć od dużej części społeczeństwa, reagującej w sposób alergiczny na samą myśl o politykach. Ileż to razy dziennie słyszymy o korycie, prosiakach, kaczkach, psach, kartoflach, błocie i gnoju - słowach rodem wyjętych z wyimaginowanego gospodarstwa na prowincji. I choć przypadkiem jest, iż gmach naszego Sejmu znajduje się na ulicy Wiejskiej, to stwarza to dodatkowy, zaściankowy klimat tych opowieści.

Większość Polaków jest zdania, że politycy odznaczają się wyjątkowym brakiem inteligencji i wiedzy. W połączeniu z ogromną pazernością i dużymi zarobkami, posłowie i senatorowie otrzymują mało chlubne miano "świń", ale nie brakuje też pospolitych warchlaków, wieprzów, macior, knurów i tuczników. Wszystkie one pragną zjeść jak najwięcej paszy z koryta. A żeby to zrobić, trzeba głośno kwiczeć. Zasada jest prosta - im więcej kwiczenia, tym więcej żarła.

Ale czy tak jest naprawdę? Skąd ów najgorszy margines społeczeństwa wziąłby się w tak atrakcyjnym finansowo miejscu, jakim jest posada w parlamencie? I skąd wzięło się tak liczne poparcie dla prosiaków przez zwykłych "zjadaczy chleba"? Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy - Ci znienawidzeni przez nas osobnicy - złodzieje, komuchy , POpaprańcy i kaczyści to najzwyklejsi MY. Sejm jest jedynie idealnie pomniejszoną kopią naszego społeczeństwa. Bo to ono składa się z tych czerwonych, zielonych, czarnych i białych. Przykre, ale prawdziwe. Publicysta, Andrzej Majewski powiedział kiedyś: "daj człowiekowi koryto, a momentalnie zamieni się w świnię”
Przeciętny wyborca PO jest pracowity jak Tusk,
wykształcony jak Bartoszewski
uprzejmy jak Niesiołowski,
obiektywny jak TVN24 i GW,
prawdomówny jak Michnik,
kulturalny jak Palikot,
zorganizowany jak Pitera,
przystojny jak Ćwiąkalski,
skromny jak Wałęsa,
kochliwy jak Sawicka
PO prostu nadczłowiek =homo sovieticus

odpowiedzi (0)

skomentuj

Twarz PO

+3 / -5

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Jermar2 (gość)  •

Czyli Palikot najlepiej wygląda ze swoim sobowtórem w ręku.

odpowiedzi (0)

skomentuj

usunac TUSKU

+4 / -4

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

wybrałem Zachód (gość)  •

nic nie zrobili

odpowiedzi (0)

skomentuj