Menu Region

Czeski film z kandydaturą Radosława Sikorskiego

Czeski film z kandydaturą Radosława Sikorskiego

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Anita Czupryn

3Komentarze Prześlij Drukuj
Prezydent Lech Kaczyński będzie reprezentował polską delegację na jubileuszowym 60. szczycie sojuszu północno-atlantyckiego, który w dniach 3-4 kwietnia odbędzie się w Strasburgu.
Bardzo możliwe, że przedstawiciele państw członkowskich wybiorą tam nowego sekretarza generalnego. Głos polskiego prezydenta będzie tu miał spore znaczenie. - Nieodmiennie deklarujemy poparcie dla Radka Sikorskiego na szefa NATO, bo to dobry kandydat - mówi w rozmowie z "Polską" Aleksander Szczygło, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego. - Ale podczas wyboru prezydent Polski nie będzie głosował. Wszystkie państwa muszą bowiem jednomyślnie zaakceptować jednego z kandydatów.

Szczygło odniósł się też do ostatnich wypowiedzi Karela Shwarzenberga i Vaclava Klausa. Otóż najpierw czeski minister spraw zagranicznych na spotkaniu unijnych szefów dyplomacji w Hluboce nad Wełtawą oświadczył, że Czechy popierają Sikorskiego do fotela sekretarza generalnego paktu północnoatlantyckiego. Następnie kancelaria czeskiego prezydenta wydała oświadczenie, że nic o tym poparciu nie wie.

- Ważne jest to, że Klaus kandydatury Sikorskiego nie podważył - uważa Aleksander Szczygło.
Tylko czy deklarowanie poparcia przez czeski rząd, który niedawno podał się do dymisji, może mieć znaczenie? Wiadomo, że w Czechach trwa teraz polityczna wojna między rządowym a prezydenckim ośrodkiem władzy.

Poparcie dla polskiego kandydata, i to nie tylko Czech, ale całej Grupy Wyszehradzkiej (czyli również Słowacji i Węgier), może być elementem tej wojny. Prof. Roman Kuźniar, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego, mówi, że trudno ocenić czeskie poparcie również dlatego, że Sikorski oficjalnie nie kandyduje. - Dlatego nie sądzę, by wypowiedź Czechów coś wniosła - uważa.
1 »

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

3

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

Max, uzupełniam wątek:

+6 / -3

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

spokojny  •

W Polsce lubimy skrótowo mówić „w 1920 roku bolszewicy zdradziecko napadli na Polskę a my cudownie obroniliśmy nasz kraj i całą Europę przed komunizmem”. Potem dodajemy, że była to jedna z ważniejszych bitew w historii ludzkości (to nie żart, to częste opinie) i że należy nam się dozgonna europejska wdzięczność za naszą wspaniałą postawę i jednoznacznie antykomunistyczną politykę. Z kolei dziwimy się, że „Europa nas nie rozumie”. Ale czy zadajemy sobie trudu aby dokładnie przypomnieć sobie jaka była kolejność wypadków?

Choćby skrótowo. Otóż podpisanie pokoju i wycofanie się Rosji z wojny było jednym ze sztandarowych postulatów bolszewików przed rewolucją październikową. 21 listopada 1917 rząd RFSRR wystosował do ambasadorów i posłów państw biorących udział w wojnie notę wzywającą do wszczęcia rokowań pokojowych. Tylko Niemcy na notę odpowiedziały pozytywnie. W efekcie podpisano traktat brzeski – traktat pokojowy podpisany w Brześciu 3 marca 1918 między Niemcami i Austro-Węgrami oraz ich sojusznikami Bułgarią i Turcją, a bolszewicką Rosją. Delegacja polska z uwagi na w rozmowach udziału nie brała. Traktat stanowił wycofanie się Rosji z wojny i zerwanie sojuszu z Ententą. Oznaczało to utratę przez Rosję terenów m.in. Polski, Litwy, Łotwy, Estonii, Białorusi i Finlandii.

Bezpośrednią przyczyną wybuchu wojny była natomiast rozpoczęta w konsekwencji zawieszenia broni w Compiègne 11 listopada 1918 ewakuacja niemieckiej armii. Ponieważ w listopadzie 1918 w Niemczech wybuchła też rewolucja, która proklamowała republikę, bolszewicy pragnęli czynnie wpływać na wydarzenia polityczne w zrewolucjonizowanych Niemczech. Marsz Armii Czerwonej na zachód i zajmowanie kolejnych miejscowości opuszczanych przez wojsko niemieckie odbywał się zanim jeszcze Wojsko Polskie zdążyło się sformować i podjąć jakiekolwiek działania. Pomiędzy odradzającą się po 123 latach niewoli niepodległą Polską a Rosją nie istniała żadna uznawana przez strony granica państwowa. W konsekwencji starcie pomiędzy Polską a Rosją o wzajemne granice było prawdopodobne. Ponieważ niemiecka armia okupacyjna, stanowiąca bufor bezpieczeństwa na tych terytoriach pomiędzy siłami polskimi a bolszewickimi, wycofywała się w szybkim tempie, mogło dojść do bezpośredniego spotkania wojsk polskich i bolszewickich i do określenia statusu politycznego ziem przedrozbiorowej Rzeczypospolitej w drodze faktów dokonanych.

Ale dwa miesiące wcześniej, w połowie września 1919 Józef Piłsudski wysłał do kwatery gen. Antona Denikina misję, która potwierdziła negatywny stosunek białych do kwestii wschodnich granic Polski. Biali gotowi byli jedynie uznać niepodległość Polski w granicach Królestwa Kongresowego z 1815. To skłoniło Piłsudskiego do odmówienia białym wszelkiej pomocy wojskowej. Pragnął klęski Denikina, by mieć do czynienia jedynie ze słabą i osamotnioną na arenie międzynarodowej Rosją bolszewicką. Wojskom polskim przebywającym w głębi spornego terytorium wydano rozkaz niepodejmowania przeciwko Armii Czerwonej żadnych działań, które mogłyby przynieść korzyść Denikinowi. W odpowiedzi na zmianę polityki polskiej, bolszewicy zaoferowali bezwarunkowe uznanie niepodległości Polski i praktycznie każdy kształt jej granicy wschodniej odpowiadający Polakom. W lipcu 1919 rozpoczęto formalne negocjacje polsko-bolszewickie, kontynuowane do grudnia tego roku. W czasie ich trwania strona polska wysunęła postulat przywrócenia wschodniej granicy z 1772, a Julian Marchlewski zapewnił Polaków, że Rosja bolszewicka gotowa jest odstąpić im Litwę i Białoruś. 26 października 1919 wysłannik Piłsudskiego kapitan Ignacy Boerner przekonał Marchlewskiego, że Polakom zależy na pokonaniu białych przez bolszewików. Obiecał też, że Wojsko Polskie nie uderzy w okolicach Mozyrza na Armię Czerwoną, gdy ta przerzuci swoje jednostki dla zlikwidowania oporu białych generałów.

Tak też się stało i Piłsudski mawiał potem, że ta celowa bezczynność wojsk polskich mogła przesądzić o wyniku wojny domowej w Rosji. Powtórzmy wyraźnie za Marszałkiem: Polska istotnie przyczyniła się do zwycięstwa komunizmu w Rosji. Ale tym nie lubimy się już przed Europą chwalić. Wolimy ładną historię o Szwajcarii, z której przerzucony do Rosji Lenin zapewnił zwycięstwo komunistom. My jak zwykle czyści i niewinni, wyłącznie w roli ofiar. Tyle, że w takiej Szwajcarii też mają dostęp do źródeł historycznych. Bo co się dzieje dalej? Piłsudski zakładał, że po pokonaniu "Białych" bolszewicy będą mogli skoncentrować wszystkie siły na jednym froncie - froncie z Polską, wykorzystując również zdobyty na białych sprzęt wojskowy. Celem politycznym Piłsudskiego było zatem stworzenie federacji państw narodowych w Międzymorzu Bałtycko-Czarnomorskim od Estonii po Ukrainę oddzielających etniczną Polskę od Rosji i uniemożliwiających ekspansję terytorialną Rosji na Zachód. Warunkiem działania było osiągnięcie porozumienia z Ukraińską Republiką Ludową - Ukraina była bowiem geostrategicznym kluczem rozwiązania federacyjnego. 21 IV 1920, Piłsudski zawarł z przewodniczącym Dyrektoriatu URL Symonem Petlurą sojusz polityczny i wojskowy. Polska uznawała w nim suwerenność Ukraińskiej Republiki Ludowej, zrzekała się terytoriów Rzeczypospolitej przedrozbiorowej na wschód od ustalonej linii granicy z Ukrainą i zobowiązywała się do wspólnej walki z bolszewikami.

Ostatnie siedem wyrazów poprzedniego zdania jest istotne i pokazuje, że Polska najpierw negocjowała z bolszewikami, biernie ich wspomagając, a potem postanawia na nich uderzyć. I rzeczywiście: ofensywę na Ukrainie Piłsudski rozpoczął 25 kwietnia 1920. Powtórzmy: rozpoczął Piłsudski. Dalszy ciąg jest znany. Wojska polskie stanęły u bram Kijowa i 7 maja 1920 oddziały 3 Armii gen. Rydza Śmigłego zajęły miasto. Ofensywa polska na Kijów wywołała oburzenie we Francji ze względu na to, że Piłsudski mógł zaatakować Ukrainę z lepszym skutkiem militarnym razem z Denikinem. Rzeczpospolita Polska nie miała interesu państwowego w sukcesie Białych Rosjan i w konsekwencji uchyliła się od wsparcia Denikina (pomimo nacisków Francji i Wielkiej Brytanii w tej sprawie).

Równolegle były prowadzone w Mikaszewiczach rokowania polsko-bolszewickie, gdzie warunki strony polskiej były analogiczne do warunków stawianych Denikinowi. A dopiero potem był sierpień 1920. Krótko: twierdzenie, że Rosja napadła na Polskę w 1920 roku jest uproszczeniem tak dużym, że prowadzi do nieporozumień i oburzania się na historyków, którzy słusznie wskazują na złożoność ówczesnej sytuacji. W każdym razie romantyczny obraz Polski składającej się wyłącznie z rycerzy w białych rękawiczkach broniących Europy przed komunizmem jest nieprawdziwy.

odpowiedzi (0)

skomentuj

ten

+5 / -4

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Max (gość)  •

Komentarz ciekawszy od artykułu.

odpowiedzi (0)

skomentuj

„nasz głos będzie miał spore znaczenie”.

+5 / -4

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

spokojny  •

„nasz głos będzie miał spore znaczenie”. He, he. Przy bankietowym stole w rozmowach z “oficjelami” typu “czy wódeczkę podać już czy za chwilę?” a wtedy my „decydująco” stwierdzamy „już” i wódeczka podana. Liczą się z nami!

Rządzą w NATO i UE, ci co są aktywni w poważnych sprawach a nie ci jedynie pokrzykujący z byle powodu. Niestety Polska należy do tej drugiej grupy. Jak się robi politykę międzynarodową? Z grzecznym uśmiechem i spokojnie, dyplomatycznie wykładając swoje racje a jednocześnie od niechcenia i delikatnie bawiąc się za plecami wielką pałą. Tymczasem my podniecamy się duperelkami typu „Polaka pobili w Anglii, wyrzucili z samolotu w Niemczech albo, że ktoś napisał g.... i d... na drzwiach norweskiej stodoły”. NATO i Unia to nie organizacje zajmujące się obrażaniem z powodu dowcipów. Nasz szef MSZ, który chciałby ze swojego pokrzykiwania uczynić oficjalną politykę NATO, w XXI wieku, gospodarczy projekt energetyczny z udziałem Rosji i państw Unii określa mianem paktu zawieranego przez zbrodnicze dyktatury z pierwszej połowy minionego stulecia. A kiedy na niedawnym szczycie Unii nasz polski przedstawiciel powiedział „Polska powinna mieć więcej głosów w Unii, bo straciła wielu obywateli w czasie wojny” to Brytyjczycy z BBC niemal pospadali z krzeseł z wrażenia. Unia jest organizacją demokratycznych państw, powstałą po wojnie i nie możemy każdej sprawy zaczynać od wojny. Nie możemy też każdej rozmowy z Niemcami zaczynać od wojny. Tusk spotkał się ostatnio z Merkel. Ta chciała rozmawiać o gospodarce, o kryzysie a nasz premier ciągle tylko „porozmawiajmy o wypędzeniach i o wojnie”. Czy zatem z takim nastawieniem nadajemy się do rządzenia NATO i Unią? Wątpię. Bo inni też widzą czym konkretnie się „wykazaliśmy” w innych organizacjach. Co zrobiliśmy w Grupie Wyszechradzkiej? Pewnie nawet mało kto wie co to było. Jasne, po co nam rozmawiać z Czechami i Słowakami. A Pentacosta? Też martwy twór, bo nam mało na nim zależało. W końcu Austriacy i Włosi to też za kiepscy partnerzy dla nas. Trójkąt Weimarski? Jedynie po kibelkach się chowamy jak trzeba z partnerami rozmawiać, bo Francja z Niemcami to dla nas za niskie progi, olać ich.

Jak chcemy rządzić NATO i Unią skoro się np. z Rosją nie potrafimy dogadać? Oczywiście winni tylko Rosjanie. My jak zawsze w białych rękawiczkach. Prosty przykład. W Polsce lubimy skrótowo mówić „w 1920 roku bolszewicy zdradziecko napadli na Polskę a my cudownie obroniliśmy nasz kraj i całą Europę przed komunizmem”. Potem dodajemy, że była to jedna z ważniejszych bitew w historii ludzkości (to nie żart, to częste opinie) i że należy nam się dozgonna europejska wdzięczność za naszą wspaniałą postawę i jednoznacznie antykomunistyczną politykę. Z kolei dziwimy się, że „Europa nas nie rozumie”. Ale czy zadajemy sobie trudu aby dokładnie przypomnieć sobie jaka była wtedy kolejność wypadków? Przestańmy uprawiać politykę histeryczno-historyczną, zajmijmy się bieżącymi problemami a wtedy możemy rządzić innymi, którzy bez krzyku systematycznie pracują i potrafią wpółpracować, dając przykłady umiejętności organizacyjnych na poziomie wyższym niż Euro2012 po polsku z domieszką grochu z kapustą czyli ukraińskiej zupy taniej jak barszcz.

odpowiedzi (0)

skomentuj