Menu Region

Masztalski zachował się przyzwoicie

Masztalski zachował się przyzwoicie

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Andrzej Godlewski

2Komentarze Prześlij Drukuj
Publikując w sobotę artykuł o współpracy Aleksandra Trzaski z SB, wezwaliśmy go zarazem do publicznych przeprosin wobec tych, którzy mogli ucierpieć z powodu jego działalności.
Przyznaję, że nie miałem wiele nadziei, by apel "Polski" został wysłuchany. Zbyt wiele krajowych autorytetów - duchownych oraz świeckich - pokazywało już, że można iść inną drogą. Zamiast skruchy i prośby o wybaczenie słyszeliśmy z reguły uporczywe zaprzeczenia oraz oskarżenia wobec dziennikarzy i historyków, którzy ujawniali niechlubną prawdę. Zdemaskowani agenci powoływali na obrońców swoich dawnych oficerów prowadzących, którzy wydawali im świadectwa niewinności, a także zapewniali, że żadnych donosów nigdy nie otrzymywali. Dlaczego więc Trzaska Masztalski miałby postąpić inaczej?

Jednak śląski artysta przyznał się w sobotę do współpracy z komunistyczną bezpieką. Przeprosił tych, na których donosił, a także swoich widzów i najbliższych. Nie chwytał się tanich usprawiedliwień. Nie odwoływał się do tych spośród swoich wielbicieli, którzy z pewnością uwierzyliby bardziej jemu niż "esbeckim świstkom". Aleksander Trzaska zdecydował się na krok, na który dotąd nie było stać ludzi, od których oczekujemy znacznie więcej niż od satyryków.

W latach 90. Joachim Gauck, szef urzędu ds. akt enerdowskiej bezpieki, przekonywał Polaków, że warto rozliczyć się z komunistyczną przeszłością. Jego zdaniem był to podstawowy warunek budowy silnego demokratycznego państwa. Ujawnienie wiedzy o systemie zniewalającym obywateli umożliwi zerwanie więzów z dawnym ustrojem - przekonywał. Jednak te argumenty w naszym kraju długo nie były wysłuchiwane. To właśnie dlatego ci, którzy w PRL zajmowali się niszczeniem ludzi, mogli robić kariery w wolnej Polsce. To właśnie dlatego oficer SB Adam Zawarczyński, który zwerbował Trzaskę, mógł zostać pułkownikiem UOP. To właśnie dlatego ci, których stać na oczyszczanie sumienia, tak często uchodzą u nas za frajerów.

Zapewne znajdą się też tacy, którym przeprosiny Aleksandra Trzaski odczytane z kartki przed kamerami nie wystarczą. Będą się domagać od niego głębszego rozliczenia i zadośćuczynienia. Zarzucą mu, że przyznał się do niesławnej przeszłości dopiero po artykule w prasie. Ich opinii artysta nie powinien lekceważyć. Jego współpraca z SB trwała przecież pięć lat, a jej ujawnienie jest szokiem dla sympatyków Masztalskiego. Aleksander Trzaska może być jednak pewien, że nie usłyszy wiele głosów potępienia.

Pokazał przecież, że nigdy nie jest za późno, by zachować się przyzwoicie.


Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

2

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

Fakt,

+1 / -1

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

spokojny  •

Fakt, „przyzwoity” gość. Już dwadzieścia lat po komuniźmie, natchmiast sam i całkowicie z własnej woli po prostu się do wszystkiego przyznał.

„dobierałem informacje moim zdaniem ogólnie dostępne lub nieszkodliwe. Spotkania z oficerem SB były nacechowane troską o bezpieczeństwo Polski.” Jak zwykle wszyscy „teczkarze” niewinni. Jak który coś podpisał to nie wiedział, że podpisuje albo podpisał „nieopatrznie”, znaczy puścił bąka na salonie, bo nie zdzierżył, ot po prostu zwieracze mu puściły, smród się rozszedł po widowni i tyle.

odpowiedzi (0)

skomentuj

Przebaczenie brzydkiego grubasa

+1 / -1

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

aw (gość)  •

Panie Trzaska od dzisiaj może Pan spać spokojnie - brzydki grubas, niejaki andrzej godlewski, Panu przebaczył.
Przedostatni akapit jest bezcenny - godlewski z jednej strony nie uznaje autentyczności przeprosin (podpinając się pod "tych, którym nie wystarczą przeprosiny z kartki"), z drugiej zaś obłudnie gratuluje Trzasce przyzwoitego zachowania. Wilk syty i owca cała - można jednocześnie głosić potrzebę oczyszczenia, twardą retorykę konieczności lustracji oraz chwytać czytelników za serce jowialnym: "przecież my chcemy jedynie 'zwykłych' przeprosin", a po tym jak już człowiek uczyni publiczne samooskarżenie łaskawie obdarzymy go rozgrzeszeniem w imię wspólnoty, która tak naprawdę nie istnieje i nigdy nie istniała.
PS. Od feralnej soboty żarty Pana Trzaski przestały mnie śmieszyć. Gdybym tylko wiedział wcześniej, że mam do czynienia ze ZDRAJCĄ nigdy bym nie śmiał się zaśmiać.

odpowiedzi (0)

skomentuj