Menu Region

To koniec Marcinkiewicza

To koniec Marcinkiewicza

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Dorota Kowalska

1Komentarz Prześlij Drukuj
Z socjologiem Pawłem Śpiewakiem rozmawia Dorota Kowalska.
Czy Polacy pokochają jeszcze Kazimierza Marcinkiewicza?
Dobre pytanie, bo w tej historii ważne są emocje. Kazimierz Marcinkiewicz to przykład zawiedzionej miłości. Polacy go uwielbiali, a teraz były premier wprawił ich w zakłopotanie.

Emocje ucichną, a Polacy zapomną i wybaczą.
Co innego wybaczyć, co innego pozwolić, aby taka osoba wróciła do życia publicznego. Pod tym względem Marcinkiewicz jest trupem. Nie będzie go chciała żadna partia i nie ma dla niego powrotu do polityki. Był bardzo medialnym premierem, bo w obecności 50 policjantów przeprowadzał staruszki przez jezdnię, kopał piłkę w lakierkach i krzyczał: "Yes, yes, yes". Symbolizował w polityce pozytywną energię i swego rodzaju lekkość.
Ale tak jak wtedy media go wykreowały na najbardziej lubianego polityka, tak teraz przyczyniły się do jego zatopienia.

Nie przesadza pan? Pewnie wielu facetów zazdrości mu po cichu - bo który nie chciałby po czterdziestce przeżyć wielkiej miłości z młodą, dwudziestoparoletnią dziewczyną.

Pewnie niejeden mu zazdrości, ale to nie ma żadnego znaczenia. Marcinkiewicz zapomniał, że Polska to kraj hipokrytów i określonych granic się nie przekracza. Hipokryzja to nasza cecha narodowa. Proszę zauważyć: pewne tematy są tabu. Tak jest m.in. z kochankami czy preferencjami seksualnymi. O kochankach polityków się nie rozmawia, a oni się nimi nie afiszują, chociaż wszyscy wiedzą, że niejeden obok żony spotyka się z przyjaciółką. Tak samo jest z księżmi czy biskupami. Wierni wiedzą, że gosposia na plebani nie jest tylko gosposią, i po cichu to akceptują. Wie pani, kiedy podnoszą alarm? Kiedy ksiądz przedkłada nad ich dobro dobro gosposi albo kiedy otwarcie przyzna się do romansu. Wtedy jest stracony, bo właśnie przekroczył granice.

Ale jakoś romans nie zaszkodził prezydentowi Francji Nicolasowi Sarkozy'emu.Bill Clinton też nie ucierpiał politycznie z powodu Moniki Lewinsky.
Jak to nie ucierpiał? Ucierpiał chociażby jego wizerunek. A on sam kajał się przed kamerami. Ameryka to pruderyjny kraj. Co innego Francja czy Niemcy. Burmistrz Berlina oficjalnie przyznał się do homoseksualizmu i nadal sprawuje swoją funkcję. W Polsce taka sytuacja byłaby nie do pomyślenia. Polacy myślą tak: niech już będzie gejem, ale się tym nie chwali. Jest taki dowcip: zapytano amerykańskiego, irlandzkiego i polskiego księdza, czy znieść celibat. Amerykanin powie-dział: znieść, Irlandczyk: nie znosić, a Polak: niech zostanie, jak jest. I ten dowcip mówi o Polakach wszystko.

Więc gdyby Kazimierz Marcinkiewicz nie afiszował się swoją znajomością z Isabel, Polacy nadal by go uwielbiali?

Pewnie tak. Rozwiódłby się i wrócił do polityki z nową, młodą żoną. Nikt by słowa nie powiedział, a pewnie wielu by przyklasnęło, bo ta kobieta odmłodziłaby jego wizerunek.
Ale pojawienie się na ekranie z dziewczyną, która mogłaby być jego córką, umizgi przed kamerą. Nie, tego Polacy nie zniosą.

Myśli pan, że Marcinkiewicza zawiódł instynkt samozachowaczy? Bo jego zachowanie trudno nazwać inaczej jak głupotą.
Nie znam osobiście Marcinkiewicza, więc trudno mi powiedzieć, co się stało. Ale ewentualności są dwie: albo człowiek rzeczywiście się zakochał, a w takich sytuacjach często idzie ludziom na mózg i zachowują się mało racjonalnie, albo myślał, że poflirtuje z mediami na swoich zasadach. Tylko że Marcinkiewicz nie wie, o co chodzi w grze medialnej, i w swoich kalkulacjach się przeliczył. Chciał powiedzieć o swoim związku tyle, ile uważał za stosowne, zapomniawszy, że kiedy mówi się A, trzeba powiedzieć B. A o swoich kochankach nie mówi się wcale.

I co teraz? Były premier skończy jako gwiazda tabloidów i plotkarskich serwisów internetowych?
Nie będzie tą gwiazdą zbyt długo. Umówmy się: pani Isabel jest osobą bardzo skromną umysłowo.
Ile może bawić media, nawet w towarzystwie lubianego kiedyś premiera? Co innego, gdyby była artystką, poetką, a ona jest tylko prowincjonalną gęsią. Więc pewnie jeszcze przez jakiś czas będzie bawiła gawiedź swoimi wierszykami wypisywanymi na blogu Kazimierza Marcinkiewcza, a potem zacznie się ludziom nudzić.

I wtedy Marcinkiewcz będzie skończony nawet jako gwiazda Pudelka.

Tak, tak jak teraz skończony jest jako polityk.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

1

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

wstyd Panie Śpiewak!

+6 / -2

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

M (gość)  •

"Hipokryzja to nasza cecha narodowa. Proszę zauważyć: pewne tematy są tabu. (...) Tak samo jest z księżmi czy biskupami. Wierni wiedzą, że gosposia na plebani nie jest tylko gosposią, i po cichu to akceptują."
Po tak "wybitnym" socjologu nie śmiałbym oczekiwać powtarzania bredni jak z magla. Dlatego pytam:
jacy konkretnie biskupi, proszę o wyniki badań, ankiet, sondaży itd....!!!!

"Umówmy się: pani Isabel jest osobą bardzo skromną umysłowo. (...) ona jest tylko prowincjonalną gęsią."
Powiedzmy hmm. wznosząc się na poziom Pana Śpiewaka powiem, że w tym wywiadzie jest tylko żenującym gazetowym opluwaczem.

odpowiedzi (0)

skomentuj