Menu Region

Załóżcie Kubicy zderzaki

Załóżcie Kubicy zderzaki

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Oskar Berezowski

Prześlij Drukuj
W jednym z przedsezonowych wywiadów Robert Kubica pytany, czy przeniósłby do F1 zderzaki z kartingu, rozpromienił się, mówiąc, że to dobry pomysł.
W niedzielę na Albert Park zderzak uratowałby mu skórę, gdy na trzy okrążenia przed końcem zaatakował jadącego na drugiej pozycji Sebastiana Vettela.

Na trzecim zakręcie opóźnił trochę hamowanie i wysunął się minimalnie przed Niemca. Młody kierowca Red Bull Racing stracił wtedy panowanie nad sobą i bolidem. W ciągu ułamka sekundy trzasnął w bok niebiesko-białego bolidu BMW Sauber. Kubica stracił przedni spojler.


Nie mniejsze "obrażenia" odniosła maszyna Vettela. Kilkaset metrów dalej auto Polaka konało rozbite na bandzie otaczającej tor. Vettel pruł przed siebie na trzech kołach, zataczając się od krawężnika do krawężnika, zostawiając za sobą fragment karoserii. I właśnie za tę "pijacką" jazdę i spowodowanie zagrożenia sędziowie postanowili ukarać go 50 tys. dol. kary. Za błąd podczas manewru wyprzedzania będzie musiał zapłacić cofnięciem o 10 miejsc podczas kolejnego Grand Prix w Malezji.

- Jestem idiotą - przyznał Niemiec, który w Melbourne nie ma łatwego życia, a na konferencji po kwalifikacjach Rubens Barrichello nazwał go "pier... Niemcem".

Vettel zamknął Polakowi niepowtarzalną szansę na... ukończenie wyścigu w Australii. Zespół BMW twierdzi nawet, że gdyby Polak wyprzedził Vettela, mógłby wygrać, bo na szybko zużywających się oponach jechał z przodu Jenson Button, wyraźnie tracąc tempo.

Pech w końcówce to trochę złośliwy grymas losu. Od początku wyścigu Kubicy sprzyjało bowiem szczęście. Zawodnik BMW ruszył z czwartego miejsca po kwalifikacjach. Uniknął problemów tuż po starcie (jego kolega z zespołu Nick Heidfeld został z kolei uderzony). Ryzykowny wybór miękkiej mieszanki na początku (szybciej się zużywała) także miał happy end. Polak stracił wprawdzie dużo do uciekającego Buttona, ale na torze pojawił się samochód bezpieczeństwa.

Tym razem na korzyść Polaka zadziałał Kazuki Nakajima. Przed rokiem Japończyk staranował Kubicę, tym razem kamikaze urodzony w Aichi wyrżnął w bandę jedynie na własne konto (a potrafił już kiedyś przejechać nawet własnych mechaników).
1 »

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się