Menu Region

Korzeniowski: Bawili i tumanili, by zwyciężyć

Korzeniowski: Bawili i tumanili, by zwyciężyć

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Robert Korzeniowski szef TVP Sport

1Komentarz Prześlij Drukuj
Przed tygodniem na śnieżno-białym tle odebraliśmy od Justyny Kowalczyk lekcję wygrywania, a od Adama Małysza wyraźny znak, że jeszcze nie czas na honorowe zejście ze sceny.
Śnieżna sceneria Wronek miała Leo Beenhakkerowi, jak sam twierdził, sprzyjać w hartowaniu naszych orłów. Szkoda, że Belfastu nie nawiedziła śnieżna nawałnica, bo chyba tylko ona nam, Polakom, specjalizującym się od niedawna w sportach zimowych, mogłaby pomóc w rozbrojeniu Irlandczyków z Północy i wywołać wspomnienia z obozowego utwardzania charakterów, które miało miejsce podczas ostatniego zgrupowania. Nasi przyjęli jednak założenie, że rywali rozbawią nieporadnością i tak rozbawionych zaskoczą śmiałym atakiem.

Owszem, nasza obrona bawiła i tumaniła. Najlepiej siebie wzajemnie, a najskuteczniej zwodziła Artura Boruca vel Borubara, który ponoć wystąpił tu w zastępstwie cierpiącego na kłopoty gastryczne Łukasza Fabiańskiego. Jeden Fabiański pewnie by tego meczu nie wygrał, ale może on nie otworzyłby szansy kapitanowi Żewłakowowi, by ten wpisał się na listę strzelców. Właściwie to NASI strzelili więcej bramek niż Irlandczycy, więc w końcu potwierdzili, kto tu był faworytem spotkania.

Wolałbym jednak, by skoro reprezentacja, która miała być mocna zawodnikami w końcu grającymi w swoich klubach, potencjał wykorzystywała w bardziej konstruktywny sposób. Zamiast tego po raz kolejny słyszymy przeprosiny Michała Żewłakowa i groteskowe zapowiedzi Leo o walce do końca oraz koncentracji na kolejnych meczach o wszystko.

Zamiast przeprosin i honorowych zapowiedzi, podobnie jak miliony kibiców, wolałbym dzisiaj choćby jeden punkt. Zamiast tego ów punkt, a może nawet i trzy muszę zapisać trenerowi, prezesowi i senatorowi Piechniczkowi, który choć jest słabo znany naszemu selekcjonerowi i doradcy Feyenoordu, to niestety zdolnością przewidywania wyników kadry wydaje się go zaskakiwać.

Może, skoro mundial mamy już chyba z głowy, takie otrzeźwienie przed Euro 2012, gdzie mamy zagrać bez kwalifikacji, będzie przydatne? Oby tak. Ja nie chciałbym, by moje wspomnienia o turniejowych sukcesach naszej reprezentacji sięgały mojej późnej podstawówki, na zawsze kojarzyły się z piosenką Bogdana Łazuki, uliczką, Zibim Bońkiem i selekcjonerem z Wisły Antonim Piechniczkiem.

Dziś, po "szczęśliwym" dla nas losowaniu grupy eliminacyjnej, znaleźliśmy się w jakimś nieszczęsnym ślepym zaułku Północnej Irlandii, z którego brak widoku na Południową Afrykę. Nie ma co czekać, bo za chwilę stracimy też widoki na godny występ w roli gospodarzy Euro i próżna duma ani poczucie wyższości wobec opóźnionych w przy-gotowaniach Ukraińców nam nie pomogą.

ak zwykle wszelkie filozofie i teorie na temat futbolu będą podlegać weryfikacji na boisku. W sobotę w rywalizacji dwóch kiepskich drużyn, mimo strzelenia większej liczby bramek, twarde fakty okazały się dla nas nad wyraz bolesne.

I tylko remis Słoweńców z Czechami sprawił, że choć wstyd i ból oswoić trudno, to jednak jakaś nadzieja pozostaje. I krótsza o godzinę noc z soboty na niedzielę dla prawdziwych fanów narodowej kopanej nie była bezsenna.


Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

1

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

Może amator korzeńowski

+6 / -4

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

m (gość)  •

wypowie się na temat pana Kubicy?

odpowiedzi (0)

skomentuj