Bankierzy na celowniku przed szczytem G20 w Londynie

    Bankierzy na celowniku przed szczytem G20 w Londynie

    Łukasz Słapek

    Polska

    Polska

    Wyjątkowe środki ostrożności w czasie rozpoczynającego się w czwartek szczytu państw G20 w Londynie zapowiada brytyjska policja.
    Już od piątku wszystkie służby w mieście są postawione w najwyższym stopniu gotowości. Policjantom anulowano nawet urlopy, a nieobecnych ściągnięto do pracy.

    A wszystko, dlatego że do organizacji terrorystycznych czyhających na życie światowych przywódców, jak również do przeróżnych grup antyglobalistów, dołączyło kolejne potencjalne zagrożenie. To zwykli ludzie, wściekli na finansistów i rządzących za trwający kryzys, który pozbawił ich dochodów, a czasem nawet oszczędności życia.

    - Czuwanie nad bezpieczeństwem w Londynie podczas szczytu G20 będzie jedną z największych, najtrudniejszych i najbardziej skomplikowanych operacji w historii policji - przyznał wczoraj w brytyjskiej stolicy nadkomisarz Simon O'Brien z londyńskiej policji.

    Funkcjonariusze będą strzec nie tylko samych uczestników, ale także hoteli, w których zamieszkają goście. Pod ochronny parasol wezmą nawet ich doradców i osoby asystujące. Policjanci przygotowują się na ewentualność licznych protestów, do których już dziś może dojść w stolicy Zjednoczonego Królestwa.

    Policja nie chce zdradzić, ilu funkcjonariuszy strzec będzie spotkania, argumentując to względami bezpieczeństwa.

    O'Brien podczas spotkania z dziennikarzami zdradził jedynie, że 1 i 2 kwietnia do służby wyznaczono dodatkowo 10,5 tys. stróżów prawa. Całkowity koszt dwudniowej operacji ochrony szczytu szacuje się na 10,4 mln dol.

    - Wiemy, że wiele grup będzie chciało zakłócić szczyt. Już teraz odnotowujemy wzmożone działania osób, które zazwyczaj angażują się w organizowanie zamieszek - mówił O'Brien, nie chcąc jednak zdradzić konkretnych nazwisk.

    "Nie jestem z AIG"
    Nie musiał jednak tego robić, bo praktycznie całe społeczeństwo przeżywającej regres Wielkiej Brytanii chciałoby to i owo powiedzieć uczestnikom szczytu. Nienawiść zwykłych ludzi sięgnęła zenitu, i to nie tylko na Wyspach.

    Zarząd amerykańskiego potentata finansowego AIG zaapelował w połowie tygodnia do swoich pracowników w USA, by poza firmą chowali... swoje identyfikatory z logo firmy.

    Na specjalnych szkoleniach uczulano podwładnych, by w środkach komunikacji miejskiej lub na ulicach nie rozmawiać na głos o firmie, a jeżeli już, to bez wypowiadania jej nazwy. Przestrzegano też ludzi, by wychodząc na lunch, zdejmowali z szyi popularne smycze z nazwą AIG.

    Powyższe ostrzeżenia wydano w trosce o bezpieczeństwo pracowników. Chodziło bowiem o to, aby nie narażali swojego zdrowia, a nawet życia. W USA bowiem doszło już do napaści na osoby zatrudnione w AIG. Kilka z nich ciężko pobito, a pretekstem do ataku były właśnie identyfikatory z logo firmy. Przekleństwa na widok osób ze znakami AIG stały się powszechne.
    1 »

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Nie przegap

    Wideo