Menu Region

Dzieła Lema nie dały

Dzieła Lema nie dały rady próbie czasu

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Marek Oramus

10Komentarzy Prześlij Drukuj
Do tej pory pisano o twórczości Stanisława niemal na klęczkach. Jednak trzy lata po jego śmierci stać nas na obiektywną ocenę. Niestety, młodych ludzi nie zainteresuje już twórczość polskiego klasyka - pisze znawca twórczości autora "Solaris".
O Stanisławie Lemie przywykło się u nas pisać w tonie hagiograficznym, niemalże na klęczkach. "Stanisław Lem, najczęściej tłumaczony polski pisarz, uwielbiany i podziwiany. Po prostu wielki." Tak rozpoczynała się reklama... "Sknoconego kryminału", kończącego ostatnie, piąte z kolei wydanie dzieł Lema firmowane przez "Gazetę Wyborczą". Wczoraj przypadła trzecia rocznica śmierci pisarza. Co przetrwało z jego twórczości, a co wydaje się już przebrzmiałe?

Próby wydawania dzieł Lema obejmujących całość dokonań pisarza podejmowano pod koniec ubiegłego wieku mniej więcej co dekadę. W latach 70. Wydawnictwo Literackie opublikowało ok.
20 tytułów w płótnie z obwolutami, w latach 80. WL podjęło kolejną próbę, wydając kilkanaście "małych, pękatych książeczek", jak określał je sam Lem. W latach 90. rękawicę podjął Interart, ale po 20 tytułach spasował i zbankrutował. Dopiero edycja z lat 1998-2005 firmowana znowu przez Wydawnictwo Literackie została ukończona, obejmując 33 tomy i niemal kompletny dorobek autora "Solaris". Nastąpiło to prawie w ostatniej chwili: końcowy tom dzieł pisarz obejrzał kilka miesięcy przed śmiercią, która nastąpiła 27 marca 2006 r.

Dwa lata później, w kwietniu 2008 r., Wydawnictwo Literackie opublikowało komunikat, że rezygnuje z wydawania utworów Stanisława Lema, co może się wydać dziwne - nikt nie pozbywa się kury znoszącej złote jaja. Szkopuł w tym, że Lem taką kurą nie był, książki z wysmakowanej plastycznie i porządnej edytorsko, ale drogiej serii sprzedawały się w kilku tysiącach, a niektóre tytuły, zwłaszcza mocno teoretyczne traktaty, są dostępne po dziś dzień. Trzeba jednak uwzględnić, że w Polsce wydano do tej pory 5 mln egzemplarzy książek Lema (dla porównania: w Niemczech 7,5 mln, w Rosji - 6 mln).

Tym bardziej zaskakujące było rozpoczęcie przez "Gazetę Wyborczą" nowej edycji "Dzieł Stanisława Lema", która ukazuje się od połowy października 2008 r. i poza rzeczonym "Sknoconym kryminałem" obejmuje 15 najpopularniejszych tytułów z beletrystyki autora. Nie było w niej "Astronautów", "Człowieka z Marsa", "Golema XIV", "Opowiadań", a przede wszystkim "Pokoju na Ziemi", "Wizji lokalnej" i "Fiaska". Po internecie poszła więc fama, że kolekcja "Wyborczej" ma obejmować 33 tytuły. I rzeczywiście: niedawno ogłoszono rozszerzenie serii do wspomnianych 33 tomów. Oprócz wymienionych w planie znalazły się opasłe traktaty, na których wywracały się poprzednie edycje dzieł: "Fantastyka i futurologia", "Summa technologiae", "Dialogi", "Filozofia przypadku".

Każdy z tomów otrzymał na końcu bonus w postaci posłowia Jerzego Jarzębskiego, haseł na temat twórczości Lema oraz wywiadu albo szkicu. Jako autorzy szkiców wystąpili m.in. Jacek Dukaj i Adam Michnik, wśród przepytywanych zaś: Edmund Wnuk-Lipiński, Aleksander Wolszczan, Michael Kandel (czołowy tłumacz Lema na angielski), Piotr Słonimski (genetyk) czy Władysław Bartoszewski. O dziwo, w całej kolekcji znalazł się tylko jeden wywiad z samym Lemem, autorstwa Ewy Lipskiej, dotyczący snów.

Wątpię, czy te dodatki miały jakąś siłę przyciągającą czytelnika, skoro posłowia Jarzębskiego wyjęto (z małymi poprawkami wynikłymi z innego podziału tomów) z serii WL, hasła z wydanej dwa lata wcześniej książki Wojciecha Orlińskiego, zaś pozostałe teksty widywałem wcześniej na łamach "Wyborczej". W nowej części edycji "Dzieł" z tych wątpliwych ozdóbek zrezygnowano, pozostawiając tylko posłowia Jarzębskiego.
1 3 »
10

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

Nie wytrzymały próbu czasu?

0 / 0

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

marcin (gość)  •

Jeden link
http://www.blasty.pl/5828/lem-powrot-z-gwiazd

A Pan, panie Marku? Słyszałem wprawdzie o gadających puszkach z piwem (Japonia), ale nic poza tym.

odpowiedzi (0)

skomentuj

Kryteria

+7 / 0

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

M (gość)  •

Zdziwiło mnie strasznie, że próba czasu oznacza po pierwsze zainteresowanie mas, po drugie techniczne szczegóły.
Gdyby zainteresowania młodzieży były kryterium, to literatura nie wytrzymuje próby czasu w ogóle, nie wytrzymuje jej też kino starsze niż 10 lat, zupełnie nie wytrzymuje muzyka klasyczna a i współczesna tylko w nielicznych przypadkach. Ja bym jednak nazwał tę próbę inaczej, klęską oświaty, kultury i mediów, a także zalewem miernoty - bo nawet zainteresowany kulturą licealista musi ją jakoś wyszperać spośród mnożącej się tandety. Są kraje, gdzie się czytanie promuje, u nas się zabija, a winy Lema nie ma żadnej.
Z kolei jeśli brać pod uwagę futurystykę czy futurologię, to Lem trafiał nadspodziewanie często, choć nie zawsze. Nie przewidział wszystkiego, przewidział tylko bardzo wiele. Gdzież tu wina? :)
"Znawca twórczości Lema" wie, jak różnie Lem pisał. Miejscami dużo jest technicznych fajerwerków, innym razem nacisk kładziony jest na odczucia bohatera, kryzys schematycznego myślenia, związki technologii ze światopoglądem, językowy humor. Czy Lem powinien był w każde dzieło wkładać wszelkie swoje przewidywania związane z technologią? Te zabawne książki straciłyby na humorze, te filozoficzne rozmyłyby się tematycznie. A sądzę, że straciłyby też książki przygodowe.
Techniczna adekwatność interesuje może dzisiejszą młodzież. Tak jak dokładność efektów specjalnych i sztuczki montażu. Wracamy zatem do argumentu pierwszego, że chodzi o gust młodzieży. Odpowiem, że jednak książki Wellsa i Verne'a czytałem także w tym tysiącleciu, a dzieła bez wartości poza szczegółami technicznymi, filmy bez wartości poza efektami specjalnymi - to wszystko traci fanów momentalnie i niknie po paru latach. Czytelnik/widz zdolny do odkrycia też treści nieco głębiej pominie szczegóły. A może je lubić - dla mnie zabieranie w kosmos książek, zwalistość robotów, technologia dawna przemieszana z nową, to czynniki współtworzące niezwykły klimat dawnego sf. Program Apollo też dysponował sprzętem pod pewnymi (choć innymi niż czasem u Lema) względami śmiesznie słabym.
Jakkolwiek daleki jestem od politycznej poprawności trwania przy wielbieniu Lema, lubię dobrą argumentację. Proszę podawać pisarzy lepszych, wizjonerów nie popełniających błędów, książki nowsze starzejące się wolniej. Szczerze wątpię, czy znajdą się liczni, którzy Lema wyprzedzą, by można było przestać mówić, że jest z tych największych.

Wspomniałem kryzys mediów. Już wypomniano panu w komentarzach, że chyba chce pan zyskać to, co ujmie Lemowi. Kultura też polega na reklamie. Nie chce mi się szukać, co poza swoją twórczością pan poleca jako dobre, ale lekceważąc - z gimnazjalnych powodów - twórcę wyjątkowego pod pewnymi względami w skali świata, wzmacnia pan ten gimnazjalny trend, by opierać się na technicznych nowinkach czy efektach specjalnych. Nie jest pan w stanie Lema w kulturze zastąpić, proszę o tym pamiętać. Popsuć coś łatwiej niż naprawić. A książkę Oramusa "Bogowie Lema" ludzie czytają dla nazwiska Lem, nie dla nazwiska Oramus.

skomentuj

G

0 / 0

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

G (gość)  •

Niestety wypada się zgodzić z przedmówcą.
Osobiście twórczość (zwłaszcza wczesną) Lema lubię bardzo i często wracam do Dzienników albo Pirxa ... które to pozycje mam zawsze na Kindlu :).

odpowiedzi (0)

skomentuj

No cóż

+24 / -10

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Gość (gość)  •

Biblioteka Kongresu Stanów Zjednoczonych podobno największa biblioteka świata (samych książek 29 mln.) na hasło Stanisław Lem pokazuje 132 pozycje w językach polskim, angielskim, fracuskim, niemieckim, rosyjskim i jeszcze kilku.
Na hasło Marek Oramus 3 pozycje tylko w języku polskim.
Ja rozumiem, że jest pan młodszy ale nie aż o tyle żeby dać się wyprzedzić o 129 pozycji. Powodzenia. Może kiedyś ktoś za granicą przeczyta pana książkę.

odpowiedzi (0)

skomentuj

szkoła uwodzenia

+31 / -23

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

josephina (gość)  •

Dla wszystkich którzy poszukują swojej drugiej połówki, ale ich działania nie przynoszą efektów polecam kursy uwodzenia, prowadzone przez Wyższą Szkołę Uwodzenia, Wywierania Wpływu i Rozwoju Wewnętrznego (www.wyzszaszkolauwodzenia.pl). Na swoich kursach uczą nie tylko sposobów uwodzenia, ale też pewności siebie, otwartości i śmiałości w postepowaniu z płcią przeciwną. Ja jestem bardzo zadowolona ze szkolenia, mam o nich bardzo dobrą opinię i mogłabym im dać wysoką ocenę ;) dzięki nim w końcu stałam się przebojowa i pewna siebie, co znacznie ułatwia mi uwodzenie ;) naprawdę warto skorzystać ;)

odpowiedzi (0)

skomentuj

Wytrzymały, wytrzymały :)

+33 / -18

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

nickon (gość)  •

To książki Oramusa nie wytrzymały próby czytelnika jeszcze za życia autora.

odpowiedzi (0)

skomentuj

to ciekawe

+26 / -23

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

zbig. (gość)  •

Zastanawia mnie, z jakich - osobistych, byc może - powodów pan Marek Oramus postanowił wytępić Stanisława Lema z polskiej literatury. Po śmierci pisarza opublikował absolutnie kuriozalną (i bardzo słabą ) książkę "Bogowie Lema", w której, oprócz tego, że tłumaczy lemowski ateizm rozczarowaniem religijnym (sic!), to jeszcze przyprawia autorowi "Solaris" gębę chama, skąpca, oszusta i grafomana. Mój znajomy mówi, że to klasyczny przypadek ojcobójstwa - Lem musi zostać wytarty z kart historii, żeby miernoty w rodzaju Oramusa mogły wreszcie odetchnąć pełną piersią. Ja sądzę, że chodzi tu raczej o straszliwy kompleks Lema, który przerasta wszystkich (poza Dukajem) polskich pisarzy SF o wiele poziomów. Zresztą na jedno wychodzi, w efekcie. Tak czy inaczej, są to działania tyleż obrzydliwe, co żenujące.

odpowiedzi (0)

skomentuj

slow down dude

+40 / -32

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

jozefek (gość)  •

Panie Marku, to co Pan napisal nawet jesli jest po czesci prawda, powiniem byl Pan odlozyc jeszcze na jakis czas. Czas mianowicie wystarczajaco dlugi by udalo sie Panu samemu wyprodukowac cos na tyle dobrego by byc w pozycji uprawniajacej Pana do krytyki dziel Lema. Do tego czasu proponowalbym jednak dac sobie na wstrzymanie i nie zagalapowywac sie niepotrzebnie - co Pan ujmie Lemowi wcale sobie nie doda.

odpowiedzi (0)

skomentuj

Racja co racja

+34 / -40

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Mr. V (gość)  •

Pochodzę z trochę młodszego pokolenia, i mimo że lubię czytać sci-fi fantazy, to książki Lema nie wzbudziły mojego zainteresowania. Pierwszą książką było Solaris, i to tylko dlatego że oglądnąłem najpierw film, a później chciałem zweryfikować zmiany w stosunku do książki. Lektura ciężka, ale przeczytana. Kolejna książka to Pamiętnik znaleziony w wannie. Tego nie udało mi się przeczytać - książka jakoś nie ciągnęła do siebie, tylko odpychała. Zbyt niezrozumiale pisał, "[...] wielkim poetą był."

odpowiedzi (0)

skomentuj

Lem, Tarkowski, Solaris

+32 / -20

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

dedalus (gość)  •

Przyznaję szczerze, że Lem nigdy mnie nie kręcił i raczej nudził niż ciekawił. Mój ulubiony artysta rosyjski Andriej Tarkowski zrobił kiedyś dobry film wg. Lema Solaris i jak to miał w zwyczaju zajął się tym co było w tej powiesci najpiękniejsze. Lem poczuł się obrażony i kazał nie identyfikować Solaris Tarkowskiego z nim. Zamiast docenić kogoś kto wzniósł Solaris na poziom nieosiągalny dla niego samego zarozumiale potraktował go z pogardą. Miał prawo po milionowych nakładach, ale artystą to on nie był wybitnym. Kraszewski też pisał setki tomów...
PS
Czy nie można wpłynąć jakoś na redaktorów serii filmowych ze sklepu internetowego aby do kina rosyjskiego dołączyli Dzieła wszystkie Andrieja Tarkowskiego - genialnego i powoli zapominanego artysty.

odpowiedzi (0)

skomentuj