Menu Region

Polityków narzeczone, przyjaciółki, kochanki

Polityków narzeczone, przyjaciółki, kochanki

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Anita Czupryn

1Komentarz Prześlij Drukuj
Od dwóch tygodni piękna narzeczona senatora Tomasza Misiaka nie odstępuje go nawet na krok. - Ewa jest dla mnie wielkim wsparciem duchowym, ale nie tylko - wyjaśnia "Polsce" senator, który w niesławie odszedł z Platformy Obywatelskiej, kiedy na jaw wyszło, iż jego firma skorzystała na ustawie, nad jaką sam pracował.
Dziś również internetowy profil tej 24-letniej absolwentki zarządzania i marketingu stał się platformą poparcia dla polityka, a on sam występuje na jej stronie z apelem, by zapoznawać się z jego wersją "sprawy Misiaka". Ewa Mandziou na portalu Nasza-klasa stworzyła też specjalne konto dla osób, które popierają jej narzeczonego.

Historia ta przypomina działania innej pary: byłego premiera Kazimierza Marcinkiewicza i jego dziewczyny Izabeli, która rzuciła się go bronić na jego własnym blogu. - Popieranie bliskich to normalny odruch - komentuje profesor etyk Magdalena Środa. - Ale nie z punktu widzenia standardów publicznych.


Prywatne - służbowe
Ale z punktu widzenia zakochanej kobiety - nieważne, narzeczonej czy kochanki, przyjaciółki czy muzy - jest to sprawa priorytetowa. - Podobnie w życiu polityka: najważniejsza jest kobieta - uważa senator Tomasz Misiak. - Dla mężczyzny, który wciąż jest poza domem, mądra i świadoma kobieta jest lekiem na całe zło.

A co robi polityk poza domem? Poznaje kobiety. Kazimierz Marcinkiewicz poznał Izabelę w londyńskim banku, gdzie pracował, natomiast Tomasz Misiak spotkał Ewę w swojej firmie, bo właśnie tam rozpoczynała swoją karierę. - Pomogłem znaleźć pracę jej chłopakowi i tak to się zaczęło - wspomina senator. - Chłopak wyjechał za granicę (nie był Polakiem), Ewa została ze mną. Ale ona jest osobą prywatną. Wciąganie ją w całą tę sytuację polityczną, jaka mnie dotyczy, jest niepotrzebne.
W ubiegłym roku senator Misiak zabrał prywatną narzeczoną w służbową delegację rządowym samolotem. I tak "prywatne" pomieszało się ze służbowym.

Jak w akademiku
Ale od wieków znana to prawda, że dla kobiet politycy są bardziej interesujący niż inni mężczyźni. Przy ich boku one również czują się ważniejsze, imponują im rozległe znajomości, wielki świat, bale i bankiety. Politycy dobrze o tym wiedzą, dlatego też często stary, brzydki i niekoniecznie mądry, ale posiadający władzę mężczyzna nie ma zahamowań, by startować do kobiety młodej i pięknej.

- Spędziłem w Sejmie 16 lat i dobrze wiem, że władza jest dla kobiet afrodyzjakiem, a łóżko polityka może stać się trampoliną do jej kariery - chłodno ocenia Jerzy Dziewulski, były poseł. - Nie mam wątpliwości, że działania kobiet, które kręcą się przy politykach, dotyczą głównie możliwości zaistnienia, złapania niezłego sponsora i są nadzieją na dobrą pracę. Miejsca, gdzie bywają politycy (restauracja Frascati przy Sejmie czy Szparka na placu Trzech Krzyży w Warszawie) są więc dobrze znane również kobietom szukającym znajomości z ludźmi władzy. - Bywam tam i ja - mówi Dziewulski. - I widzę, jak dziewczyny oblegają polityków. A oni - tu były poseł tylko się uśmiechnął.

Takim miejscem, gdzie politycy z łatwością dają się łapać kobietom, jest również Sejm. W końcu ich zainteresowania, poza samą polityką, są dość ograniczone, zaś kontakty towarzyskie nierzadko sprowadzają się do zera. Politycy boją się nieostrożnych spotkań, paparazzi siedzą im na karku, często więc romansują w miejscu pracy.

- Nie rodziło to żadnych kontrowersji - mówi posłanka SLD poprzedniej kadencji. - Wiadomo było, że ta jest z tym, a tamten z ową, a hotel poselski traktowany był trochę jak studencki akademik, w którym imprezy, a potem seks były na porządku dziennym. A raczej nocnym.

Sejmowy romans
O swoim romansie z posłem zgodziła się opowiedzieć jedna z byłych posłanek. On nadal jest posłem, ona skończyła już z polityką. Wysoka, jasnowłosa kobieta po czterdziestce, o niezwykle pięknych dłoniach. Spotykamy się w jednej z hotelowych restauracji w Warszawie. - Pierwsze posiedzenie Sejmu - wspomina. - Rozglądaliśmy się po sali wszyscy - zarówno mężczyźni, jak i kobiety, patrząc, kto jest do wyrwania. To się jakoś wyczuwa, tę gotowość do romansu. Od razu go wypatrzyłam: przystojny brunet, dobrze zbudowany. Jak się okazało, nie tylko mnie wpadł w oko, ale w efekcie zwyciężyłam z koleżanką z klubu, bo umiałam go chyba bardziej sobą zainteresować.

Oboje mieli swoje rodziny, więc oczekiwali od siebie dyskrecji. Ich romans miał być czymś w rodzaju wakacyjnej przygody, która skończy się wraz z końcem kadencji i nie zrani niczyich serc. - Stało się inaczej - przyznaje. - Zdałam sobie sprawę, że zaczęło mi na nim zależeć. Zaangażowałam się, byłam już po rozmowie z mężem, podjęłam decyzję o rozwodzie i tego samego oczekiwałam od przyjaciela. A tu niespodzianka - okazało się, że prócz żony i mnie, mój poseł uwikłany był w jeszcze jeden sejmowy romans.

- Politycy szybciej niż inni dają się złapać na wdzięki kobiet - uważa poseł Dziewulski. - Przykład? No, jeśli dają się złapać takim kobietom jak słynna Anastazja P.? Ani olśniewająco piękna, ani posągowo zgrabna. Ale była pierwszą, która pokazała, że gustownie ubrana kobieta, która wtargnie do Sejmu, jest w stanie zabełtać w głowie każdemu parlamentarzyście.

Do tych kobiet należą też dziennikarki. Jerzy Dziewulski twierdzi, że zna wiele takich, które mają pozasłużbowe kontakty z politykami z tak zwanej pierwszej ligi, a informacje zdobywają przez łóżko. Ich kochankowie interweniują w ich sprawach, np. w przypadku zwolnienia z pracy publicznie włączają się w obronę, aby ich nie wyrzucać, nie krzywdzić.

- To efekt świadczenia sobie wzajemnych usług oraz powstałych długów wdzięczności. Nawet ciche wsparcie polityka ma w tym wypadku znaczenie, gdyż szefowie redakcji wiedzą: ona ma kontakty, lepiej jej nie ruszać - dowodzi eksposeł.

Jak paw, jak byk
Andrzej Celiński, były poseł, senator i minister kultury, który nigdy nie ukrywał swojej wrażliwości na kobiece wdzięki, uważa, że jako polityk z całą pewnością budził większe zainteresowanie kobiet, które mogły mu się spodobać.

- Nigdy też, będąc widzianym z kobietą na ulicy, nie czułem się spłoszony. Ale nie używam słowa "kochanka". Przyjaciółka, partnerka to milsze określenie. Raz zapytałem jedną z moich partnerek: "A gdybym nie był politykiem, tylko nauczycielem licealnym?" Prawdę mówiąc, zawsze marzyłem o tym, aby być licealnym nauczycielem. Odpowiedziała: "To byśmy się nie znali". To był dla mnie szok. Myślałem, że w relacji, w której są emocje, jednak inne okoliczności mają znaczenie, a nie mój immunitet. A tu dostałem informację wprost. Nie myślę jednak, że to wyrachowanie, a raczej cecha wynikająca z biologii kobiety. Ona oczekuje, aby mężczyzna był pawiem, bykiem, który potrafi zdominować, ma siłę, ale dzięki temu potrafi się też kobietą zaopiekować.
1 »
1

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

Jak paw, jak byk

+64 / -50

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

mar (gość)  •

Boskie:)

odpowiedzi (0)

skomentuj